..Każdego
dnia, wpisujemy marzenia do naszej księgi przyszłości, a jakaś
niewidzialna ręka wszystkie nam je przekreśla. Nie mamy wtedy żadnego
wyboru, bo to dzieje się wbrew nam samym. Nie możemy nad tym zapanować,
ani tego powstrzymać, nie możemy zrobić nic..
Ale czy
naprawdę? Czy naprawdę nie ma żadnego wyjścia? Czy jesteśmy skazani na
porażkę jeszcze zanim zdążymy zrobić cokolwiek? Zanim zdążymy chociażby
podjąć próbę jakiejkolwiek zmiany? Czy jesteśmy przegranymi na samym
starcie, zanim zdecydujemy się na ryzyko? Czy życie jest tak
bezwzględne, by zniszczyć nasze nadzieje, plany i pragnienia? By
udowodnić nam, że jesteśmy nikim i nie możemy zrobić niczego wbrew temu,
co zaplanował dla nas los?
Przecież wystarczy tylko przejąć
kontrolę, zawsze i wszędzie, to właśnie my sami powinniśmy decydować o
tym, co się wydarzy. To my sami musimy ingerować w to, co dzieje się
wokół. To my jesteśmy tymi, którzy muszą podjąć ostateczną decyzję,
nawet wtedy, gdy wybiera się tylko mniejsze zło. To nasze wybory ukażą,
kim tak naprawdę jesteśmy, to właśnie one sprawią, że nasze życie
znajdzie się na kolejnym zakręcie czy kolejnej prostej. Każda kolejna
sytuacja i każde kolejne wydarzenie zbliżą lub oddalą nas od celu, do
jakiego dążymy, jaki sobie wyznaczyliśmy. Trzeba sobie uświadomić, że
nikt inny nie zadecyduje za nas, nikt nie powie o naszych przekonaniach,
nikt nie wyrazi za nas opinii. Nikt nie ma prawa marzyć za nas. Nikt
nie przeżyje naszego życia. Życie jest jedno i nigdzie na świecie nie ma
drugiego takiego. Życie to dar, który trzeba umieć docenić.
Nasze
życie to niekończący się spacer krętymi ścieżkami, na których
dostrzegamy znaki, które są jedynie wskazówką dla nas, które musimy
nauczyć się interpretować i odczytywać, jeśli chcemy spotkać swoje
przeznaczenie. Cokolwiek się wydarzy, jakiej decyzji byśmy nie podjęli,
mamy obowiązek postarać się zapanować nad sytuacją i często
rozdzierającymi duszę emocjami, musimy robić to, co postanowimy, zanim
inni postanowią zawładnąć naszym losem, a przede wszystkim, nigdy nie
możemy zapomnieć o tym, że nie ważne jest to, ile kroków zrobimy w
przód, a ile w tył. Ile stopni wyżej uda nam się wspiąć, a o ile
poziomów znów znajdziemy się niżej. Każdy drobiazg jest w życiu ważny,
każdy moment i każda najmniejsza sprawa czegoś nas uczą, o czymś nas
informują, zapadają w pamięć, odmieniając nas na każdym najdrobniejszym
kroku i sprawiając, że zmieniamy podejście do świata, a nic nie dzieje
się bez przyczyny, chodzi tylko o to, by zawsze znaleźć tę dobrą stronę i
pamiętać, że to, co się dzieje, ma mieć sens dla nas samych - to my
mamy być szczęśliwi.
Czasami zdarza się, że pukamy do
niewłaściwych drzwi, czasami widzimy tylko te zamknięte. Nie dostrzegamy
innych możliwości, bo przecież nie wszystkie drzwi mają klamki.
Niektóre ustępują po lekkim dotknięciu, a my tymczasem bezskutecznie
walczymy ze stalową kłódką.
..gdybyś mógł zmienić w sobie jedną rzecz, co by to było?
Tylko jedną. Zastanów się i wybierz cokolwiek. Cechę fizyczną,
psychiczną, talent. Coś, co chciałbyś zyskać, lub może stracić. Na co
padłby wybór? Co powiedziałbyś głośno, gdybyś otrzymał możliwość
spełnienia jednego marzenia, które mogłoby całkowicie odmienić twój
świat? Czy jesteś w stanie odpowiedzieć sobie szczerze? Umiesz stanąć
twarzą w twarz z samym sobą i przyznać się do wszystkiego, co
przeszkadza twojej duszy, co leży ci na sercu, co robi nieporządek w
twoich myślach? Czy umiesz głośno powiedzieć, czego pragniesz, a potem
po prostu chwycić ster i zacząć robić to, co sprawi, że osiągniesz swój
cel? Umiesz pokonać milczenie i strach? Sprostasz lękowi o to, co
pomyślą inni?… Czy możesz dokonać cudu, jednocześnie odczuwając strach?
Czy jesteś w stanie uświadomić sobie, że każde najbardziej skryte i
strzeżone w głębi twego serca, marzenie jest na wyciągnięcie twojej
ręki?… Kim jesteś?… Czy potrafisz zrozumieć siebie i swoje życie…?
***
Niedzielny
poranek mógłby się wydawać dniem, jak każdy kolejny z kart wspólnej
księgi przyszłości, odkąd wrócili do wspólnego apartamentu ze swoją
córką. Ale ta niedziela nie jest zwykła, nie jest taką, jaka zdarza się
co tydzień. Pewna magiczna aura, od pierwszego wejrzenia w swoje
tęczówki, zaraz po przebudzeniu owładnęła ciałami dwójki mężczyzn nieco
mocniej niż w pozostałe dni, chociaż tak naprawdę nic się nie zmieniło.
Wciąż są tymi samymi osobami, jakimi byli do tej pory, wciąż są tą parą,
którą byli do tej pory, jednocześnie zwykłą, ale i niepowtarzalną.
-są
tacy uroczy – brunetka szepcze do stojących obok niej chłopaków, by nie
zepsuć tak wspaniałej sceny, jaka rozgrywa się w niewielkiej dziecięcej
sypialni
-muszę się z tym zgodzić – Liam odpowiada jej, posyłając promienny uśmiech
-myślicie,
że długo tak będą jeszcze trwać w tym pocałunku i gapieniu się na małą?
– Lou chichocze – zaraz nic nie będzie takie, jak życzył sobie ten
głupek
-ja nawet nie chcę wiedzieć, co będzie się tu działo za chwilę – Zayn wzdycha, choć kąciki jego ust unoszą się ku górze
Harry
mocniej oplata drobne ciało Nialla swoimi ramionami, mocno przytulając
go do siebie, a on wtula swoją twarz w zagłębienie szyi bruneta bez
przerwy się uśmiechając. Stoją wtuleni w siebie przy samym łóżeczku i
przyglądają się swojej maleńkiej królewnie, która leży spokojnie w
liliowym śpioszku, otulona puszystym kocykiem, a jej jasne blond loczki
spoczywają wokół główki jak złota aureolka, sprawiając, że wygląda jak
najmniejszy i najpiękniejszy aniołek. Dziewczynka spogląda na nich
swoimi magicznie lśniącymi tęczówkami, które mienią się mieszanką jasnej
zieleni i błękitu, a od czasu do czasu nieświadomie posyła im
najpiękniejszy pod słońcem dziecięcy uśmieszek rumieniąc się przy tym
uroczo.
Kiedy Virginia po raz kolejny w ciągu niedługiej chwili
uśmiecha się coraz bardziej, mrużąc przy tym oczka i lekko unosi swoje
malutkie rączki ponad kocyk, zielonooki czuje, że to właśnie ta chwila,
by zrobić to, o czym marzył już od wielu tygodni, o czym marzył odkąd
poznał swojego chłopaka, ale czego nie był od początku świadomy. Coś, co
ma jedynie umocnić to, co już trwa, co ma tylko ściślej powiązać
tworzącą się niewidzialną wspólną nić życia. Brunet składa pocałunek we
włosach Irlandczyka, a następnie bez wahania klęka przed nim na jedno
kolano, sprawnie wyciągając z kieszeni czarnych rurek niewielkie, równie
czarne, pudełeczko.
-Niallu Jamesie Horanie, od początku miałem
zamiar zapytać cię, czy masz wolny wieczór, ale zdałem sobie sprawę, że
wieczór to dla mnie zdecydowanie za mało, więc chciałbym nie tracić mej
nadziei, że masz dla mnie całe swoje życie – mówi, uważnie wpatrując się
w zaskoczonego blondyna - chcę zatem złożyć ci przysięgę i wspólnego
życia przeciąć piękną wstęgę. Ślubuję ci ufność w każde twe słowo,
każdego dnia kochanie na nowo, wsparcie zawsze, gdy będziesz go
potrzebował i opiekę, żebyś się nie przepracował. Wierzyć będę w ciebie
do końca, uczuciem otaczać gorętszym od słońca, stworzę z tobą ciepło
domowego ogniska, wystarczy jedynie twoja i moja iskra. Więc proszę,
pójdźmy nową drogą, odważnie przed siebie, obok chcę mieć naszą
córeczkę, wspaniałych przyjaciół, rodzinę i przede wszystkim całego
ciebie! Dobrze wiesz to, mój ukochany, że z tobą dzielić chcę wszystkie
plany. Razem wielu doświadczeń doznawać i co dzień chcę cię od nowa
poznawać. A gdyby dopadła nas bieda, oddam ci ostatnią koszulę. Nie
martw się, będzie nam ciepło, moją wielką miłością czule nas opatulę!
Gdy będziesz biegł, pobiegnę za tobą, gdy zwolnisz kroku, statecznie
pójdę u twego boku. Chcę z tobą zwalczać nawałnice burz i zwiedzać
ogrody pełne pachnących róż, bez względu na to, jak nasza znajomość się
zaczęła, bez względu na to, co było przed tym, jak się związaliśmy i jak
to z początku wyglądało, kiedy ukrywaliśmy się przed wszystkimi.. –
Harry zawiesił na moment swój łamiący się głos, ponieważ lecące z oczu
łzy uniemożliwiały mu swobodną wypowiedź – jeśli chciałbym mógłbym ci
godzinami wymieniać wszystko czego pragnę tylko z tobą i naszą córką,
ale to nie ma znaczenia, bo jesteś moim światem, oboje nim jesteście.
Mógłbym kolejne godziny mówić ci o tym wszystkim, za co ci dziękuje, za
każdą chwilę, którą spędziłeś ze mną, za smutek, za łzy, za wsparcie, za
każdy twój uśmiech i zaraźliwą radość. Za każde kocham cię i
przytulenie, za każdą wspólną noc, za to, że mamy córkę, za każde jedno
spojrzenie, za wszystko.. Nie obiecuję ci wiele, bo tyle to prawie nic,
najwyżej wiosenną zieleń, najwyżej pogodne dni. Najwyżej uśmiech na
twarzy i dłoń w potrzebie. Nie obiecuję ci wiele, bo tylko po prostu
siebie. Niall, spraw mi ten zaszczyt, moje kochanie, uczyń ze mnie
najszczęśliwszego człowieka na ziemi, z najwspanialszą rodziną i
przyjmij mnie do swego serca, zostań w pełni moim światem i nie odchodź
nigdy, po prostu ze mną bądź i mnie kochaj, tylko mnie kochaj.. –
dokończył, kiedy poczuł kolejną falę napływających łez, a potem jego
oczom ukazał się niewyraźny obraz zaczerwienionej buzi w stróżkach łez i
usłyszał stłumione szlochanie
-Harry.. – blondyn zaczął, jednak nie
był w stanie mówić. Jego usta bez najmniejszego problemu odnalazły te
malinowe, należące do jego miłości
-Niall, tak bardzo cię kocham –
Styles szepcze nakładając na dłoń Horana pierścionek, a w niewielkim
pokoiku słychać ogromne oklaski przyjaciół i Gemmy
-ja ciebie też, jesteś.. jesteś po prostu niesamowity
-to ty jesteś – loczek zaprzecza, ponownie go całując – panie Styles – dokańcza z dumą i olbrzymim uśmiechem
-i
tak cię kocham głuptasie, chociaż powinieneś wiedzieć, że powiedziałbym
ci tak, nawet na zwykłe czy wyjdziesz za mnie, ale wszystko to, co tu
powiedziałeś, było najpiękniejszym monologiem skierowanym do mnie w
całym moim życiu
-obiecuję ci, że jeszcze nie raz usłysz ode mnie podobne zwroty
-domyślam
się i już nie mogę się doczekać, ale teraz myślę, że możemy wstać z tej
podłogi, bo kolana mi drętwieją – Irlandczyk skrada następnego całusa
-oczywiście
słoneczko – brunet podnosi się szybciej i wyciąga obie dłonie do
narzeczonego, by bez zawahania przyciągnąć go do swojego ciała i
ponownie znaleźć się w zasięgu wzroku grzecznie leżącej w łóżeczku
córeczki.
Chwilę później para zostaje niemal zgnieciona w ciasnym
uścisku najwierniejszych przyjaciół. Przyjaciół, którzy są cichymi
aniołami, pomagającymi w każdym trudnym momencie, gdy skrzydła
zapominają jak latać. Niezastąpieni ludzie, na których zawsze można
liczyć, z którymi można dzielić się porażkami i sukcesami, bo bez
względu na wszystko będą zawsze. Bo to ludzie, dla których warto
przemierzać bezkresne oceany, ludzie, których trzeba pilnie strzec w
swoim sercu, ponieważ nie ma nie świecie drugich takich samych, nie ma
już wielu ludzi, którzy są wspaniali ze względu na to, jacy są i kiedy
podążają przy nas.
Nie od dziś wiadomo, że świat to nie
instytucja zajmująca się spełnianiem życzeń, ale idąc własną ścieżką w
pogoni za marzeniem, wszechświat będzie poddawał nas próbom, będzie
sprawdzał, czy jesteśmy gotowi na urzeczywistnienia pragnienia. I choć
często nie mamy wpływu na to, że ktoś lub coś zrani nas, nie możemy
zapominać o tym, kim jesteśmy. Trzeba ze wszystkiego uczynić siłę do
dążenia ku celowi, zarówno ze swoich zalet jak i ze słabości, bo wtedy
nikt nie użyje tego przeciwko nam. Trzeba określić swój złoty szczyt i
przemierzać dla niego świat, jednocześnie godząc się z konsekwencjami
własnych wyborów i podjętych decyzji. Trzeba trzymać przy sobie ludzi,
którym zależy - nie wolno marnować czasu na kogoś, kogo nie obchodzi, że
nas traci, bo każdy potrzebuje kogoś, kto może w trudnej, kryzysowej
chwili stać się oparciem i pomóc pokonać lęki i wątpliwości. Nie wolno
poddawać się, gdy na drodze los przygotował przepaści – wszyscy od czasu
do czasu się gubimy, ale czasami przechodzimy przez piekło, by odnaleźć
swój prywatny raj, swoje niebo - trzeba wierzyć i podejmować ryzyko,
trzeba przekraczać swoje granice z nadzieją, która będzie wstawać z nami
każdego ranka, która w ciągu dnia będzie stawiać kolejne kropki tam,
gdzie rozum kończy zdanie, by wieczorem utulić nas do snu pełnego
fantazji, więc jej nie porzucaj, nie porzucaj nadziei, bo dobre rzeczy
przychodzą tylko do tych, którzy w nie wierzą i cierpliwie czekają,
wspomagając los własną pracą. Idź przez swoje życie z uniesioną głową i
uśmiechaj się, ale pamiętaj, pozytywność nie jest z nami przez cały
czas, gdyby tak było, życie nie byłoby takie samo, nie doświadczalibyśmy
wszystkiego. Potrzeba nam wysokich gór, tak samo mocno jak dołków, bez
względu na to, jak głębokie będą, bo to właśnie przez to poznajemy
prawdziwe życie i wszystko, co z nim związane. Nie zapomnij, że
szczęście to nie tylko to, co los daje, ale i to, czego nie zabiera, a
twój sukces i spełnienie marzeń to tylko i wyłącznie wewnętrzna walka z
samym sobą.
Nie staraj się zostać człowiekiem sukcesu, lecz człowiekiem wartościowym, który nie boi się walczyć o swoje marzenia..
Od autorki: Nadszedł i koniec, dlatego chciałabym podziękować,
każdej jednej osobie, która chociaż tu zajrzała, a przede wszystkim V
(i jej rozmów ze mną), bez której to by nie powstało. Pozdrawiam :)x
niedziela, 22 marca 2015
niedziela, 15 marca 2015
Rozdział X
Pierwsze dni po tym, jak chłopcy poinformowali niemal znienawidzony
zarząd o stanie, w jakim znajduje się Niall i jakie są ich dalsze plany,
jako zespołu, obawiali się nieprzewidywalnego posunięcia z ich strony,
mimo tego, że ostrzegali ich w dość wymowny sposób. Wśród ekipy
pracującej z nimi przy wszystkich koncertach panowało poruszenie i dosyć
napięta atmosfera, która na całe szczęście nieco się poprawiła przed
pierwszym pokazem po dłuższej, miesięcznej przerwie urlopowej.
