której Horan demoluje pół mieszkania... i dalej sama wymyśl... tylko z happy
endem ;)
To nie tak, że sam tego chciałem i to nie tak, że tego nie
chciałem. To nie moja cholerna wina, że natura obdarzyła mnie zostaniem
chłopcem wraz z głupim mózgiem i faktem, że gdy tylko usłyszę „nie zrobisz tego” automatycznie pozbywam
się wszelkich zahamowań i zdrowego rozsądku.
Ale narkotyki chyba nie są aż tak złe, jeśli ktoś je dla
ludzi robi, co nie? Zresztą, kogo to obchodzi, na coś trzeba umrzeć.Niejeden powiedziałby mi, że muszę przejąć nad tym kontrolę, że wystarczy moje jedna decyzja i tę kontrolę zdobędę zanim spadnę na samo dno, a może mi się to udać bo jestem jeszcze świadomy. Problem w tym, że ta świadomość to zaledwie ułamki sekund, jak przebłyski londyńskiego słońca.
Niektóre historie pozbawione są happy endu, zgłasza takiego
jak w kinie, choć wiele drobnych spraw kończy się dobrze, tamten jeden pamiętny
wieczór całkowicie odmienił moje życie, sprowadzając na ścieżkę setek kłamstw i
oszustw, a przede wszystkim zatracania siebie i swojego chłopaka, którego mimo
tego wszystkiego skutecznie chroniłem od poznania okropnej prawdy o sobie
samym.
Również tego wieczoru, gdy siedzę przed niewielkim stolikiem
w salonie, pogrążony w ciszy i półmroku, przypominam sobie swój pierwszy raz z
narkotykami, jakby to było wczoraj. Kolorowe tabletki jak dziecięce landrynki
na mojej dłoni, a potem całkowity odlot, tęczowy wirujący świat i cudowna
zabawa…W swojej karierze zaliczyłem również strzykawki, których igły pozostawiały okropne widoczne ślady i o które dopytywał Malik, dlatego szybko przerzuciłem się na biały drobny proszek, który formowany przeze mnie i kartę kredytową tworzy długą, wąską kreseczkę, która powoli znika w moim ciele dając mi uczucie błogiego stanu i przynosząc wszelkie ukojenie.
- Niall?!
Wciągając, zapominasz o całym otaczającym cie świecie,
koncentrujesz się tylko na tym, by cała dawka bez żadnych zakłóceń dotarła do
twojego organizmu. Nic dziwnego, że wszelkie zewnętrze hałasy pozostają
zagłuszone. - Niall!
Czuję szarpanie. Gwałtownie otwieram powieki i unoszę głowę z nad stołu. Skąd on się tu do cholery wziął? Co on robi w domu?!
- Niall, do cholery, odpowiedz coś!
Znów potrząsa za moje ramiona, a we mnie zbiera się złość.
Czuje jak krew zaczyna buzować w moich żyłach. Puls przyspiesza, a wszelkie
myśli i rozsądek zanikają. Tracę kontrolę.
- Niall! Kurwa, co ty wyrabiasz?!
Czar goryczy przelał się, gdy krzyk mulata dotarł do mojego
umysłu. Nie byłem w stanie zapanować nad własnym ciałem i umysłem. Pozostało mi
jedynie pożądanie kolejnej dawki magicznego proszku.
- Nie dotykaj mnie kurwa, zostaw mnie w spokoju. – odparłem
stanowczo, spoglądając w jego
ciemne tęczówki
- Niall…ciemne tęczówki
- Odsuń się i daj mi spokój…
- Cholera, ty ćpasz! Jak mam cie zostawić?! Ty potrzebujesz
pomocy! Jak długo to już trwa?!
- Tyle ile mi się do kurwy podoba! – wstałem z podłogi – nie
zbliżaj się bo zaraz coś rozpieprzę…
- Nie zrobisz tego… - szepnął
No czy ja do cholery nie wspominałem, że to działa na mnie
jak płachta na byka? Tego się nie mówi w kierunku mojej osoby, a tym bardziej
gdy jestem pod wpływem.
- No to patrz – zaśmiałem się szyderczo i jednym machnięciem
ręki zrzuciłem ze stołu wszystkie szklanki. Dźwięk tłuczonego szkła sprawił, że
miałem ochotę na więcej. Krew w moich żyłach wciąż dodawała mi energii. Sekundy
później krzesła wraz z komodą wylądowały na panaceach z głuchym trzaskiem. –
mało ci?! – wydarłem się – mało?!
Zayn z przerażeniem wymalowanym na twarzy stał pod ścianą i
obserwował mnie, bał się bliższego kontaktu z którymś, z latających
przedmiotów. Bał się mnie i mojego kolejnego wybuchu.
Nasz salon z każdą chwilą coraz bardziej przypominał
olbrzymie pobojowisko. Każdy mebel wylądował w zupełnie innym miejscu, a my
pozbyliśmy się większości szklanek i kieliszków.
Nagle odniosłem wrażenie, że mam coś do stracenia, że wcale
nie jest mi obojętne jak skończę i w tym momencie zostałem przyparty do ściany
przez czarnowłosego. Jego twarz wyrażała smutek, ból i zmartwienie, a także
niepokój. Przeraziłem się i ocknąłem, gdy zdałem sobie sprawę z łez płynących
po jego rozpalonych policzkach.
- Nie chcesz sam przed sobą przyznać, że masz problem, ale
go masz – szepnął tak cicho jak gdyby obawiał się, że za chwile zrównam go z
podłogą. Ale nikt nie przyznaje się do
prawdy, przynajmniej nie na początku.
Gdy dotarły do mnie słowa ukochanego, rozpłakałem się jak
małe dziecko – wiedziałem, że miał rację. Okłamywałem jego, ale i siebie.
Miałem problem. Zacząłem brzydzić się tym, jak beznadziejny byłem.
Ramiona Zayna dały mi poczucie bezpieczeństwa i miłości,
dały mi oparcie, którego w tej chwili tak żałośnie potrzebowałem.
-prze…przepraszam Zayn – wymamrotałem przez łzy
- ciiii… słoneczko, wszystko się ułoży, tylko musisz
pozwolić sobie pomóc, bo jeśli będziemy razem, pokonamy wszelkie przeszkody,
nie zostawię cie…- chłopak szeptał, gładząc delikatnie moje plecy i wciąż mocno
przytulając.
Zrozumiałem, że mam dla kogo pozbyć się nałogu, zrozumiałem,
że mam o co i o kogo walczyć. Bo w życiu liczy się to, co niematerialne. Liczy
się to, że ktoś jest obok ciebie i podtrzymuje gdy zagubiłeś swoje skrzydła i
nie wiesz jak na nowo wzlecieć.
Tragedie zdarzają się
wszędzie. Możemy doszukiwać się przyczyn, winić innych, wyobrażać sobie jak
odmienne byłoby bez nich życie. Ale wszystko to nie ma znaczenia. Zdarzyło się
i koniec. Musimy zapomnieć o bólu jaki wywołały i rozpocząć odbudowę.
Jej jak słodko.. Niall narloman tego się niespodziewałam
OdpowiedzUsuń