-Lou! – Niall rozpacza stojąc przed lustrem w samych bokserkach – Lou! Chodź tu!
-słucham? – kobieta staje w drzwiach przebieralni
-błagam cie – jęczy – oddaj mi mój dres! Przecież nie wyjdę w samej bieliźnie
-myślę, że fanki byłyby zadowolone, gdybyś wyszedł w samych bokserkach – na jej usta wpływa cwany uśmieszek – ciąża ci służy
-czy ciebie to bawi? – staje obrażony – śmiesz twierdzić, że miałbym wyjść tak? – wskazuje na swoje ciało
-a czemu nie? Myślę, że Harry się ucieszy – śmieje się
-jak cię zaraz! – grozi – zamilcz i oddawaj mój dres natychmiast, bo wyjdziesz tam za mnie i to ty będziesz śpiewać, bo ja się stąd nie ruszę
-nie ma mowy! Żadnego dresu! Na pewno nie dziś! Założysz to – podaje mu cały komplet przygotowanych wcześniej ubrań – specjalnie dla ciebie je kupiłam, żebyś się w nie zmieścił i nie zaszkodził dziecku czymś, co będzie zbyt bardzo uciskać twój brzuch głupku! Zobacz, nie mają guzików, ani zamków, będzie ci w nich wygodnie – zachęca
-nigdy w życiu nie założę na siebie babskich legginsów! – protestuje
-to nie są damskie spodnie, kto ci to powiedział!
-nie chce ich – staje obrażony – chce mój dres
-ale Niall, wybierałam to z myślą o tobie i tym, co nosiłeś do tej pory, nie marudź i nie urządzaj scen, bo naprawdę nie oddam ci dresu, nie wyjdziesz w nim na scenę, tym bardziej, że to jeden z najważniejszych koncertów, po którym świat pozna prawdę
-nie obchodzi mnie to, w czym mnie zobaczą, oddaj mi dres, póki jeszcze ładnie cię proszę
-Harry! – woła stylistka – Harry! Pozwól tu na moment, potrzebuję cie!
-tak? – zjawia się po niedługiej chwili
-mógłbyś proszę, przekonać swojego chłopaka do założenia tego, co kupiłam i przygotowałam specjalnie dla niego? Próbuje od dwudziestu minut, a on wcale mnie nie słucha. Nawet moja Lux nie jest taka uparta, a wierzcie mi, potrafi pokazać, na co ją stać, gdy się na coś uprze! Zresztą nie raz sami próbowaliście ją nakłonić do czegoś innego, niż ona chciała, więc wiecie, o co mi chodzi. Ale Niall – wskazuje na niego dłonią – no przecież on dziś pobija wszelkie rekordy, uparciuch jeden – poddaje się – i proszę, pospieszcie się, niedługo wasz ważny koncert – informuje i znika z garderoby
-Ni, słoneczko – Styles łapie Irlandczyka w ramiona
-nawet nie próbuj, tak ci się nie uda, ja nie zmienię zdania – chłopak odwraca głowę
-ale kochanie, załóż to, co dostałeś. Lou się tak starała, by te ciuchy były w takim stylu, jak styl twoich ubrań, które zakładałeś do tej pory, tylko nieco wygodniejsze dla ciebie i naszej małej, która bez przerwy rośnie – przywiera do warg ukochanego i już wie, że wygrał
-ale oni będą się ze mnie śmiać – pochmurnieje – a ja nie chcę by nas obrażali
-nie będą, zobaczysz, wszyscy będą zachwyceni
-ale ja chce dres – wygina usta w smutną podkówkę – więc loczek znów go całuje
-obiecuje ci, że dostaniesz go wtedy, gdy nasza księżniczka urośnie na tyle, by i w tych spodniach było ci niewygodnie. Zgoda?
-no okej – zgadza się niemrawo – jesteście uparci
-to ty jesteś małym uparciuchem, słonko jak taki mały osiołek
-wcale, że nie – przeczy i wciąga rękę po spodnie, których tak bardzo nie chciał zakładać
-będziesz miał swój dres szybciej, niż ci się wydaje Ni – pociesza – nim się obejrzysz zacznie się siódmy miesiąc i ta panienka będzie potrzebowała jeszcze więcej miejsca – dodaje głaszcząc tak bardzo widoczny już brzuszek ukochanego.
Od rozpoczęcia kluczowego koncertu dzielą ich zaledwie ostatnie minuty, jednak to show zaczyna się zupełnie inaczej, niż wszystkie inne muzyczne imprezy. Ten pokaz będzie pierwszym, który rozpocznie nowy etap w życiu Nialla i Harry’ego, a także kolejnym istotnym momentem całego zespołu. Koncert, który zdradzi światu skrywaną do tej pory tak ważną i zmieniającą wszystko, tajemnicę. Słyszą odliczanie, gdy przybijają sobie piątki dla otuchy i wsparcia. Tym razem nie rozpoczynają od wstępnego filmiku podróży dookoła świata i żywej mieszanki melodii ich piosenek. Tym razem tylko jedna jedyna stróżka światła oświetla wyjście na scenę, wprowadzając nerwową atmosferę i całkowite zdziwienie u fanek, które momentalnie stają się cichsze. Nagle w wyjściu zza kulis pojawia się trójka przyjaciół, a dziewczyny ponownie głośno piszczą z radości, dopóki Liam nie ucisza ich prośbą.
-hej! – Payne woła radośnie – dziś zaczynamy troszkę nietypowo..
-ale musimy wam coś ogłosić – kontynuuje Zayn
-więc prosimy was o chwilę uwagi i całkowitej wyrozumiałości – dodaje Lou, po czym światło padające na ich twarze powtórnie przenosi się na wejście i oświetla wejście na scenę, dlatego stoją w bezruchu i ciszy nieco zdenerwowani, czekając na kolejną reakcję wszystkich zgromadzonych.
-dlaczego trzeba ostrzegać ludzi, przed wszystkim, przed tym, kim się jest? Przed tym, jakie ma się życie? Dlaczego po prostu nie można być sobą? – Horan mamrocze wtulony w pierś chłopaka, kiedy czekają na moment wyjścia na scenę
-przykro mi to mówić, ale świat nie toleruje inności, dobrze o tym wiesz – szepcze okrutną prawdę w jego pachnące owocami włosy – ale z drugiej strony, nie można z góry przewidzieć, jak nas ludzie potraktują, dobrze czy źle, pewnie będą i tacy i tacy, ale spokojnie
-zniszczą nas i znienawidzą, a to wszystko tylko i wyłącznie moja wina – głos starszego chłopaka załamuje się
-kochanie, mówiłem ci już, gdyby nie ja, nie byłoby naszego dziecka i twojej ciąży, wiesz?
-tak, wiem, że dziecka nie mogłem zrobić sobie sam
-dlatego bądź spokojny i nie daj się niczym zbić z tropu, nie możemy pozwolić, by cokolwiek i ktokolwiek przejęło nad nami kontrolę, będzie tak, jak my tego chcemy
-nie wiem, co ja bym bez ciebie zrobił – odpowiada
-a ja bez ciebie – dodaje – wszystko to, co ma dla mnie znaczenie, jest ukryte tu – przykłada jedną dłoń do jego serca, a drugą do brzucha – właśnie tu – kontynuuje spoglądając w błyszczące tęczówki chłopaka, a potem nieco się pochyla łącząc swoje usta, z tymi należącymi do miłości jego życia
-wiesz, w sumie to cieszę się, że nasz sekret pozostał w ukryciu tak długo
-tak, ja też, przynajmniej miałeś spokój z paparazzi i fankami przez ten czas, ale teraz pewnie nieco się to zmieni
-nie szkodzi, bo mnie ochronisz, jak mój prywatny superbohater
-oczywiście, że tak, zawsze cię ochronię, nawet, jeśli miałbym ryzykować własne życie
-oh – westchnął – kocham cię
–ja ciebie też – brunet wypowiada słowa wyznania niemal bezgłośnie w kierunku Irlandczyka, kiedy razem opuszczają zatopione w ciemnościach kulisy.
Oczekiwanie całej areny na kolejny ruch zespołu, zdaje się trwać wieczność, a w tłumie słychać już poruszenie, niezrozumienie i szepty, gdy nagle z ciemności wyłaniają się dwie drobne postacie.
Harry bez przerwy obejmuje Nialla w pasie i powoli prowadzi go, do czekających na nich chłopców i fanek. Z jego twarzy można odczytać strach, przerażenie, ale również niewypowiedzianą, błagalną prośbę o spokój i wyrozumiałość dla tego niewyjaśnionego, owianego zagadkami, wydarzenia, które wszyscy mogą właśnie zobaczyć na własne oczy. Na arenie zapada nagła cisza, słychać jedynie urywane oddechy przy mikrofonach. Każde najdrobniejsze spojrzenie jest skierowane na przybyłą dopiero parę, której przyjaciele posyłają pocieszające, delikatne uśmiechy, by przypomnieć, że nie są z tym wszystkim sami i oni zawsze będą z nimi.
-cześć wszystkim – Styles włącza swój mikrofon i odzywa się nieśmiało, bez tej odwagi, którą miał na każdym poprzednim show – wiem, że nie takiej niespodzianki się spodziewaliście, wiem też, że to nie dodatkowy koncert w mieście, spotkanie z nami czy nowa seria kosmetyków, ale mam nadzieję, że nie uciekniecie stąd i nie zostawicie nas – mówi i rozgląda się po całej arenie pogrążonej w ciszy, jednocześnie mocniej przytulając błękitnookiego, by choć nieco się uspokoił – wiemy, że to może wydawać się dziwne i niemożliwe.. – zawiesza – ale tak to właśnie wygląda, ja i Niall spodziewamy się dziecka – kontynuuje rozglądając się dookoła – zapewniam was, że to niczego nie zmieni, bo cała nasza piątka – wskazuje na każdego z przyjaciół – wciąż będziemy grać razem, tak jak do tej pory. Nie będzie żadnego rozpadu naszego zespołu, nie pozwolimy na to. Więc jeśli mogę was o coś prosić, to proszę o zrozumienie i wyrozumiałość, bo nie chciałbym, by ktokolwiek oczerniał moją rodzinę i najlepszych przyjaciół. Będę wam za to ogromnie wdzięczny i do końca życia pozostanę waszym dłużnikiem. Wiem, że do tej pory nie dostaliście żadnych okazji do odkrycia tego maleńkiego sekretu – wskazuje na brzuch niebieskookiego – bo wszystko było znakomicie ukryte, ale koniec z tą tajemnicą, bo postanowiliśmy o wszystkim wam już powiedzieć. Zdajemy sobie sprawę, że na ogół wszystko to, co wygląda normalnie, nie zapowiada takich zmian, jak ta, i nikt nie podejrzewał, że cokolwiek takiego się wydarzy, ale jednak stało się. Mamy tu cud, dlatego chciałbym, żebyście dobrze zastanowili się nad każdym kolejnym wypowiedzianym przez was słowem, czy oburzonym krzykiem, ponieważ każde z nich będzie stresowało zarówno nas, jak i Nialla z dzieckiem, a tego nie chcemy, on nie może się teraz niczym martwić. A wy chyba nie chcecie sprawić, żebyśmy odeszli w cień i nie pokazywali się już w ogóle na waszych oczach – kończy swoją przemowę – a teraz uważam, że powinniśmy zacząć zabawę! – krzyczy radośnie, a na całej sali rozbrzmiewają oklaski i okrzyki radości, co sprawia, że Niall wzrusza się i dziękuje wszystkim swoim fanom.
Podczas dalszej części koncertu wszyscy są pełni niekończącej się energii i radości, a fani chętnie śpiewają wszystkie utwory i bawią się wraz z nimi. Chłopcy biegają po scenie, jednak co jakiś czas zwracają uwagę blondynowi, by usiadł i śpiewał z podestu, na co ten wzdycha i zaczepia ich, kiedy fanki wykrzykują w jego kierunku entuzjastyczne pozdrowienia. Harry, po raz pierwszy od czasu, w którym związał się z Niallem, nie musi się przed nikim ukrywać tego, co czuje. Nie musi panować nad tym, co chciałby robić w danej chwili, aż tak bardzo, dlatego co chwila pojawia się przy Horanie i przytula go z ogromnym uśmiechem na ustach.
.. I wish that I could take you to the stars
I’d never let you fall and break your heart
And if you wanna cry or fall apart
I’ll be there to hold you..
.. Oh, I will carry you over
Fire and water for your love
And I will hold you closer
Hope your heart is strong enough
When the night is coming down on you
We will find a way..
Przepełniająca ich radość i szczęście, to zbyt małe określenie na to, jak czuli się chłopcy, gdy wszystko kierowało się na dobrą drogę, pozostawiając niepotrzebne obawy i strach daleko za sobą. Czuli, że postąpili słusznie i razem wszystko im się uda, bo zawsze będą mogli liczyć na siebie i przyjaciół. Bo teraz, gdy mogą wsłuchać się w siebie i analizować swoje życie na spokojnie, zrozumienie celu, do którego dążą, okazuje się łatwiejsze niż dotychczas, a to przywraca wyczekiwaną równowagę i stałe poczucie bezpieczeństwa. Bo gdy wie się, że można liczyć na bliskich i zawsze ktoś wyciągnie swoją pomocną dłoń i okaże dla nich wsparcie, życie okazuje się dużo prostsze i przyjemniejsze.
.. The story of my life, I take her home
I drive all night to keep her warm and time
Is frozen.. the story of, the story of..
..The story of my life I give her hope..
***
-Niall? – loczek odzywa się, przerywając ciszę, kiedy leżą razem w swojej sypialni, wciąż delikatnie przesuwając dłonią po ciepłej skórze na brzuchu Horana
-tak? – odpowiada, mocniej zaciskając dłoń na palcach Stylesa
-czy ty jesteś w pełni świadomy tego, że zaczął się właśnie trzydziesty tydzień? Że to już ósmy miesiąc twojej ciąży?
-tak, wiem o tym bardzo dobrze. To już trzeci trymestr. I co w związku z tym?
-jak to, co? To już prawie końcówka. Nim się obejrzymy zaczniesz mi tu rodzić. To już naprawdę niewiele czasu
-nawet mi o tym nie przypominaj. Umrę z bólu i cierpienia – chowa głowę w bluzie Stylesa – ja po prostu sobie umrę i więcej mnie nie zobaczysz
-nawet nie gadaj mi takich głupot – gani go – dasz radę, pomogę ci, jak tylko będę potrafił, ale teraz nie zmieniaj tematu, który zacząłem, zostało nam bardzo mało czasu – mówi poważnie
-już to słyszałem, co z tym dalej? – odrzeka, bawiąc się szczupłymi palcami bruneta
-a to, że my nic nadal nie przygotowaliśmy
-jakie my? Jakie my? To ty nic nie zrobiłeś, to znaczy nie, zrobiłeś, nasze dziecko mi zrobiłeś, ale wciąż to ty nic nie poczyniłeś w dalszym kierunku. Ja jestem w ciąży i mnie to wystarczy, a ty się martw, co dalej i załatw całą resztę – mówi, a mina Harry’ego ulega gwałtownej przemianie na zrozpaczenie. Czuje, że wszystko zepsuł, dlatego ma ochotę płakać, gdy nagle Niall zaczyna się głośno śmiać – żartowałem głuptasie – całuje go, gdy słyszy, jak szybko bije jego serce – wiem, że musimy zrobić dużo rzeczy zanim nasza księżniczka zawita w nasze progi, więc, od czego chcesz zacząć?
-jezu, ja zejdę przez ciebie kiedyś na zawał – przyciąga swojego chłopaka do siebie jeszcze bliżej i oplata jego ciało ramionami – widzisz aniołku – dotyka brzucha – twój tatuś jest niemądry i ja kiedyś przez niego umrę – kontynuuje, gdy pod palcami czuje delikatne kopanie nóżek dziecka, więc ciągnie nadgarstek Nialla by i on przyłożył tam swoją dłoń – tak właściwie, to potrzebuję cię do wybierania i decydowania, do niczego więcej, bo tak nie pozwolę ci robić niczego innego – kładzie drugą dłoń na ręce swojego kochanego, który ma ją na swoim dużym brzuchu
-domyśliłem się tego
–ty i księżniczka będziecie odpoczywać, a ja i chłopaki zajmiemy się resztą. W końcu zobowiązali się nam pomóc w przygotowaniach pokoiku dla maleństwa i we wszystkim tym, w czym będziemy potrzebowali pomocy.
Loczek zniża się do wysokości brzucha ukochanego, ostrożnie unosi jego polarową bluzę wraz z bluzką, a następnie siada między nogami Irlandczyka i przykłada dłonie do rozgrzanej skóry chłopaka. Palce bruneta delikatnie muskają jego ciało, kiedy kreśli różne wzroki i rozpoczyna swój wesoły monolog skierowany do dziecka, w ogóle nie zastanawiając się nad tym, jak to może wyglądać z boku, a Niall po prostu przygląda mu się z uśmiechem na ustach i przepełnia go szczęście, gdy widzi jak zielonooki oddaje się całej sytuacji i jak wczuwa się we wszystko. Cały obrazek rozczula jego małe serduszko do tego stopnia, że czuje napływające do oczu łzy, a w dodatku odnosi wrażenie, że ten moment ktoś im błogosławił, ponieważ wokół panuje przyjemna i magiczna atmosfera zwykłego dnia, a taki Harry, który z każdą chwilą staje się troskliwym ojcem i partnerem życia, jest wspaniały, cudowny, uroczy i kochany i Niall ma nadzieję, że tak będzie już zawsze, już zawsze będzie tak wspaniale jak teraz – będą sobie radzić i będzie w porządku – i nigdy się to nie zmieni, bo w życiu należy się starać, by wszelkie historie dobrze się zakończyły, ponieważ mamy na to ogromny wpływ. Musimy tylko samodzielnie podejmować decyzje i być wystarczająco odważnym, by walczyć o szczęście pomimo przeciwności i strachu o niepowodzenie, bo skrywanie się we własnej duszy i zamykanie się na bliskich i świat nie przyniesie niczego dobrego – to tylko sprawi, że zrobimy olbrzymi krok w tył, oddalając się od szczytu sukcesu. Należy przy tym wszystkim mieć oparcie w najbliżej sercu osobie, która nieświadomie, w każdej chwili, daruje nam coś, co trudno nazwać, co jest tym, bez czego nie moglibyśmy funkcjonować, osobie, która porusza w nas coś, o istnieniu czego nie mieliśmy wcześniej pojęcia. Osoba, która jest i zawsze będzie cząstką naszego życia, która sprawi, że nie tracimy z oczu tego, czego pragniemy, nawet w trudnych chwilach, gdy zdaje się, że świat i wszyscy wokoło są silniejsi, bo oboje dążymy do tej samej gwiazdy, oboje się wspieramy i dajemy nadzieję na lepsze jutro. A w końcu sekret tkwi w tym, by się nie poddać.
***
Gdy Horan nareszcie słyszy warkot odjeżdżającego z pod domu samochodu, wzdycha z ulgą i opada na kanapę w salonie, gdzie rozkłada się wygodnie, mając nadzieję, że choć przez chwilę będzie mógł odpocząć od ciągłych pytań Harry’ego i reszty chłopców o swoje samopoczucie i stan dziecka, bo choć wszystkich bardzo kocha i jest wdzięczny za pomoc, troskę i opiekę w każdej sekundzie doby, uważa, że wszyscy nieco przesadzają w ostatnich dniach, a przecież on jeszcze nie rodzi, to dopiero rozpoczynający się dziewiąty miesiąc. W końcu ma przeczucie, że do porodu został mu jeszcze dość długi czas i wytrwa całe czterdzieści tygodni, ale nikt nie chce mu wierzyć, mimo że to on jest w ciąży a nie ktoś inny. Zresztą czuje się wspaniale i w pełni sił, co pochwaliła na ostatniej wizycie dr.Vi, więc promienieje, mimo zdarzających się bólów nóg, pleców czy brzucha przez wielogodzinne treningi kopania ich córeczki, dlatego nie chce martwić się na zapas i szykować na poród na miesiąc przed czasem.
Gdy włącza laptopa i loguje się na twittera, jednocześnie otwierając kilka kart z różnymi forami plotkarskimi by zobaczyć, co się o nich pisze, ma nadzieje, że Harry’emu nie przyjdzie do głowy wydzwaniać co pięć minut, by dowiedzieć się, że jeszcze nic się nie zaczęło, a on wciąż spokojnie siedzi w domu i nie wybiera się do szpitala urodzić mu córki. Od razu wyrzuca z głowy głupią myśl i zabiera się za czytanie wysłanych do niego tweetów z gratulacjami i serdecznymi życzeniami, a także powtarzającymi się pytaniami o samopoczucie i nienarodzone jeszcze dziecko. Uśmiecha się, czytając niektóre wiadomości i zabawne komentarze, gdy nagle przerywa mu donośny dzwonek do drzwi. Niechętnie podnosi się z miękkiej kanapy i udaje się na korytarz, by sprawdzić, kto śmiał przeszkodzić mu w wolnym czasie przeznaczonym tylko dla niego.
-hej tatuśku! – radosny głos rozbrzmiewa w jego głowie, a zmarznięta dziewczyna ostrożnie rzuca się na niego i przytula go mocno, jeszcze zanim jego mózg zakoduje, kto raczył złożyć mu niezapowiedzianą wizytę
-Gemma? A co ty tutaj robisz? – pyta zaskoczony
-przyszłam odwiedzić mojego przyszłego szwagra – odpowiada, pospiesznie ściągając z siebie ciepłą, lekko ośnieżoną kurtkę, czapkę i buty, a Horan zamyka za nią drzwi
–niech zgadnę, Harry cie tu przysłał, prawda? – pyta podejrzliwie, gdy znajdują się już w salonie
-nie – zaprzecza z lekkim uśmiechem i wciąż zaróżowionymi z zimna policzkami i nosem
-oh proszę cię, nie kłam mi tu
-a co, wolałbyś telefon dzwoniący co pięć minut bez przerwy?
-nie – odpowiada bez zastanowienia
-no właśnie, więc powinieneś być mi wdzięczny, niewdzięczniku
-dzięki – posyła jej przepraszający uśmiech - a co ty mu powiedziałaś, że się zgodził?
-postanowiłam trochę go uspokoić i obiecałam, że do ciebie wpadnę i zajmę się tobą do ich powrotu. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko i wolisz moje towarzystwo niż jęczącego ci do ucha Harry’ego, choć w sumie to ja sama nie wiem – zamyśla się – może lubisz jak ci bez przerwy jęczy – chichocze, a na jej policzkach pojawiają się niemal identyczne dołeczki, jak te Stylesa
-Gemma! – woła i czuje, jak jego twarz przybiera odcień ciemnej czerwieni
-dobra, dobra, nie wnikam, co robicie i co lubicie – śmieje się nadal – to jak, mogę zostać i potowarzyszyć ci w ten szary dzień?
-możesz, ale pod warunkiem, że nie będziesz pytać w każdej minucie, czy rodzę, wtedy pozwolę ci zostać ze mną do ich powrotu
-obiecuje, ale.. – zaczyna
-a gdyby coś było nie tak – wtrąca się, gdy dziewczyna zaczyna mówić – dam ci znać, jasne, nie ma sprawy, ale nie martw się bardziej niż ja - zrobić ci coś do picia? – proponuje przyjaźnie
-ja zrobię – wstaje – a oprócz herbaty chcesz coś zjeść?
-a wiesz, że ja nie jestem kaleką, tylko facetem w ciąży? I mogę sam przygotować sobie i tobie gorącą herbatę?
-a to nie to samo, niepełnosprawny i facet w ciąży? – pyta ze śmiechem i podnosi się z fotela, a blondyn rzuca w nią poduszką
-to nie to samo, wariatko
-aj cicho już, ja zrobię
-z ciebie taki sam uparciuch i głupek jak z Harry’ego, widać, że jedne geny i pokrewieństwo was łączą
-pamiętaj, że to ja jestem wybitniejszą osobą tej rodziny, a nie ten półgłówek, zawsze będę lepsza i mądrzejsza od niego – pokazuje mu język z szerokim uśmiechem i wychodzi do kuchni, a kilka minut później wraca do salonu z herbatą i przekąskami
-dzięki
-nie ma za co – przysiada się do Irlandczyka i w ciszy popijają herbatę
-Gemma? – Horan nagle przerywa milczenie
-tak? – zerka na niego
-myślisz, że Harry jest pewny swoich uczuć? – pyta nerwowo bawiąc się rąbkiem bluzy
-nigdy nie widziałam go w takim stanie, w jakim jest teraz, on jest najszczęśliwszym człowiekiem na świecie Niall – zapewnia – ale hej, czym ty się martwisz głuptasie?
-że to się skończy szybciej, niż się zaczęło – szepta, a w jego oczach pojawiają się łzy, więc Gemma pospiesznie przytula go bez zastanowienia
-czego się boisz? – pyta pocierając jego plecy w uspokajającym geście
-wszystkiego, boję się wszystkiego Gemma – mamrocze
-a czego boisz się najbardziej?
-samotności – szepta, gdy łza spływa po jego policzku – i tego, że nikt mnie nie zrozumie
-w sensie, że Harry miałby cie zostawić?
-mhm – kiwa głową i pociąga nosem
-zapomnij, wiem, że mój brat jest głupi, ale nie aż tak. I o resztę też się nie martw, poradzicie sobie, a w razie czego, wiesz, że możecie na nas liczyć, ja pomogę zawsze, jeśli będzie taka potrzeba
-tak myślisz? – upewnia się
-tak, tak właśnie myślę Niall i wiem, że to, co się między wami dzieje jest niepowtarzalne i wyjątkowe, a Harry nigdy nie doświadczył czegoś takiego. On jest ci oddany bardziej niż muzyce, którą kocha od urodzenia, wiesz? – uśmiecha się do niego przyjaźnie – i sądzę, że o zrozumienie twoich myśli i uczuć, nie musisz się bać, bo wasza dwójka rozumie się jak nikt inny. Wy zawsze wiecie, rozumiecie i widzicie więcej niż wszyscy dookoła. To nie może się wam nie udać Ni – pociesza go – z maleństwem też dacie radę, co prawda rodzicielstwo to nie jest prosta rzecz, ale wy macie siebie i przyjaciół, a do tego zawsze są rodziny, które pomogą wam jak tylko będą mogły i na tyle ile wy im na to pozwolicie
-a jeśli jednak sobie nie poradzimy? – pyta, a przerażenie sprawia, że jego serce przyspiesza
-hej, mały, po pierwsze to się uspokój, jeśli chcesz ze mną rozmawiać, bo ja nie zamierzam zaraz dzwonić do swojego brata, że zacząłeś mi tu rodzić przed terminem, a po drugie, wiesz, nie mogę ci powiedzieć, że wszystko pójdzie wam z górki, świat niestety może nas zranić na wiele rozmaitych sposobów i nie zawsze jesteśmy w stanie wszystkiego uniknąć, na pewno spotkają was jakieś przykrości, czy drobne kryzysy, tak samo jak i mnie, jak waszych przyjaciół, jak wszystkich. Ale musisz pamiętać, że nasze życie właśnie na tym polega, by szukać rozwiązań i odpowiednich taktyk, by wyciągać wnioski z sukcesów, ale także porażek i potknięć. Jeszcze parę tygodni i wasze życie zmieni się bardziej niż stało się to przez ciążę i wasz związek, ale to dla was nowy początek, zaczniecie wszystko od nowa, tak jakby od zera. W waszej historii rozpocznie się nowy rozdział, w którym nikt wam nie powie, co macie i co musicie, będziecie zobowiązani do większości rzeczy dochodzić sami, ale jeśli będziecie szczerzy w swoich uczuciach, będziecie się wspierać, a przede wszystkim pozostaniecie sobą, tak jak do tej pory, nic złego was nie spotka i dostaniecie się na szczyt sukcesu razem
-jesteś wspaniała Gemma, dziękuje ci tak bardzo – Horan szepta – nawet nie wiesz jak się cieszę, że Harry ma taką cudowną siostrę
-aw – uśmiech znów dosięga jej twarzy – już bez przesady – macha ręką
-i myślę, że nasze dziecko, będzie miało najlepszą ciocię pod słońcem, która czegoś mądrego je do życia nauczy, a nie zdemoralizuje jak Louis – śmieje się
-to miłe, co mówisz
-taka prawda Gemma, nadajesz się na jakąś psycholożkę czy coś
-dzięki, zawsze do usług, pamiętaj. A jeśli kiedykolwiek ten głupek będzie cie wkurzał, daj mi znać, z wielką chęcią wygarnę co nieco mojemu bratu
-dobrze, będę pamiętał
-a tak w ogóle, cóż za dzieciątko nosisz w tym swoim brzuszku, bo ten gamoń nawet mi nie powiedział, gdy tak panikował i przypominał, co mam robić w razie czego
-będziesz się zajmować swoją siostrzenicą – niebieskooki informuje i uśmiecha się ponownie
-aww! Wybraliście już imię dla swojej zimowej księżniczki?
-hmm.. Elsa? – odpowiada po chwili śmiejąc się wesoło – nie, jeszcze nie wybraliśmy
-Kraina Lodu? Czemu nie Olafku kochający się przytulać – chichocze - a tak na poważnie, macie w ogóle jakieś propozycje?
-nie – zaprzecza powtórnie
-no to na co jeszcze czekasz, przejrzyjmy imienniki w Internecie! – woła ożywiona i wstaje po, wcześniej odłożonego przez blondyna, laptopa.
Całe popołudnie spędzają wspólnie na kanapie przed ekranem, ponieważ mroźna pogoda za oknem i ciemne, deszczowe chmury nie zachęcają do wyjścia na spacer. Wspólnie czytają o znaczeniu imion, które nadawałyby się dla małej, czy przeglądają inspiracje do urządzenia pokoiku dla dziecka i czas leci im w przyjaznej, radosnej atmosferze, dlatego nawet nie zauważają, gdy do salonu wpada spanikowany, krzyczący Styles, który rzuca się na Horana omal nie płacząc.
-hej Gemma, hej Niall – wita się Lou, wchodząc do salonu z radosnym uśmiechem na ustach
-wybaczcie za niego, nie mogliśmy go powstrzymać, gdy wysiadł z samochodu – Payne wtrąca, wzruszając ramionami – był nieznośny na zakupach – skarży się
-i przez niego i tą jego głupią obsesję nie mamy wszystkiego, po co pojechaliśmy – odzywa się Malik – panikował, że Niall zacznie rodzić, a jego przy tym nie będzie, więc będziemy musieli jechać jeszcze raz, po resztę wyprawki
-Harry – Niall odciąga od ciała wtulonego w niego chłopaka i przemawia do niego spokojnie i z opanowaniem – Harry – powtarza, gdy ten nie reaguje - uspokój się, słyszysz? Powiedz mi, czy ja wyglądam na kogoś, kto właśnie zamierza urodzić? – pyta, dalej trzymając go za ramiona – no wyglądam? – ponawia, a loczek kręci głową – czy ty sądzisz, że ja ruszyłbym się z tego domu do szpitala bez ciebie? Bez chłopaków? Bo jeśli tak myślisz, to trzepnij się w te swoją głupią makówkę – kończy całując go – nie pozwolę na to, by nasza córka urodziła się bez ciebie, nie martw się o to głuptasie
-to twoja wina idiotko! – Styles posyła siostrze wrogie spojrzenie, gdy odwraca głowę od swojego ukochanego
-Harry! Słownictwo! – upomina go Niall – jeszcze raz przeklniesz, czy wyzwiesz swoją siostrę, a tego pożałujesz – ostrzegł, a Gemma zaśmiała się pokazując bratu język – zobaczysz, nie pozwolę ci dotknąć ani mnie, ani twojej córki. Nawet w jednym pomieszczeniu z nami nie będziesz siedział – dokończył, a loczek westchnął
-miałaś do mnie dzwonić
-ale nie było powodu, nic się nie działo - wyjaśnia
-ale ja się martwiłem
-Harold - poważny ton głosu blondyna uciszył go – daj jej spokój, to ja nie pozwoliłem jej do ciebie dzwonić, bo nie było takiej potrzeby, miałeś razem z naszymi przyjaciółmi zająć się zakupami dla twojego dziecka, a ty co? Panikujesz i przez to znów będziecie jeździć po galeriach. Chociaż wcale się nie zdziwię, jeśli oni – wskazał palcem na trójkę siedzącą na drugiej sofie – mają cie już dosyć, więc cie zostawią i będziesz wszystko załatwiał sam
-przepraszam – spuszcza głowę – masz.. macie rację, panikuję zbyt dużo
-zdecydowanie zbyt dużo – zgadza się Horan – ale i tak będziesz wspaniałym ojcem, tylko trochę wyluzuj i uświadom sobie, że bez ciebie nigdzie nie pójdę.
***
Kolejne dwa tygodnie mijają na ciągłych przygotowaniach dziecięcego pokoiku, do którego blondyn nie ma wstępu i ostatnich czterech koncertach z trasy, na których Niall, choćby chciał, nie ma siły biegać ani skakać, dlatego większą część pokazu przesiaduje w miejscu, a jego jedynym ruchem, oprócz machania do dziewczyn, przekomarzania się z chłopakami na przemowach i przyjmowanie całusów od loczka, jest powolne i ostrożne przemieszczenie się w różne części sceny, by fanki w innych sektorach nie poczuły się urażone. I chociaż kochają występować, cała piątka niezmiernie cieszy się z następnej przerwy, przed kontynuacją zwiedzania stadionów w kolejnej trasie, ponieważ termin porodu zbliża się nieubłaganie szybko, więc Irlandczyk nie może być już na scenie.
***
-wróciliśmy! – Styles krzyczy od progu
-mam nadzieję, że to już wszystko – mówi Horan, gdy razem z Gemmą pojawiają się na korytarzu – i że to były wasze ostatnie zakupy i tym razem nie zapomnieliście o niczym
-chodź szybko! – Louis pospiesznie ciągnie go do salonu, gdy tylko Harry kończy się z nim witać – musicie zobaczyć te wszystkie urocze ciuszki! – woła radośnie, a potem wszyscy razem siedzą w pokoju, przeglądając dziewczęce sukieneczki, bluzeczki, spódniczki i całe masy innych maleńkich ubranek
-sądzicie, że będzie potrzebowała tylu ubrań? – pyta Niall, gdy w jego dłoniach ląduje kolejna torba z nieznanego mu sklepu dziecięcego
-wujek Zayn będzie dbał, żeby wasza księżniczka była małą damą – Mulat uśmiecha się szeroko
-ale to musiało kosztować fortunę! – lamentuje Irlandczyk, wznosząc ręce ku górze
-stać nas na to, jesteśmy gwiazdami – przypomina mu Lou – jeśli nam się zachce to kupimy jej ciuszki zdobione diamentami i też będzie świetnie
-o nie, ani mi się waż, żadnych drogocennych kamieni na moim dziecku, już lepiej zostańcie przy tych wszystkich ubrankach, których pewnie kupicie całe tony, bo jak wiecie dzieciaki szybko rosną i co chwila potrzeba im coś nowego – mówi, a zaraz potem rozczula się nad kolejnym dopasowanym komplecikiem małych ciuszków.
-podobają ci się? – pyta Harry przysiadając się za plecy ukochanego i masując je, gdy przyjaciele i Gemma odnoszą poskładane ubranka do szafek w pokoju dziewczynki
-są cudowne, tak niewyobrażalnie maleńkie i fantastyczne, prześliczne – szepcze, relaksując się pod dotykiem bruneta – jeśli Zayn będzie ją ubierał tak modnie, jak ubiera siebie, to o naszą pannę będą biły się tłumy – chichocze – będzie najmodniejszym dzieckiem na tej planecie
-już ja jej będę pilnował! – zapewnia – Zayn zadba o ubiór, Liam o jej edukację, a Louis będzie tym, który będzie kupował jej wszystkie zabawki, jakie tylko sobie zażyczy. Tak mi dziś zapowiedzieli, podczas naszej wyprawy po galerii handlowej
-rozpieszczą ją, wiesz o tym?
-będzie naszą małą księżniczką czy tego chcemy czy nie, wszyscy będą ją wiecznie rozpieszczać i kochać bezgranicznie – mówi rozmarzony, przekładając swoje dłonie, by dotknąć brzucha – już wkrótce – dodaje, a jego oczy lśnią radośnie
-pomyśl, że są jeszcze kochane babcie, które będą chciały dla tego aniołka wszystkiego – brunet szepcze przytulony do pleców Irlandczyka
-cii.. nawet nie chcę sobie tego wyobrażać, najważniejsze jest to, żebyśmy my ją kochali
-oczywiście, że tak kochanie
-a pamiętasz, że tej księżniczce trzeba wybrać imię? – Niall całuje Harry’ego, a ten przeciąga pocałunek, ponieważ jest spragniony jego dotyku i naprawdę nie ma teraz głowy, by ustalić tak ważną rzecz, jak imię ich córki.
***
-jak się czujesz kochanie?
-nie, nie rodzę. Będziesz wiedział, gdy to się zacznie – Niall wyprzedza jego myśli i słowa, wzdychając cicho
-potrzebujesz czegoś?
-ciebie, potrzebuję ciebie i twojego ciała, twojego ciepła i twojego dotyku, więc do cholery wracaj do łóżka natychmiast, tu, do nas, bo ja i nasza kruszynka bardzo się za tobą stęskniliśmy, przez te wszystkie wizyty naszych rodziców i rodzin chłopców – mówi stanowczo i czeka, aż loczek zjawi się obok niego, spełniając jego zachciankę – tak jest zdecydowanie lepiej, o niebo lepiej – podsumowuje, kiedy brunet wspina się na łóżko i kładzie przy nim przygarniając w swoje ramiona, więc Irlandczyk od razu ochoczo się w niego wtula
-chciałem, żebyś zobaczył gotowy pokój
-później! – krzyczy cicho – teraz ja i twoja córka chcemy ciebie – powtarza Horan i Harry już wie, że nie warto zadzierać z ukochanym i jego szalejącymi hormonami, dlatego ponownie potulnie obejmuje go ramieniem i muska jego skórę delikatnymi pocałunkami
-jak tak dalej pójdzie, dotrwasz do końca dziesiątego miesiąca – szepcze loczek, przenosząc wolną dłoń na brzuch blondyna
-mówiłem wam wszystkim, że urodzę dopiero w czterdziestym tygodniu – uśmiecha się
-w takim razie zostały ci niecałe dwa tygodnie – odpowiada spokojnie
-akurat tyle, by wybrać imię – odzywa się wplatając dłonie we włosy bruneta – jakieś pomysły?
-nie – zaprzecza – nie wybrałeś niczego z Gemmą?
-to nie z twoją siostrą mam dziecko, tylko z tobą, to będzie nasza córka, więc razem wybierzemy jej imię. Co prawda przejrzałem z twoją siostrą kilka imienników, ale to tylko dla zapoznania się z sytuacją, a nie konkretnym podjęciem decyzji
-w takim razie, poszukajmy czegoś w Internecie – mówi, wyciągając rękę po leżącego na szafce laptopa. Przez kilka chwil przeglądają różne strony z imionami, a także zapoznają się z ich znaczeniami.
-Alex? – pyta Niall
-kojarzy mi się z psem. Może Diana?
-nie – jęczy – a co powiesz na Amelię?
-nie – zaprzecza – Emily?
-jak jakaś babcia – odpowiada Horan – może Julie?
-mam złe skojarzenia przez Szekspira, może Justine?
-nie, bo to kojarzy mi się z Bieberem. Rose?
-nie pasuje mi. Nathalie? Sarah?
-nie.. – przeciąga – a może Harriet? Po tatusiu
-to będzie niesprawiedliwe. Może Lilly?
-to takie.. popularne.. – zamyśla się – myślę, że gdybyśmy mieli mieć syna, nie byłoby takiego problemu
-dlaczego?
-dalibyśmy mu na imię Narry, z naszych imion i byłoby i oryginalnie i sprawiedliwie i odpowiednio. Mielibyśmy problem z głowy – wzdycha – dlaczego to takie trudne?
-bo imię to ważna sprawa. Wiele osób wierzy, że ze znaczenia imienia częściowo bierze się charakter dziecka, dlatego wybranie właściwego wcale nie jest takie proste, jak pozory mówią
-to chyba mamy problem.. – przymyka powieki, lecz usta Harry’ego ożywiają go
-zostawmy to, myślę, że imię przyjdzie do nas i do niej samo, gdy tylko ją zobaczymy, a teraz pokaże ci jej pokój, chodź
-no dobrze, skoro tak uważasz, zgoda
-musisz zobaczyć, co przygotowaliśmy i gdzie będzie mieszkać nasza kruszynka, dopóki sama nam nie powie, jak chciałaby mieć urządzone wnętrze.
Harry prowadzi blondyna do pokoiku zaraz obok ich sypialni. Gdy wchodzą do środka loczek znajduje włącznik światła i używa go, co sprawia, że pokój rozświetlają tysiące zwisających z sufitu maleńkich światełek, wyglądających jak diamentowe kropelki deszczu. Podłoga jest pokryta jasnymi panelami i kilkoma puszystymi dywanikami w odcieniach fioletu, a ściany skąpane zostały w barwie jaśniuteńkiego beżu. Komplet dziecięcych mebelków wybranych przez przyjaciół jest w nutach jasnego brązu z maleńkimi słodkimi króliczkami na wierzchnich warstwach. Całość jest ze sobą bardzo zharmonizowana i dopasowana do niedużego pomieszczenia. Z prawej strony od wejścia ustawiona została szafa z ubrankami, a także komoda z szufladami i przewijakiem dla noworodków. Na ścianach wisi kilka półek, na których w równych rządkach poustawiane są jasne pluszaki. Okna są przysłonięte jasnymi firankami, które zapewnią komfort spania małemu dziecku, natomiast na środku pokoju stoi nieduże niemowlęce łóżeczko z przepięknym bladoróżowym baldachimem, ze złotą kokardą, sięgającym do samej podłogi. Niall zamiera w bezruchu, przykłada dłoń do ust i czuje jak po jego policzkach lecą łzy, bo nie potrafi poradzić sobie z emocjami, jakie właśnie ogarnęły jego umysł.
-dlaczego płaczesz kochanie? – Harry przytula ukochanego – coś nie tak? Coś ci się nie podoba? – pyta zmartwiony nagłym napadem płaczu chłopaka
-Nie podoba się? Nie, nie. W żadnym wypadku, wszystko jest w porządku – zaprzecza natychmiastowo – po prostu.. tu jest tak pięknie – błękitnooki szepcze tak cicho, jak gdyby bał się zepsuć panującą w pokoju magiczną atmosferę – przepięknie to wszystko urządziliście – mocniej przytula się do Stylesa, a po policzkach lecą mu kolejne łzy, ponieważ jego marzenia urzeczywistniają się coraz bardziej z każdą kolejną chwilą – i pomyśleliście nawet o nas i o tym jak będziemy spędzać tu czas z naszą córeczką – uśmiecha się przez łzy szczęścia, wskazując na duży podwójny jasnobeżowy fotel z puchowymi poduszkami
-tak, to wszystko dla ciebie, byś mógł wygodnie sobie usiąść, gdy będziesz ją karmił czy kołysał do snu, śpiewając kołysanki – brunet gładzi dłonią jego policzek
-ty też będziesz to robił, wiesz?
-z największą przyjemnością – stwierdza, całując Irlandczyka i ścierając jego łzy kciukiem
-ah – wyrywa się starszemu – tu są nawet nasze wspólne zdjęcia! – piszczy entuzjastycznie obracając się w kierunku fotela – i są w takich pięknych ramkach – podziwia
-to zasługa Zayna, to on to wymyślił, zresztą oni wszyscy bardzo mi pomogli w urządzaniu tego maleńkiego królestwa. Bez nich nie dałbym rady, a tak, razem ustalaliśmy, co i jak ma tu być, i nie jest tak stereotypowo, że wszystko w różu
-i to mnie właśnie cieszy. Nasze dziecko nie będzie różową landrynką
-i Gemma nam trochę pomogła, nadzorowała całą pracę, podpowiadając, co ci się spodobało, gdy razem przeglądaliście dziecięce strony internetowe
-a to mała małpa!
-ale zobacz, dzięki niej masz większość tych wszystkich uroczych ciuszków w szafkach i te wszystkie dodatki i pluszaki i pościel w łóżeczku! I to ona pomogła mi wybrać odpowiednią wanienkę, fotelik do samochodu i wózek!
-twoje siostra jest wspaniała
-ale ja bardziej?
-a idź ty zazdrośniku – pocałował go namiętnie – taka odpowiedź cię satysfakcjonuje?
-jak najbardziej! – zachichotał – ah, no i ta twoja wspaniała Gemma była ze mną po wszelkie akcesoria
-czy ja naprawdę nic nie mogłem ci pomóc?
-ty masz odpoczywać
-super – żachnął się
-ale zobacz, wszystkie butelki, smoczki, olejki do kąpieli i pieluszki i ręczniczki i kremy i wszyściuteńko jest już do naszej dyspozycji i o nic nie musimy się już martwić, więc teraz będziemy spędzać czas tylko razem
-nareszcie – Niall skradł kolejnego całusa
-mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę
-a to niby jaką?
-w naszej sypialni, będziesz miał kołyskę, tak wiesz, na pierwsze dni, by mogła być wciąż przy nas i by się przyzwyczaiła do nowego domu, bo na razie zna tylko potulne mieszkanko w brzuszku – zaśmiał się lekko klepiąc w skórę brzucha Irlandczyka – no i będzie tak na wypadek, gdyby musiała być z nami, bo coś by jej, odpukać, było. A, no i drugą będziemy mieć na dole, w naszym salonie
-nie za dużo? Nie przesadziliście trochę? – Horan spytał całkiem poważnie
-to może ja ci nie będę już mówił.. – zaczął Styles
-czego? – podejrzliwy głos chłopaka uzupełnił wypowiedź bruneta
-że łóżeczko do tourbusa i potrzebne tam akcesoria też są już w domu – powiedział zdecydowanie ciszej, jakby bał się, że niebieskooki rzuci się na niego i coś mu zrobi
-jesteście szaleni, po prostu szaleni. Konto w banku też już ma? Prywatne przedszkole i szkoła wybrana? Dom zacząłeś jej budować? – zapytał żartobliwie, gdy nagle Harry przestał się odzywać – chyba sobie żartujesz, że zrobiłeś cokolwiek z tych rzeczy, które wymieniłem – Harry!
-no co!
-coś ty zrobił?
-nic poważnego! Tylko założyłem jej konto w banku, a raczej jak na razie tylko ją pod nasze konta podłączyłem, jako dziecko, bo bez imienia nie mogłem stworzyć osobnego
-ja cie kiedyś normalnie zabiję Styles – wzdycha – zabiję i pochowam w ogródku, kwiatki będą mi lepiej rosły.
***
Gdy kalendarz chcąc nie chcąc wskazuje rozpoczynający się czterdziesty tydzień, Nialla budzą poranne skurcze i jest całkowicie pewny, że to ten dzień, że to właśnie dziś na świat przyjdzie ich mała królewna i wszystko będzie tak jak sobie zaplanował na początku.
-dzień dobry moje słoneczko – zielonooki wita go słodkim i czułym pocałunkiem, chwilę później, nie dając mu czasu na rozmyślanie i podziwianie – wyspani? – pyta, uśmiechając się promiennie
-cześć Harry, wyspani. Oczywiście, że tak, zawsze, gdy jesteś obok, jesteśmy wyspani i w humorze od samego poranka – również się uśmiecha i zastanawia się czy uprzedzić Stylesa o skurczach – nawet, jeśli za oknem prószy śnieg i na pewno jest duży mróz – chichocze spoglądając w kierunku odsłoniętego okna
-a jak tam moja maleńka córeczka? – zwraca się do brzucha
-no nie taka maleńka – obejmuje brzuch dłońmi – tylko się nie denerwuj – zaczyna Horan i ma ochotę przyłożyć sobie prosto w twarz, za to jak źle to rozegrał
-jezus Maria, co jest?! Coś z nią nie tak? – jego humor gwałtownie się zmienia i zaczyna panikować
-Harry – blondyn łapie go za dłoń, by przywołać go do porządku – który dziś jest? Wiesz, co dziś się zaczyna? – pyta i zerka w przerażoną buzię Stylesa – Piąty grudnia, czterdziesty tydzień ciąży. Od początku wszystkim mówiłem, że wtedy urodzę, a wy mi nie wierzyliście. Ale już wiem, że to będzie dziś, bo obudziły mnie takie specyficzne skurcze, o których na samym początku mówiła mi doktor Vi, dlatego wiem, jakie one są. Nie sposób ich pomylić z tymi, z całych dziesięciu miesięcy.
-jedziemy do szpitala! – zerwał się
-uspokój się. Harry, spokój! Jeszcze czas – mówi spokojnie – dam ci znać, jak będzie trzeba jechać – uspokaja go – nie pamiętasz, co mówiła pani doktor na ostatniej wizycie? Nie ma co przyjeżdżać z pierwszym delikatnym skórczem, bo i tak będziemy bezsensownie siedzieć na oddziale, a tak możemy spędzić ten czas wspólnie w domu – zielonooki wciąż wygląda na niepewnego – Hazz, słoneczko, naprawdę dam ci znać, jak się zacznie na tyle, żebyśmy musieli jechać do szpitala, zresztą sam to zauważysz. Twoja córka na pewno skrupulatnie da o sobie znać o odpowiedniej godzinie – dodaje
-no niech ci będzie – mamrocze wciąż niepewnie
-a teraz mój drogi, zabierz nas na dół, do chłopaków. Chcemy pyszne śniadanie.
Popołudnie mija całej piątce w dosyć spokojnej atmosferze. Żartują i wygłupiają się do czasu, w którym Niall nagle nie wybiega do łazienki i nie krzyczy po Stylesa, by ten zniósł mu z piętra przygotowany wcześniej czysty dres i torbę do szpitala, bo wody mu odeszły i trzeba natychmiast jechać. W ciągu minuty nad Harrym kontrolę przejmuje panika, dlatego próbuje znaleźć się w pięciu miejscach jednocześnie i naprawdę trzeba się nieźle namęczyć, by nieco go uspokoić i zaprowadzić wraz z wyjątkowo opanowanym Horanem do samochodu.
Gdy docierają na miejsce, zielonooki wyskakuje z samochodu jak poparzony i pomaga wydostać się z niego Horanowi, który dopiero teraz zaczyna zdawać sobie sprawę z powagi sytuacji i ogarnia go lekki strach, a potem całą piątką ruszają do recepcji kliniki, aby odnaleźć ich prowadzącą, całą ciążę, doktor Vi, która obiecała doprowadzić wszystko do końca odbierając poród, dlatego cieszy się na ich widok i zaprasza parę do swojego gabinetu, gdzie sprawdza stan i pozycję płodu na USG, a także wykonuje kilka niezbędnych badań rytmu serca maleństwa i ojca, podczas których skurcze blondyna nasilają się i stają się na tyle mocne i uporczywe, że z jego oczu swobodnie płyną łzy i Harry nie panuje nad tym, gdy sam zaczyna płakać. A kiedy lekarze zabierają ukochanego do sali, na którą brunet nie ma żadnego wstępu ani jakiegokolwiek podglądu, ponieważ położna zadecydowała, że tak będzie bezpieczniej z uwagi na to, że Niall jest mężczyzną, a nie kobietą i nie mogą przewidzieć, co może się wydarzyć podczas rozwiązania, Styles upada na kolana przed drzwiami pomieszczenia, w którym znajduje się jego miłość i rozpacza tak głośno, że przyjaciele błądzący na korytarzu nie mają najmniejszego problemu ze znalezieniem jego i miejsca, w którym obecnie przebywa i gdy tylko znajdują się przy nim, próbują go uspokoić i odciągnąć od szarpania białych potężnych drzwi, przytulając go na zmianę.
Największą bronią strachu jest jego zdolność czynienia nas ślepymi na wszystko inne, co znajduje się wokół nas. Kiedy ogarnia nas przerażenie, zapominamy, że są jeszcze inni, że są sprawy, o które należy walczyć nie bacząc na siebie, bo to nie wizja porażki i cierpienia przeraża nas najbardziej, tylko świadomość tego, że nie wiemy, co dzieje się z ukochaną nam osobą i jeśli jest ktoś, kto mówi, że miłość nie przynosi strachu, nigdy nie był zakochany.
Kiedy zza drzwi słychać coraz głośniejsze krzyki i nieprzerwany płacz, Harry nie może wytrzymać tego, jak bardzo rozrywa się jego serce, gdy jego ukochany tak bardzo cierpi a on nie może go wspierać, dlatego sam zaczyna wrzeszczeć i płakać, jak małe skrzywdzone dziecko, a w końcu szarpie się i wyrywa trójce przyjaciół, która podejmowała wszelkie próby, by go uciszać i utrzymać w jednym miejscu bez rzucania się po całym oddziale. Brunet bez zastanowienia wbiega do sali, gdzie nawet nie chce i nie zwraca uwagi na żadnych lekarzy, ani dodatkowy personel, który bezzwłocznie każe mu opuścić pomieszczenie i poczekać na zewnątrz. Dobiega do załamanego Nialla, którego twarz jest spocona i ciemnoczerwona przez wysiłek i każdy nawet najcichszy krzyk i każdą najmniejszą łzę i pochyla się nad nim, splatając ich dłonie razem, a potem płaczą razem z bólu i bezsilności. Starszy chłopak nieco się uspokaja i szepcze bardzo ciche podziękowania za przyjście do niego mimo wszelkich zakazów. Styles całuje dłonie i policzek ukochanego, by wesprzeć go i przywrócić mu siły. Stara się pocieszać go i szeptać, jak bardzo go kocha, by ten zajął myśli czymś innym niż rozdzierającym bólem w dolnych partiach ciała. Harry wplata swoją dłoń w farbowane blond włosy swojej miłości i zgarnia grzywkę ze spoconego czoła. Minutę później niebieskooki mocno zaciska swoje palce na dłoni zielonookiego, na co ten zgadza się mimo bólu, bo wie, że to pomoże. Chwilę później Horan dzięki ukochanemu i jego wsparciu koncentruje się i z całych sił prze tak długo, aż jego histeria i własny krzyk nie ustępuje temu, należącemu do ich własnej, maleńkiej córeczki.
Zdezorientowany całą sytuacją Harry zostaje poproszony o przecięcie pępowiny, a potem dziewczynka zostaje zabrana do kąpieli i na szybkie badania, by oczyścić ją z krwi i sprawdzić jej stan zdrowia w skali noworodków, a loczek nie martwiąc się o córkę w rękach zaufanej doktor Vi, pospiesznie wraca do zmęczonego chłopaka, któremu ociera łzy z całej wciąż zaróżowionej buzi i całuje go mocno w usta.
-udało ci się Ni – szepta – jestem z ciebie tak bardzo dumny. Kocham cię! – mówi, przyglądając się błyszczącym od łez i radości niebieskim tęczówkom Horana
-nam się udało Harry. To dzięki tobie mam to już za sobą – odpowiada – gdyby nie to, że udało ci się tu dostać, mógłbym skończyć nawet na cesarce, bo bez ciebie nie miałem motywacji i energii
-wiem słoneczko
-a oni nie słuchali, gdy im mówiłem, że mają cie zawołać, bo bez ciebie to nic z tego
-nie myśl już o tym, masz to już za sobą i wszystko jest dobrze i z tobą i z naszą księżniczką
-cieszę się
-więc korzystając z okazji, że mała jest jeszcze na badaniach, zabieram cie na szybki prysznic, bo sam nie jesteś w stanie tego teraz zrobić, jesteś zbyt słaby, a to ci się teraz należy – dodaje, wyciągając dłoń do blondyna.
Brunet nie opuszcza Irlandczyka nawet na krok i zaraz po tym jak pomógł mu się odświeżyć razem z nim przenosi się do sali, gdzie czekają już na nich przyjaciele. W chwili, w której loczek wdrapuje się na łóżko Horana i przytula go do siebie, do sali wchodzi młoda pielęgniarka wraz z maleńkim zawiniątkiem, które pośpiesznie, lecz jednocześnie ostrożnie, podaje w ramiona wyczerpanego blondyna, który mimo zmęczenia uśmiecha się radośnie, gdy czuje ciepło maleństwa w swoich rękach. Łzy ponownie pojawiają się na ich twarzach, gdy mała na kilka krótkich chwil otwiera oczka i nieświadomie uśmiecha się do nich. Harry wtula się w Nialla jeszcze bardziej, obejmując jego i córeczkę swoim ramieniem, przyglądając się obojgu z troską i miłością.
-jej tęczówki są mieszaniną naszych, przepiękne i magiczne – szepcze Styles
-i będzie miała ciemne blond loczki – Niall dodaje równie cicho, delikatnie głaskając dziewczynkę po główce – jak my jej w końcu damy na imię? – pyta zerkając na zielonookiego
-Virginia? – brunet odpowiada po chwili namysłu i spoglądania na noworodka w ramionach Horana – dajmy jej na imię Virginia
-prześlicznie, czuję, że do niej pasuje – szepcze, składając ostrożny i delikatny pocałunek na czółku maleńkiej dziewczynki – tak bardzo cię kocham, ciebie i ją i was chłopaki – spogląda w kierunku uśmiechniętych przyjaciół siedzących w kącie niedużego pomieszczenia – Nawet nie wiecie jak bardzo jestem wdzięczny za to, co się wydarzyło i za to, co mam teraz i za to, że mam was wszystkich przy sobie. To chyba najpiękniejsza i najszczęśliwsza chwila w moim życiu – szepcze, ponownie się wzruszając.
Szczęścia nie da się zdefiniować, opisać można jedynie nieszczęście. Szczęście nie jest ani dziełem przypadku, ani darem bogów. Szczęście to coś, co każdy z nas musi wypracować dla samego siebie - przestań być nieszczęśliwy, to zrozumiesz. Miłości również nie można zdefiniować, ale brak miłości można. Kiedy pozbędziesz się braku miłości – zrozumiesz i to. A kto nie ma odwagi starać się o swoje szczęście i miłość, tym samym udowadnia wyraźnie, że tego szczęścia w życiu nie jest wart.
-Lou! – Niall rozpacza stojąc przed lustrem w samych bokserkach – Lou! Chodź tu!
-słucham? – kobieta staje w drzwiach przebieralni
-błagam cie – jęczy – oddaj mi mój dres! Przecież nie wyjdę w samej bieliźnie
-myślę, że fanki byłyby zadowolone, gdybyś wyszedł w samych bokserkach – na jej usta wpływa cwany uśmieszek – ciąża ci służy
-czy ciebie to bawi? – staje obrażony – śmiesz twierdzić, że miałbym wyjść tak? – wskazuje na swoje ciało
-a czemu nie? Myślę, że Harry się ucieszy – śmieje się
-jak cię zaraz! – grozi – zamilcz i oddawaj mój dres natychmiast, bo wyjdziesz tam za mnie i to ty będziesz śpiewać, bo ja się stąd nie ruszę
-nie ma mowy! Żadnego dresu! Na pewno nie dziś! Założysz to – podaje mu cały komplet przygotowanych wcześniej ubrań – specjalnie dla ciebie je kupiłam, żebyś się w nie zmieścił i nie zaszkodził dziecku czymś, co będzie zbyt bardzo uciskać twój brzuch głupku! Zobacz, nie mają guzików, ani zamków, będzie ci w nich wygodnie – zachęca
-nigdy w życiu nie założę na siebie babskich legginsów! – protestuje
-to nie są damskie spodnie, kto ci to powiedział!
-nie chce ich – staje obrażony – chce mój dres
-ale Niall, wybierałam to z myślą o tobie i tym, co nosiłeś do tej pory, nie marudź i nie urządzaj scen, bo naprawdę nie oddam ci dresu, nie wyjdziesz w nim na scenę, tym bardziej, że to jeden z najważniejszych koncertów, po którym świat pozna prawdę
-nie obchodzi mnie to, w czym mnie zobaczą, oddaj mi dres, póki jeszcze ładnie cię proszę
-Harry! – woła stylistka – Harry! Pozwól tu na moment, potrzebuję cie!
-tak? – zjawia się po niedługiej chwili
-mógłbyś proszę, przekonać swojego chłopaka do założenia tego, co kupiłam i przygotowałam specjalnie dla niego? Próbuje od dwudziestu minut, a on wcale mnie nie słucha. Nawet moja Lux nie jest taka uparta, a wierzcie mi, potrafi pokazać, na co ją stać, gdy się na coś uprze! Zresztą nie raz sami próbowaliście ją nakłonić do czegoś innego, niż ona chciała, więc wiecie, o co mi chodzi. Ale Niall – wskazuje na niego dłonią – no przecież on dziś pobija wszelkie rekordy, uparciuch jeden – poddaje się – i proszę, pospieszcie się, niedługo wasz ważny koncert – informuje i znika z garderoby
-Ni, słoneczko – Styles łapie Irlandczyka w ramiona
-nawet nie próbuj, tak ci się nie uda, ja nie zmienię zdania – chłopak odwraca głowę
-ale kochanie, załóż to, co dostałeś. Lou się tak starała, by te ciuchy były w takim stylu, jak styl twoich ubrań, które zakładałeś do tej pory, tylko nieco wygodniejsze dla ciebie i naszej małej, która bez przerwy rośnie – przywiera do warg ukochanego i już wie, że wygrał
-ale oni będą się ze mnie śmiać – pochmurnieje – a ja nie chcę by nas obrażali
-nie będą, zobaczysz, wszyscy będą zachwyceni
-ale ja chce dres – wygina usta w smutną podkówkę – więc loczek znów go całuje
-obiecuje ci, że dostaniesz go wtedy, gdy nasza księżniczka urośnie na tyle, by i w tych spodniach było ci niewygodnie. Zgoda?
-no okej – zgadza się niemrawo – jesteście uparci
-to ty jesteś małym uparciuchem, słonko jak taki mały osiołek
-wcale, że nie – przeczy i wciąga rękę po spodnie, których tak bardzo nie chciał zakładać
-będziesz miał swój dres szybciej, niż ci się wydaje Ni – pociesza – nim się obejrzysz zacznie się siódmy miesiąc i ta panienka będzie potrzebowała jeszcze więcej miejsca – dodaje głaszcząc tak bardzo widoczny już brzuszek ukochanego.
Od rozpoczęcia kluczowego koncertu dzielą ich zaledwie ostatnie minuty, jednak to show zaczyna się zupełnie inaczej, niż wszystkie inne muzyczne imprezy. Ten pokaz będzie pierwszym, który rozpocznie nowy etap w życiu Nialla i Harry’ego, a także kolejnym istotnym momentem całego zespołu. Koncert, który zdradzi światu skrywaną do tej pory tak ważną i zmieniającą wszystko, tajemnicę. Słyszą odliczanie, gdy przybijają sobie piątki dla otuchy i wsparcia. Tym razem nie rozpoczynają od wstępnego filmiku podróży dookoła świata i żywej mieszanki melodii ich piosenek. Tym razem tylko jedna jedyna stróżka światła oświetla wyjście na scenę, wprowadzając nerwową atmosferę i całkowite zdziwienie u fanek, które momentalnie stają się cichsze. Nagle w wyjściu zza kulis pojawia się trójka przyjaciół, a dziewczyny ponownie głośno piszczą z radości, dopóki Liam nie ucisza ich prośbą.
-hej! – Payne woła radośnie – dziś zaczynamy troszkę nietypowo..
-ale musimy wam coś ogłosić – kontynuuje Zayn
-więc prosimy was o chwilę uwagi i całkowitej wyrozumiałości – dodaje Lou, po czym światło padające na ich twarze powtórnie przenosi się na wejście i oświetla wejście na scenę, dlatego stoją w bezruchu i ciszy nieco zdenerwowani, czekając na kolejną reakcję wszystkich zgromadzonych.
-dlaczego trzeba ostrzegać ludzi, przed wszystkim, przed tym, kim się jest? Przed tym, jakie ma się życie? Dlaczego po prostu nie można być sobą? – Horan mamrocze wtulony w pierś chłopaka, kiedy czekają na moment wyjścia na scenę
-przykro mi to mówić, ale świat nie toleruje inności, dobrze o tym wiesz – szepcze okrutną prawdę w jego pachnące owocami włosy – ale z drugiej strony, nie można z góry przewidzieć, jak nas ludzie potraktują, dobrze czy źle, pewnie będą i tacy i tacy, ale spokojnie
-zniszczą nas i znienawidzą, a to wszystko tylko i wyłącznie moja wina – głos starszego chłopaka załamuje się
-kochanie, mówiłem ci już, gdyby nie ja, nie byłoby naszego dziecka i twojej ciąży, wiesz?
-tak, wiem, że dziecka nie mogłem zrobić sobie sam
-dlatego bądź spokojny i nie daj się niczym zbić z tropu, nie możemy pozwolić, by cokolwiek i ktokolwiek przejęło nad nami kontrolę, będzie tak, jak my tego chcemy
-nie wiem, co ja bym bez ciebie zrobił – odpowiada
-a ja bez ciebie – dodaje – wszystko to, co ma dla mnie znaczenie, jest ukryte tu – przykłada jedną dłoń do jego serca, a drugą do brzucha – właśnie tu – kontynuuje spoglądając w błyszczące tęczówki chłopaka, a potem nieco się pochyla łącząc swoje usta, z tymi należącymi do miłości jego życia
-wiesz, w sumie to cieszę się, że nasz sekret pozostał w ukryciu tak długo
-tak, ja też, przynajmniej miałeś spokój z paparazzi i fankami przez ten czas, ale teraz pewnie nieco się to zmieni
-nie szkodzi, bo mnie ochronisz, jak mój prywatny superbohater
-oczywiście, że tak, zawsze cię ochronię, nawet, jeśli miałbym ryzykować własne życie
-oh – westchnął – kocham cię
–ja ciebie też – brunet wypowiada słowa wyznania niemal bezgłośnie w kierunku Irlandczyka, kiedy razem opuszczają zatopione w ciemnościach kulisy.
Oczekiwanie całej areny na kolejny ruch zespołu, zdaje się trwać wieczność, a w tłumie słychać już poruszenie, niezrozumienie i szepty, gdy nagle z ciemności wyłaniają się dwie drobne postacie.
Harry bez przerwy obejmuje Nialla w pasie i powoli prowadzi go, do czekających na nich chłopców i fanek. Z jego twarzy można odczytać strach, przerażenie, ale również niewypowiedzianą, błagalną prośbę o spokój i wyrozumiałość dla tego niewyjaśnionego, owianego zagadkami, wydarzenia, które wszyscy mogą właśnie zobaczyć na własne oczy. Na arenie zapada nagła cisza, słychać jedynie urywane oddechy przy mikrofonach. Każde najdrobniejsze spojrzenie jest skierowane na przybyłą dopiero parę, której przyjaciele posyłają pocieszające, delikatne uśmiechy, by przypomnieć, że nie są z tym wszystkim sami i oni zawsze będą z nimi.
-cześć wszystkim – Styles włącza swój mikrofon i odzywa się nieśmiało, bez tej odwagi, którą miał na każdym poprzednim show – wiem, że nie takiej niespodzianki się spodziewaliście, wiem też, że to nie dodatkowy koncert w mieście, spotkanie z nami czy nowa seria kosmetyków, ale mam nadzieję, że nie uciekniecie stąd i nie zostawicie nas – mówi i rozgląda się po całej arenie pogrążonej w ciszy, jednocześnie mocniej przytulając błękitnookiego, by choć nieco się uspokoił – wiemy, że to może wydawać się dziwne i niemożliwe.. – zawiesza – ale tak to właśnie wygląda, ja i Niall spodziewamy się dziecka – kontynuuje rozglądając się dookoła – zapewniam was, że to niczego nie zmieni, bo cała nasza piątka – wskazuje na każdego z przyjaciół – wciąż będziemy grać razem, tak jak do tej pory. Nie będzie żadnego rozpadu naszego zespołu, nie pozwolimy na to. Więc jeśli mogę was o coś prosić, to proszę o zrozumienie i wyrozumiałość, bo nie chciałbym, by ktokolwiek oczerniał moją rodzinę i najlepszych przyjaciół. Będę wam za to ogromnie wdzięczny i do końca życia pozostanę waszym dłużnikiem. Wiem, że do tej pory nie dostaliście żadnych okazji do odkrycia tego maleńkiego sekretu – wskazuje na brzuch niebieskookiego – bo wszystko było znakomicie ukryte, ale koniec z tą tajemnicą, bo postanowiliśmy o wszystkim wam już powiedzieć. Zdajemy sobie sprawę, że na ogół wszystko to, co wygląda normalnie, nie zapowiada takich zmian, jak ta, i nikt nie podejrzewał, że cokolwiek takiego się wydarzy, ale jednak stało się. Mamy tu cud, dlatego chciałbym, żebyście dobrze zastanowili się nad każdym kolejnym wypowiedzianym przez was słowem, czy oburzonym krzykiem, ponieważ każde z nich będzie stresowało zarówno nas, jak i Nialla z dzieckiem, a tego nie chcemy, on nie może się teraz niczym martwić. A wy chyba nie chcecie sprawić, żebyśmy odeszli w cień i nie pokazywali się już w ogóle na waszych oczach – kończy swoją przemowę – a teraz uważam, że powinniśmy zacząć zabawę! – krzyczy radośnie, a na całej sali rozbrzmiewają oklaski i okrzyki radości, co sprawia, że Niall wzrusza się i dziękuje wszystkim swoim fanom.
Podczas dalszej części koncertu wszyscy są pełni niekończącej się energii i radości, a fani chętnie śpiewają wszystkie utwory i bawią się wraz z nimi. Chłopcy biegają po scenie, jednak co jakiś czas zwracają uwagę blondynowi, by usiadł i śpiewał z podestu, na co ten wzdycha i zaczepia ich, kiedy fanki wykrzykują w jego kierunku entuzjastyczne pozdrowienia. Harry, po raz pierwszy od czasu, w którym związał się z Niallem, nie musi się przed nikim ukrywać tego, co czuje. Nie musi panować nad tym, co chciałby robić w danej chwili, aż tak bardzo, dlatego co chwila pojawia się przy Horanie i przytula go z ogromnym uśmiechem na ustach.
.. I wish that I could take you to the stars
I’d never let you fall and break your heart
And if you wanna cry or fall apart
I’ll be there to hold you..
.. Oh, I will carry you over
Fire and water for your love
And I will hold you closer
Hope your heart is strong enough
When the night is coming down on you
We will find a way..
Przepełniająca ich radość i szczęście, to zbyt małe określenie na to, jak czuli się chłopcy, gdy wszystko kierowało się na dobrą drogę, pozostawiając niepotrzebne obawy i strach daleko za sobą. Czuli, że postąpili słusznie i razem wszystko im się uda, bo zawsze będą mogli liczyć na siebie i przyjaciół. Bo teraz, gdy mogą wsłuchać się w siebie i analizować swoje życie na spokojnie, zrozumienie celu, do którego dążą, okazuje się łatwiejsze niż dotychczas, a to przywraca wyczekiwaną równowagę i stałe poczucie bezpieczeństwa. Bo gdy wie się, że można liczyć na bliskich i zawsze ktoś wyciągnie swoją pomocną dłoń i okaże dla nich wsparcie, życie okazuje się dużo prostsze i przyjemniejsze.
.. The story of my life, I take her home
I drive all night to keep her warm and time
Is frozen.. the story of, the story of..
..The story of my life I give her hope..
***
-Niall? – loczek odzywa się, przerywając ciszę, kiedy leżą razem w swojej sypialni, wciąż delikatnie przesuwając dłonią po ciepłej skórze na brzuchu Horana
-tak? – odpowiada, mocniej zaciskając dłoń na palcach Stylesa
-czy ty jesteś w pełni świadomy tego, że zaczął się właśnie trzydziesty tydzień? Że to już ósmy miesiąc twojej ciąży?
-tak, wiem o tym bardzo dobrze. To już trzeci trymestr. I co w związku z tym?
-jak to, co? To już prawie końcówka. Nim się obejrzymy zaczniesz mi tu rodzić. To już naprawdę niewiele czasu
-nawet mi o tym nie przypominaj. Umrę z bólu i cierpienia – chowa głowę w bluzie Stylesa – ja po prostu sobie umrę i więcej mnie nie zobaczysz
-nawet nie gadaj mi takich głupot – gani go – dasz radę, pomogę ci, jak tylko będę potrafił, ale teraz nie zmieniaj tematu, który zacząłem, zostało nam bardzo mało czasu – mówi poważnie
-już to słyszałem, co z tym dalej? – odrzeka, bawiąc się szczupłymi palcami bruneta
-a to, że my nic nadal nie przygotowaliśmy
-jakie my? Jakie my? To ty nic nie zrobiłeś, to znaczy nie, zrobiłeś, nasze dziecko mi zrobiłeś, ale wciąż to ty nic nie poczyniłeś w dalszym kierunku. Ja jestem w ciąży i mnie to wystarczy, a ty się martw, co dalej i załatw całą resztę – mówi, a mina Harry’ego ulega gwałtownej przemianie na zrozpaczenie. Czuje, że wszystko zepsuł, dlatego ma ochotę płakać, gdy nagle Niall zaczyna się głośno śmiać – żartowałem głuptasie – całuje go, gdy słyszy, jak szybko bije jego serce – wiem, że musimy zrobić dużo rzeczy zanim nasza księżniczka zawita w nasze progi, więc, od czego chcesz zacząć?
-jezu, ja zejdę przez ciebie kiedyś na zawał – przyciąga swojego chłopaka do siebie jeszcze bliżej i oplata jego ciało ramionami – widzisz aniołku – dotyka brzucha – twój tatuś jest niemądry i ja kiedyś przez niego umrę – kontynuuje, gdy pod palcami czuje delikatne kopanie nóżek dziecka, więc ciągnie nadgarstek Nialla by i on przyłożył tam swoją dłoń – tak właściwie, to potrzebuję cię do wybierania i decydowania, do niczego więcej, bo tak nie pozwolę ci robić niczego innego – kładzie drugą dłoń na ręce swojego kochanego, który ma ją na swoim dużym brzuchu
-domyśliłem się tego
–ty i księżniczka będziecie odpoczywać, a ja i chłopaki zajmiemy się resztą. W końcu zobowiązali się nam pomóc w przygotowaniach pokoiku dla maleństwa i we wszystkim tym, w czym będziemy potrzebowali pomocy.
Loczek zniża się do wysokości brzucha ukochanego, ostrożnie unosi jego polarową bluzę wraz z bluzką, a następnie siada między nogami Irlandczyka i przykłada dłonie do rozgrzanej skóry chłopaka. Palce bruneta delikatnie muskają jego ciało, kiedy kreśli różne wzroki i rozpoczyna swój wesoły monolog skierowany do dziecka, w ogóle nie zastanawiając się nad tym, jak to może wyglądać z boku, a Niall po prostu przygląda mu się z uśmiechem na ustach i przepełnia go szczęście, gdy widzi jak zielonooki oddaje się całej sytuacji i jak wczuwa się we wszystko. Cały obrazek rozczula jego małe serduszko do tego stopnia, że czuje napływające do oczu łzy, a w dodatku odnosi wrażenie, że ten moment ktoś im błogosławił, ponieważ wokół panuje przyjemna i magiczna atmosfera zwykłego dnia, a taki Harry, który z każdą chwilą staje się troskliwym ojcem i partnerem życia, jest wspaniały, cudowny, uroczy i kochany i Niall ma nadzieję, że tak będzie już zawsze, już zawsze będzie tak wspaniale jak teraz – będą sobie radzić i będzie w porządku – i nigdy się to nie zmieni, bo w życiu należy się starać, by wszelkie historie dobrze się zakończyły, ponieważ mamy na to ogromny wpływ. Musimy tylko samodzielnie podejmować decyzje i być wystarczająco odważnym, by walczyć o szczęście pomimo przeciwności i strachu o niepowodzenie, bo skrywanie się we własnej duszy i zamykanie się na bliskich i świat nie przyniesie niczego dobrego – to tylko sprawi, że zrobimy olbrzymi krok w tył, oddalając się od szczytu sukcesu. Należy przy tym wszystkim mieć oparcie w najbliżej sercu osobie, która nieświadomie, w każdej chwili, daruje nam coś, co trudno nazwać, co jest tym, bez czego nie moglibyśmy funkcjonować, osobie, która porusza w nas coś, o istnieniu czego nie mieliśmy wcześniej pojęcia. Osoba, która jest i zawsze będzie cząstką naszego życia, która sprawi, że nie tracimy z oczu tego, czego pragniemy, nawet w trudnych chwilach, gdy zdaje się, że świat i wszyscy wokoło są silniejsi, bo oboje dążymy do tej samej gwiazdy, oboje się wspieramy i dajemy nadzieję na lepsze jutro. A w końcu sekret tkwi w tym, by się nie poddać.
***
Gdy Horan nareszcie słyszy warkot odjeżdżającego z pod domu samochodu, wzdycha z ulgą i opada na kanapę w salonie, gdzie rozkłada się wygodnie, mając nadzieję, że choć przez chwilę będzie mógł odpocząć od ciągłych pytań Harry’ego i reszty chłopców o swoje samopoczucie i stan dziecka, bo choć wszystkich bardzo kocha i jest wdzięczny za pomoc, troskę i opiekę w każdej sekundzie doby, uważa, że wszyscy nieco przesadzają w ostatnich dniach, a przecież on jeszcze nie rodzi, to dopiero rozpoczynający się dziewiąty miesiąc. W końcu ma przeczucie, że do porodu został mu jeszcze dość długi czas i wytrwa całe czterdzieści tygodni, ale nikt nie chce mu wierzyć, mimo że to on jest w ciąży a nie ktoś inny. Zresztą czuje się wspaniale i w pełni sił, co pochwaliła na ostatniej wizycie dr.Vi, więc promienieje, mimo zdarzających się bólów nóg, pleców czy brzucha przez wielogodzinne treningi kopania ich córeczki, dlatego nie chce martwić się na zapas i szykować na poród na miesiąc przed czasem.
Gdy włącza laptopa i loguje się na twittera, jednocześnie otwierając kilka kart z różnymi forami plotkarskimi by zobaczyć, co się o nich pisze, ma nadzieje, że Harry’emu nie przyjdzie do głowy wydzwaniać co pięć minut, by dowiedzieć się, że jeszcze nic się nie zaczęło, a on wciąż spokojnie siedzi w domu i nie wybiera się do szpitala urodzić mu córki. Od razu wyrzuca z głowy głupią myśl i zabiera się za czytanie wysłanych do niego tweetów z gratulacjami i serdecznymi życzeniami, a także powtarzającymi się pytaniami o samopoczucie i nienarodzone jeszcze dziecko. Uśmiecha się, czytając niektóre wiadomości i zabawne komentarze, gdy nagle przerywa mu donośny dzwonek do drzwi. Niechętnie podnosi się z miękkiej kanapy i udaje się na korytarz, by sprawdzić, kto śmiał przeszkodzić mu w wolnym czasie przeznaczonym tylko dla niego.
-hej tatuśku! – radosny głos rozbrzmiewa w jego głowie, a zmarznięta dziewczyna ostrożnie rzuca się na niego i przytula go mocno, jeszcze zanim jego mózg zakoduje, kto raczył złożyć mu niezapowiedzianą wizytę
-Gemma? A co ty tutaj robisz? – pyta zaskoczony
-przyszłam odwiedzić mojego przyszłego szwagra – odpowiada, pospiesznie ściągając z siebie ciepłą, lekko ośnieżoną kurtkę, czapkę i buty, a Horan zamyka za nią drzwi
–niech zgadnę, Harry cie tu przysłał, prawda? – pyta podejrzliwie, gdy znajdują się już w salonie
-nie – zaprzecza z lekkim uśmiechem i wciąż zaróżowionymi z zimna policzkami i nosem
-oh proszę cię, nie kłam mi tu
-a co, wolałbyś telefon dzwoniący co pięć minut bez przerwy?
-nie – odpowiada bez zastanowienia
-no właśnie, więc powinieneś być mi wdzięczny, niewdzięczniku
-dzięki – posyła jej przepraszający uśmiech - a co ty mu powiedziałaś, że się zgodził?
-postanowiłam trochę go uspokoić i obiecałam, że do ciebie wpadnę i zajmę się tobą do ich powrotu. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko i wolisz moje towarzystwo niż jęczącego ci do ucha Harry’ego, choć w sumie to ja sama nie wiem – zamyśla się – może lubisz jak ci bez przerwy jęczy – chichocze, a na jej policzkach pojawiają się niemal identyczne dołeczki, jak te Stylesa
-Gemma! – woła i czuje, jak jego twarz przybiera odcień ciemnej czerwieni
-dobra, dobra, nie wnikam, co robicie i co lubicie – śmieje się nadal – to jak, mogę zostać i potowarzyszyć ci w ten szary dzień?
-możesz, ale pod warunkiem, że nie będziesz pytać w każdej minucie, czy rodzę, wtedy pozwolę ci zostać ze mną do ich powrotu
-obiecuje, ale.. – zaczyna
-a gdyby coś było nie tak – wtrąca się, gdy dziewczyna zaczyna mówić – dam ci znać, jasne, nie ma sprawy, ale nie martw się bardziej niż ja - zrobić ci coś do picia? – proponuje przyjaźnie
-ja zrobię – wstaje – a oprócz herbaty chcesz coś zjeść?
-a wiesz, że ja nie jestem kaleką, tylko facetem w ciąży? I mogę sam przygotować sobie i tobie gorącą herbatę?
-a to nie to samo, niepełnosprawny i facet w ciąży? – pyta ze śmiechem i podnosi się z fotela, a blondyn rzuca w nią poduszką
-to nie to samo, wariatko
-aj cicho już, ja zrobię
-z ciebie taki sam uparciuch i głupek jak z Harry’ego, widać, że jedne geny i pokrewieństwo was łączą
-pamiętaj, że to ja jestem wybitniejszą osobą tej rodziny, a nie ten półgłówek, zawsze będę lepsza i mądrzejsza od niego – pokazuje mu język z szerokim uśmiechem i wychodzi do kuchni, a kilka minut później wraca do salonu z herbatą i przekąskami
-dzięki
-nie ma za co – przysiada się do Irlandczyka i w ciszy popijają herbatę
-Gemma? – Horan nagle przerywa milczenie
-tak? – zerka na niego
-myślisz, że Harry jest pewny swoich uczuć? – pyta nerwowo bawiąc się rąbkiem bluzy
-nigdy nie widziałam go w takim stanie, w jakim jest teraz, on jest najszczęśliwszym człowiekiem na świecie Niall – zapewnia – ale hej, czym ty się martwisz głuptasie?
-że to się skończy szybciej, niż się zaczęło – szepta, a w jego oczach pojawiają się łzy, więc Gemma pospiesznie przytula go bez zastanowienia
-czego się boisz? – pyta pocierając jego plecy w uspokajającym geście
-wszystkiego, boję się wszystkiego Gemma – mamrocze
-a czego boisz się najbardziej?
-samotności – szepta, gdy łza spływa po jego policzku – i tego, że nikt mnie nie zrozumie
-w sensie, że Harry miałby cie zostawić?
-mhm – kiwa głową i pociąga nosem
-zapomnij, wiem, że mój brat jest głupi, ale nie aż tak. I o resztę też się nie martw, poradzicie sobie, a w razie czego, wiesz, że możecie na nas liczyć, ja pomogę zawsze, jeśli będzie taka potrzeba
-tak myślisz? – upewnia się
-tak, tak właśnie myślę Niall i wiem, że to, co się między wami dzieje jest niepowtarzalne i wyjątkowe, a Harry nigdy nie doświadczył czegoś takiego. On jest ci oddany bardziej niż muzyce, którą kocha od urodzenia, wiesz? – uśmiecha się do niego przyjaźnie – i sądzę, że o zrozumienie twoich myśli i uczuć, nie musisz się bać, bo wasza dwójka rozumie się jak nikt inny. Wy zawsze wiecie, rozumiecie i widzicie więcej niż wszyscy dookoła. To nie może się wam nie udać Ni – pociesza go – z maleństwem też dacie radę, co prawda rodzicielstwo to nie jest prosta rzecz, ale wy macie siebie i przyjaciół, a do tego zawsze są rodziny, które pomogą wam jak tylko będą mogły i na tyle ile wy im na to pozwolicie
-a jeśli jednak sobie nie poradzimy? – pyta, a przerażenie sprawia, że jego serce przyspiesza
-hej, mały, po pierwsze to się uspokój, jeśli chcesz ze mną rozmawiać, bo ja nie zamierzam zaraz dzwonić do swojego brata, że zacząłeś mi tu rodzić przed terminem, a po drugie, wiesz, nie mogę ci powiedzieć, że wszystko pójdzie wam z górki, świat niestety może nas zranić na wiele rozmaitych sposobów i nie zawsze jesteśmy w stanie wszystkiego uniknąć, na pewno spotkają was jakieś przykrości, czy drobne kryzysy, tak samo jak i mnie, jak waszych przyjaciół, jak wszystkich. Ale musisz pamiętać, że nasze życie właśnie na tym polega, by szukać rozwiązań i odpowiednich taktyk, by wyciągać wnioski z sukcesów, ale także porażek i potknięć. Jeszcze parę tygodni i wasze życie zmieni się bardziej niż stało się to przez ciążę i wasz związek, ale to dla was nowy początek, zaczniecie wszystko od nowa, tak jakby od zera. W waszej historii rozpocznie się nowy rozdział, w którym nikt wam nie powie, co macie i co musicie, będziecie zobowiązani do większości rzeczy dochodzić sami, ale jeśli będziecie szczerzy w swoich uczuciach, będziecie się wspierać, a przede wszystkim pozostaniecie sobą, tak jak do tej pory, nic złego was nie spotka i dostaniecie się na szczyt sukcesu razem
-jesteś wspaniała Gemma, dziękuje ci tak bardzo – Horan szepta – nawet nie wiesz jak się cieszę, że Harry ma taką cudowną siostrę
-aw – uśmiech znów dosięga jej twarzy – już bez przesady – macha ręką
-i myślę, że nasze dziecko, będzie miało najlepszą ciocię pod słońcem, która czegoś mądrego je do życia nauczy, a nie zdemoralizuje jak Louis – śmieje się
-to miłe, co mówisz
-taka prawda Gemma, nadajesz się na jakąś psycholożkę czy coś
-dzięki, zawsze do usług, pamiętaj. A jeśli kiedykolwiek ten głupek będzie cie wkurzał, daj mi znać, z wielką chęcią wygarnę co nieco mojemu bratu
-dobrze, będę pamiętał
-a tak w ogóle, cóż za dzieciątko nosisz w tym swoim brzuszku, bo ten gamoń nawet mi nie powiedział, gdy tak panikował i przypominał, co mam robić w razie czego
-będziesz się zajmować swoją siostrzenicą – niebieskooki informuje i uśmiecha się ponownie
-aww! Wybraliście już imię dla swojej zimowej księżniczki?
-hmm.. Elsa? – odpowiada po chwili śmiejąc się wesoło – nie, jeszcze nie wybraliśmy
-Kraina Lodu? Czemu nie Olafku kochający się przytulać – chichocze - a tak na poważnie, macie w ogóle jakieś propozycje?
-nie – zaprzecza powtórnie
-no to na co jeszcze czekasz, przejrzyjmy imienniki w Internecie! – woła ożywiona i wstaje po, wcześniej odłożonego przez blondyna, laptopa.
Całe popołudnie spędzają wspólnie na kanapie przed ekranem, ponieważ mroźna pogoda za oknem i ciemne, deszczowe chmury nie zachęcają do wyjścia na spacer. Wspólnie czytają o znaczeniu imion, które nadawałyby się dla małej, czy przeglądają inspiracje do urządzenia pokoiku dla dziecka i czas leci im w przyjaznej, radosnej atmosferze, dlatego nawet nie zauważają, gdy do salonu wpada spanikowany, krzyczący Styles, który rzuca się na Horana omal nie płacząc.
-hej Gemma, hej Niall – wita się Lou, wchodząc do salonu z radosnym uśmiechem na ustach
-wybaczcie za niego, nie mogliśmy go powstrzymać, gdy wysiadł z samochodu – Payne wtrąca, wzruszając ramionami – był nieznośny na zakupach – skarży się
-i przez niego i tą jego głupią obsesję nie mamy wszystkiego, po co pojechaliśmy – odzywa się Malik – panikował, że Niall zacznie rodzić, a jego przy tym nie będzie, więc będziemy musieli jechać jeszcze raz, po resztę wyprawki
-Harry – Niall odciąga od ciała wtulonego w niego chłopaka i przemawia do niego spokojnie i z opanowaniem – Harry – powtarza, gdy ten nie reaguje - uspokój się, słyszysz? Powiedz mi, czy ja wyglądam na kogoś, kto właśnie zamierza urodzić? – pyta, dalej trzymając go za ramiona – no wyglądam? – ponawia, a loczek kręci głową – czy ty sądzisz, że ja ruszyłbym się z tego domu do szpitala bez ciebie? Bez chłopaków? Bo jeśli tak myślisz, to trzepnij się w te swoją głupią makówkę – kończy całując go – nie pozwolę na to, by nasza córka urodziła się bez ciebie, nie martw się o to głuptasie
-to twoja wina idiotko! – Styles posyła siostrze wrogie spojrzenie, gdy odwraca głowę od swojego ukochanego
-Harry! Słownictwo! – upomina go Niall – jeszcze raz przeklniesz, czy wyzwiesz swoją siostrę, a tego pożałujesz – ostrzegł, a Gemma zaśmiała się pokazując bratu język – zobaczysz, nie pozwolę ci dotknąć ani mnie, ani twojej córki. Nawet w jednym pomieszczeniu z nami nie będziesz siedział – dokończył, a loczek westchnął
-miałaś do mnie dzwonić
-ale nie było powodu, nic się nie działo - wyjaśnia
-ale ja się martwiłem
-Harold - poważny ton głosu blondyna uciszył go – daj jej spokój, to ja nie pozwoliłem jej do ciebie dzwonić, bo nie było takiej potrzeby, miałeś razem z naszymi przyjaciółmi zająć się zakupami dla twojego dziecka, a ty co? Panikujesz i przez to znów będziecie jeździć po galeriach. Chociaż wcale się nie zdziwię, jeśli oni – wskazał palcem na trójkę siedzącą na drugiej sofie – mają cie już dosyć, więc cie zostawią i będziesz wszystko załatwiał sam
-przepraszam – spuszcza głowę – masz.. macie rację, panikuję zbyt dużo
-zdecydowanie zbyt dużo – zgadza się Horan – ale i tak będziesz wspaniałym ojcem, tylko trochę wyluzuj i uświadom sobie, że bez ciebie nigdzie nie pójdę.
***
Kolejne dwa tygodnie mijają na ciągłych przygotowaniach dziecięcego pokoiku, do którego blondyn nie ma wstępu i ostatnich czterech koncertach z trasy, na których Niall, choćby chciał, nie ma siły biegać ani skakać, dlatego większą część pokazu przesiaduje w miejscu, a jego jedynym ruchem, oprócz machania do dziewczyn, przekomarzania się z chłopakami na przemowach i przyjmowanie całusów od loczka, jest powolne i ostrożne przemieszczenie się w różne części sceny, by fanki w innych sektorach nie poczuły się urażone. I chociaż kochają występować, cała piątka niezmiernie cieszy się z następnej przerwy, przed kontynuacją zwiedzania stadionów w kolejnej trasie, ponieważ termin porodu zbliża się nieubłaganie szybko, więc Irlandczyk nie może być już na scenie.
***
-wróciliśmy! – Styles krzyczy od progu
-mam nadzieję, że to już wszystko – mówi Horan, gdy razem z Gemmą pojawiają się na korytarzu – i że to były wasze ostatnie zakupy i tym razem nie zapomnieliście o niczym
-chodź szybko! – Louis pospiesznie ciągnie go do salonu, gdy tylko Harry kończy się z nim witać – musicie zobaczyć te wszystkie urocze ciuszki! – woła radośnie, a potem wszyscy razem siedzą w pokoju, przeglądając dziewczęce sukieneczki, bluzeczki, spódniczki i całe masy innych maleńkich ubranek
-sądzicie, że będzie potrzebowała tylu ubrań? – pyta Niall, gdy w jego dłoniach ląduje kolejna torba z nieznanego mu sklepu dziecięcego
-wujek Zayn będzie dbał, żeby wasza księżniczka była małą damą – Mulat uśmiecha się szeroko
-ale to musiało kosztować fortunę! – lamentuje Irlandczyk, wznosząc ręce ku górze
-stać nas na to, jesteśmy gwiazdami – przypomina mu Lou – jeśli nam się zachce to kupimy jej ciuszki zdobione diamentami i też będzie świetnie
-o nie, ani mi się waż, żadnych drogocennych kamieni na moim dziecku, już lepiej zostańcie przy tych wszystkich ubrankach, których pewnie kupicie całe tony, bo jak wiecie dzieciaki szybko rosną i co chwila potrzeba im coś nowego – mówi, a zaraz potem rozczula się nad kolejnym dopasowanym komplecikiem małych ciuszków.
-podobają ci się? – pyta Harry przysiadając się za plecy ukochanego i masując je, gdy przyjaciele i Gemma odnoszą poskładane ubranka do szafek w pokoju dziewczynki
-są cudowne, tak niewyobrażalnie maleńkie i fantastyczne, prześliczne – szepcze, relaksując się pod dotykiem bruneta – jeśli Zayn będzie ją ubierał tak modnie, jak ubiera siebie, to o naszą pannę będą biły się tłumy – chichocze – będzie najmodniejszym dzieckiem na tej planecie
-już ja jej będę pilnował! – zapewnia – Zayn zadba o ubiór, Liam o jej edukację, a Louis będzie tym, który będzie kupował jej wszystkie zabawki, jakie tylko sobie zażyczy. Tak mi dziś zapowiedzieli, podczas naszej wyprawy po galerii handlowej
-rozpieszczą ją, wiesz o tym?
-będzie naszą małą księżniczką czy tego chcemy czy nie, wszyscy będą ją wiecznie rozpieszczać i kochać bezgranicznie – mówi rozmarzony, przekładając swoje dłonie, by dotknąć brzucha – już wkrótce – dodaje, a jego oczy lśnią radośnie
-pomyśl, że są jeszcze kochane babcie, które będą chciały dla tego aniołka wszystkiego – brunet szepcze przytulony do pleców Irlandczyka
-cii.. nawet nie chcę sobie tego wyobrażać, najważniejsze jest to, żebyśmy my ją kochali
-oczywiście, że tak kochanie
-a pamiętasz, że tej księżniczce trzeba wybrać imię? – Niall całuje Harry’ego, a ten przeciąga pocałunek, ponieważ jest spragniony jego dotyku i naprawdę nie ma teraz głowy, by ustalić tak ważną rzecz, jak imię ich córki.
***
-jak się czujesz kochanie?
-nie, nie rodzę. Będziesz wiedział, gdy to się zacznie – Niall wyprzedza jego myśli i słowa, wzdychając cicho
-potrzebujesz czegoś?
-ciebie, potrzebuję ciebie i twojego ciała, twojego ciepła i twojego dotyku, więc do cholery wracaj do łóżka natychmiast, tu, do nas, bo ja i nasza kruszynka bardzo się za tobą stęskniliśmy, przez te wszystkie wizyty naszych rodziców i rodzin chłopców – mówi stanowczo i czeka, aż loczek zjawi się obok niego, spełniając jego zachciankę – tak jest zdecydowanie lepiej, o niebo lepiej – podsumowuje, kiedy brunet wspina się na łóżko i kładzie przy nim przygarniając w swoje ramiona, więc Irlandczyk od razu ochoczo się w niego wtula
-chciałem, żebyś zobaczył gotowy pokój
-później! – krzyczy cicho – teraz ja i twoja córka chcemy ciebie – powtarza Horan i Harry już wie, że nie warto zadzierać z ukochanym i jego szalejącymi hormonami, dlatego ponownie potulnie obejmuje go ramieniem i muska jego skórę delikatnymi pocałunkami
-jak tak dalej pójdzie, dotrwasz do końca dziesiątego miesiąca – szepcze loczek, przenosząc wolną dłoń na brzuch blondyna
-mówiłem wam wszystkim, że urodzę dopiero w czterdziestym tygodniu – uśmiecha się
-w takim razie zostały ci niecałe dwa tygodnie – odpowiada spokojnie
-akurat tyle, by wybrać imię – odzywa się wplatając dłonie we włosy bruneta – jakieś pomysły?
-nie – zaprzecza – nie wybrałeś niczego z Gemmą?
-to nie z twoją siostrą mam dziecko, tylko z tobą, to będzie nasza córka, więc razem wybierzemy jej imię. Co prawda przejrzałem z twoją siostrą kilka imienników, ale to tylko dla zapoznania się z sytuacją, a nie konkretnym podjęciem decyzji
-w takim razie, poszukajmy czegoś w Internecie – mówi, wyciągając rękę po leżącego na szafce laptopa. Przez kilka chwil przeglądają różne strony z imionami, a także zapoznają się z ich znaczeniami.
-Alex? – pyta Niall
-kojarzy mi się z psem. Może Diana?
-nie – jęczy – a co powiesz na Amelię?
-nie – zaprzecza – Emily?
-jak jakaś babcia – odpowiada Horan – może Julie?
-mam złe skojarzenia przez Szekspira, może Justine?
-nie, bo to kojarzy mi się z Bieberem. Rose?
-nie pasuje mi. Nathalie? Sarah?
-nie.. – przeciąga – a może Harriet? Po tatusiu
-to będzie niesprawiedliwe. Może Lilly?
-to takie.. popularne.. – zamyśla się – myślę, że gdybyśmy mieli mieć syna, nie byłoby takiego problemu
-dlaczego?
-dalibyśmy mu na imię Narry, z naszych imion i byłoby i oryginalnie i sprawiedliwie i odpowiednio. Mielibyśmy problem z głowy – wzdycha – dlaczego to takie trudne?
-bo imię to ważna sprawa. Wiele osób wierzy, że ze znaczenia imienia częściowo bierze się charakter dziecka, dlatego wybranie właściwego wcale nie jest takie proste, jak pozory mówią
-to chyba mamy problem.. – przymyka powieki, lecz usta Harry’ego ożywiają go
-zostawmy to, myślę, że imię przyjdzie do nas i do niej samo, gdy tylko ją zobaczymy, a teraz pokaże ci jej pokój, chodź
-no dobrze, skoro tak uważasz, zgoda
-musisz zobaczyć, co przygotowaliśmy i gdzie będzie mieszkać nasza kruszynka, dopóki sama nam nie powie, jak chciałaby mieć urządzone wnętrze.
Harry prowadzi blondyna do pokoiku zaraz obok ich sypialni. Gdy wchodzą do środka loczek znajduje włącznik światła i używa go, co sprawia, że pokój rozświetlają tysiące zwisających z sufitu maleńkich światełek, wyglądających jak diamentowe kropelki deszczu. Podłoga jest pokryta jasnymi panelami i kilkoma puszystymi dywanikami w odcieniach fioletu, a ściany skąpane zostały w barwie jaśniuteńkiego beżu. Komplet dziecięcych mebelków wybranych przez przyjaciół jest w nutach jasnego brązu z maleńkimi słodkimi króliczkami na wierzchnich warstwach. Całość jest ze sobą bardzo zharmonizowana i dopasowana do niedużego pomieszczenia. Z prawej strony od wejścia ustawiona została szafa z ubrankami, a także komoda z szufladami i przewijakiem dla noworodków. Na ścianach wisi kilka półek, na których w równych rządkach poustawiane są jasne pluszaki. Okna są przysłonięte jasnymi firankami, które zapewnią komfort spania małemu dziecku, natomiast na środku pokoju stoi nieduże niemowlęce łóżeczko z przepięknym bladoróżowym baldachimem, ze złotą kokardą, sięgającym do samej podłogi. Niall zamiera w bezruchu, przykłada dłoń do ust i czuje jak po jego policzkach lecą łzy, bo nie potrafi poradzić sobie z emocjami, jakie właśnie ogarnęły jego umysł.
-dlaczego płaczesz kochanie? – Harry przytula ukochanego – coś nie tak? Coś ci się nie podoba? – pyta zmartwiony nagłym napadem płaczu chłopaka
-Nie podoba się? Nie, nie. W żadnym wypadku, wszystko jest w porządku – zaprzecza natychmiastowo – po prostu.. tu jest tak pięknie – błękitnooki szepcze tak cicho, jak gdyby bał się zepsuć panującą w pokoju magiczną atmosferę – przepięknie to wszystko urządziliście – mocniej przytula się do Stylesa, a po policzkach lecą mu kolejne łzy, ponieważ jego marzenia urzeczywistniają się coraz bardziej z każdą kolejną chwilą – i pomyśleliście nawet o nas i o tym jak będziemy spędzać tu czas z naszą córeczką – uśmiecha się przez łzy szczęścia, wskazując na duży podwójny jasnobeżowy fotel z puchowymi poduszkami
-tak, to wszystko dla ciebie, byś mógł wygodnie sobie usiąść, gdy będziesz ją karmił czy kołysał do snu, śpiewając kołysanki – brunet gładzi dłonią jego policzek
-ty też będziesz to robił, wiesz?
-z największą przyjemnością – stwierdza, całując Irlandczyka i ścierając jego łzy kciukiem
-ah – wyrywa się starszemu – tu są nawet nasze wspólne zdjęcia! – piszczy entuzjastycznie obracając się w kierunku fotela – i są w takich pięknych ramkach – podziwia
-to zasługa Zayna, to on to wymyślił, zresztą oni wszyscy bardzo mi pomogli w urządzaniu tego maleńkiego królestwa. Bez nich nie dałbym rady, a tak, razem ustalaliśmy, co i jak ma tu być, i nie jest tak stereotypowo, że wszystko w różu
-i to mnie właśnie cieszy. Nasze dziecko nie będzie różową landrynką
-i Gemma nam trochę pomogła, nadzorowała całą pracę, podpowiadając, co ci się spodobało, gdy razem przeglądaliście dziecięce strony internetowe
-a to mała małpa!
-ale zobacz, dzięki niej masz większość tych wszystkich uroczych ciuszków w szafkach i te wszystkie dodatki i pluszaki i pościel w łóżeczku! I to ona pomogła mi wybrać odpowiednią wanienkę, fotelik do samochodu i wózek!
-twoje siostra jest wspaniała
-ale ja bardziej?
-a idź ty zazdrośniku – pocałował go namiętnie – taka odpowiedź cię satysfakcjonuje?
-jak najbardziej! – zachichotał – ah, no i ta twoja wspaniała Gemma była ze mną po wszelkie akcesoria
-czy ja naprawdę nic nie mogłem ci pomóc?
-ty masz odpoczywać
-super – żachnął się
-ale zobacz, wszystkie butelki, smoczki, olejki do kąpieli i pieluszki i ręczniczki i kremy i wszyściuteńko jest już do naszej dyspozycji i o nic nie musimy się już martwić, więc teraz będziemy spędzać czas tylko razem
-nareszcie – Niall skradł kolejnego całusa
-mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę
-a to niby jaką?
-w naszej sypialni, będziesz miał kołyskę, tak wiesz, na pierwsze dni, by mogła być wciąż przy nas i by się przyzwyczaiła do nowego domu, bo na razie zna tylko potulne mieszkanko w brzuszku – zaśmiał się lekko klepiąc w skórę brzucha Irlandczyka – no i będzie tak na wypadek, gdyby musiała być z nami, bo coś by jej, odpukać, było. A, no i drugą będziemy mieć na dole, w naszym salonie
-nie za dużo? Nie przesadziliście trochę? – Horan spytał całkiem poważnie
-to może ja ci nie będę już mówił.. – zaczął Styles
-czego? – podejrzliwy głos chłopaka uzupełnił wypowiedź bruneta
-że łóżeczko do tourbusa i potrzebne tam akcesoria też są już w domu – powiedział zdecydowanie ciszej, jakby bał się, że niebieskooki rzuci się na niego i coś mu zrobi
-jesteście szaleni, po prostu szaleni. Konto w banku też już ma? Prywatne przedszkole i szkoła wybrana? Dom zacząłeś jej budować? – zapytał żartobliwie, gdy nagle Harry przestał się odzywać – chyba sobie żartujesz, że zrobiłeś cokolwiek z tych rzeczy, które wymieniłem – Harry!
-no co!
-coś ty zrobił?
-nic poważnego! Tylko założyłem jej konto w banku, a raczej jak na razie tylko ją pod nasze konta podłączyłem, jako dziecko, bo bez imienia nie mogłem stworzyć osobnego
-ja cie kiedyś normalnie zabiję Styles – wzdycha – zabiję i pochowam w ogródku, kwiatki będą mi lepiej rosły.
***
Gdy kalendarz chcąc nie chcąc wskazuje rozpoczynający się czterdziesty tydzień, Nialla budzą poranne skurcze i jest całkowicie pewny, że to ten dzień, że to właśnie dziś na świat przyjdzie ich mała królewna i wszystko będzie tak jak sobie zaplanował na początku.
-dzień dobry moje słoneczko – zielonooki wita go słodkim i czułym pocałunkiem, chwilę później, nie dając mu czasu na rozmyślanie i podziwianie – wyspani? – pyta, uśmiechając się promiennie
-cześć Harry, wyspani. Oczywiście, że tak, zawsze, gdy jesteś obok, jesteśmy wyspani i w humorze od samego poranka – również się uśmiecha i zastanawia się czy uprzedzić Stylesa o skurczach – nawet, jeśli za oknem prószy śnieg i na pewno jest duży mróz – chichocze spoglądając w kierunku odsłoniętego okna
-a jak tam moja maleńka córeczka? – zwraca się do brzucha
-no nie taka maleńka – obejmuje brzuch dłońmi – tylko się nie denerwuj – zaczyna Horan i ma ochotę przyłożyć sobie prosto w twarz, za to jak źle to rozegrał
-jezus Maria, co jest?! Coś z nią nie tak? – jego humor gwałtownie się zmienia i zaczyna panikować
-Harry – blondyn łapie go za dłoń, by przywołać go do porządku – który dziś jest? Wiesz, co dziś się zaczyna? – pyta i zerka w przerażoną buzię Stylesa – Piąty grudnia, czterdziesty tydzień ciąży. Od początku wszystkim mówiłem, że wtedy urodzę, a wy mi nie wierzyliście. Ale już wiem, że to będzie dziś, bo obudziły mnie takie specyficzne skurcze, o których na samym początku mówiła mi doktor Vi, dlatego wiem, jakie one są. Nie sposób ich pomylić z tymi, z całych dziesięciu miesięcy.
-jedziemy do szpitala! – zerwał się
-uspokój się. Harry, spokój! Jeszcze czas – mówi spokojnie – dam ci znać, jak będzie trzeba jechać – uspokaja go – nie pamiętasz, co mówiła pani doktor na ostatniej wizycie? Nie ma co przyjeżdżać z pierwszym delikatnym skórczem, bo i tak będziemy bezsensownie siedzieć na oddziale, a tak możemy spędzić ten czas wspólnie w domu – zielonooki wciąż wygląda na niepewnego – Hazz, słoneczko, naprawdę dam ci znać, jak się zacznie na tyle, żebyśmy musieli jechać do szpitala, zresztą sam to zauważysz. Twoja córka na pewno skrupulatnie da o sobie znać o odpowiedniej godzinie – dodaje
-no niech ci będzie – mamrocze wciąż niepewnie
-a teraz mój drogi, zabierz nas na dół, do chłopaków. Chcemy pyszne śniadanie.
Popołudnie mija całej piątce w dosyć spokojnej atmosferze. Żartują i wygłupiają się do czasu, w którym Niall nagle nie wybiega do łazienki i nie krzyczy po Stylesa, by ten zniósł mu z piętra przygotowany wcześniej czysty dres i torbę do szpitala, bo wody mu odeszły i trzeba natychmiast jechać. W ciągu minuty nad Harrym kontrolę przejmuje panika, dlatego próbuje znaleźć się w pięciu miejscach jednocześnie i naprawdę trzeba się nieźle namęczyć, by nieco go uspokoić i zaprowadzić wraz z wyjątkowo opanowanym Horanem do samochodu.
Gdy docierają na miejsce, zielonooki wyskakuje z samochodu jak poparzony i pomaga wydostać się z niego Horanowi, który dopiero teraz zaczyna zdawać sobie sprawę z powagi sytuacji i ogarnia go lekki strach, a potem całą piątką ruszają do recepcji kliniki, aby odnaleźć ich prowadzącą, całą ciążę, doktor Vi, która obiecała doprowadzić wszystko do końca odbierając poród, dlatego cieszy się na ich widok i zaprasza parę do swojego gabinetu, gdzie sprawdza stan i pozycję płodu na USG, a także wykonuje kilka niezbędnych badań rytmu serca maleństwa i ojca, podczas których skurcze blondyna nasilają się i stają się na tyle mocne i uporczywe, że z jego oczu swobodnie płyną łzy i Harry nie panuje nad tym, gdy sam zaczyna płakać. A kiedy lekarze zabierają ukochanego do sali, na którą brunet nie ma żadnego wstępu ani jakiegokolwiek podglądu, ponieważ położna zadecydowała, że tak będzie bezpieczniej z uwagi na to, że Niall jest mężczyzną, a nie kobietą i nie mogą przewidzieć, co może się wydarzyć podczas rozwiązania, Styles upada na kolana przed drzwiami pomieszczenia, w którym znajduje się jego miłość i rozpacza tak głośno, że przyjaciele błądzący na korytarzu nie mają najmniejszego problemu ze znalezieniem jego i miejsca, w którym obecnie przebywa i gdy tylko znajdują się przy nim, próbują go uspokoić i odciągnąć od szarpania białych potężnych drzwi, przytulając go na zmianę.
Największą bronią strachu jest jego zdolność czynienia nas ślepymi na wszystko inne, co znajduje się wokół nas. Kiedy ogarnia nas przerażenie, zapominamy, że są jeszcze inni, że są sprawy, o które należy walczyć nie bacząc na siebie, bo to nie wizja porażki i cierpienia przeraża nas najbardziej, tylko świadomość tego, że nie wiemy, co dzieje się z ukochaną nam osobą i jeśli jest ktoś, kto mówi, że miłość nie przynosi strachu, nigdy nie był zakochany.
Kiedy zza drzwi słychać coraz głośniejsze krzyki i nieprzerwany płacz, Harry nie może wytrzymać tego, jak bardzo rozrywa się jego serce, gdy jego ukochany tak bardzo cierpi a on nie może go wspierać, dlatego sam zaczyna wrzeszczeć i płakać, jak małe skrzywdzone dziecko, a w końcu szarpie się i wyrywa trójce przyjaciół, która podejmowała wszelkie próby, by go uciszać i utrzymać w jednym miejscu bez rzucania się po całym oddziale. Brunet bez zastanowienia wbiega do sali, gdzie nawet nie chce i nie zwraca uwagi na żadnych lekarzy, ani dodatkowy personel, który bezzwłocznie każe mu opuścić pomieszczenie i poczekać na zewnątrz. Dobiega do załamanego Nialla, którego twarz jest spocona i ciemnoczerwona przez wysiłek i każdy nawet najcichszy krzyk i każdą najmniejszą łzę i pochyla się nad nim, splatając ich dłonie razem, a potem płaczą razem z bólu i bezsilności. Starszy chłopak nieco się uspokaja i szepcze bardzo ciche podziękowania za przyjście do niego mimo wszelkich zakazów. Styles całuje dłonie i policzek ukochanego, by wesprzeć go i przywrócić mu siły. Stara się pocieszać go i szeptać, jak bardzo go kocha, by ten zajął myśli czymś innym niż rozdzierającym bólem w dolnych partiach ciała. Harry wplata swoją dłoń w farbowane blond włosy swojej miłości i zgarnia grzywkę ze spoconego czoła. Minutę później niebieskooki mocno zaciska swoje palce na dłoni zielonookiego, na co ten zgadza się mimo bólu, bo wie, że to pomoże. Chwilę później Horan dzięki ukochanemu i jego wsparciu koncentruje się i z całych sił prze tak długo, aż jego histeria i własny krzyk nie ustępuje temu, należącemu do ich własnej, maleńkiej córeczki.
Zdezorientowany całą sytuacją Harry zostaje poproszony o przecięcie pępowiny, a potem dziewczynka zostaje zabrana do kąpieli i na szybkie badania, by oczyścić ją z krwi i sprawdzić jej stan zdrowia w skali noworodków, a loczek nie martwiąc się o córkę w rękach zaufanej doktor Vi, pospiesznie wraca do zmęczonego chłopaka, któremu ociera łzy z całej wciąż zaróżowionej buzi i całuje go mocno w usta.
-udało ci się Ni – szepta – jestem z ciebie tak bardzo dumny. Kocham cię! – mówi, przyglądając się błyszczącym od łez i radości niebieskim tęczówkom Horana
-nam się udało Harry. To dzięki tobie mam to już za sobą – odpowiada – gdyby nie to, że udało ci się tu dostać, mógłbym skończyć nawet na cesarce, bo bez ciebie nie miałem motywacji i energii
-wiem słoneczko
-a oni nie słuchali, gdy im mówiłem, że mają cie zawołać, bo bez ciebie to nic z tego
-nie myśl już o tym, masz to już za sobą i wszystko jest dobrze i z tobą i z naszą księżniczką
-cieszę się
-więc korzystając z okazji, że mała jest jeszcze na badaniach, zabieram cie na szybki prysznic, bo sam nie jesteś w stanie tego teraz zrobić, jesteś zbyt słaby, a to ci się teraz należy – dodaje, wyciągając dłoń do blondyna.
Brunet nie opuszcza Irlandczyka nawet na krok i zaraz po tym jak pomógł mu się odświeżyć razem z nim przenosi się do sali, gdzie czekają już na nich przyjaciele. W chwili, w której loczek wdrapuje się na łóżko Horana i przytula go do siebie, do sali wchodzi młoda pielęgniarka wraz z maleńkim zawiniątkiem, które pośpiesznie, lecz jednocześnie ostrożnie, podaje w ramiona wyczerpanego blondyna, który mimo zmęczenia uśmiecha się radośnie, gdy czuje ciepło maleństwa w swoich rękach. Łzy ponownie pojawiają się na ich twarzach, gdy mała na kilka krótkich chwil otwiera oczka i nieświadomie uśmiecha się do nich. Harry wtula się w Nialla jeszcze bardziej, obejmując jego i córeczkę swoim ramieniem, przyglądając się obojgu z troską i miłością.
-jej tęczówki są mieszaniną naszych, przepiękne i magiczne – szepcze Styles
-i będzie miała ciemne blond loczki – Niall dodaje równie cicho, delikatnie głaskając dziewczynkę po główce – jak my jej w końcu damy na imię? – pyta zerkając na zielonookiego
-Virginia? – brunet odpowiada po chwili namysłu i spoglądania na noworodka w ramionach Horana – dajmy jej na imię Virginia
-prześlicznie, czuję, że do niej pasuje – szepcze, składając ostrożny i delikatny pocałunek na czółku maleńkiej dziewczynki – tak bardzo cię kocham, ciebie i ją i was chłopaki – spogląda w kierunku uśmiechniętych przyjaciół siedzących w kącie niedużego pomieszczenia – Nawet nie wiecie jak bardzo jestem wdzięczny za to, co się wydarzyło i za to, co mam teraz i za to, że mam was wszystkich przy sobie. To chyba najpiękniejsza i najszczęśliwsza chwila w moim życiu – szepcze, ponownie się wzruszając.
Szczęścia nie da się zdefiniować, opisać można jedynie nieszczęście. Szczęście nie jest ani dziełem przypadku, ani darem bogów. Szczęście to coś, co każdy z nas musi wypracować dla samego siebie - przestań być nieszczęśliwy, to zrozumiesz. Miłości również nie można zdefiniować, ale brak miłości można. Kiedy pozbędziesz się braku miłości – zrozumiesz i to. A kto nie ma odwagi starać się o swoje szczęście i miłość, tym samym udowadnia wyraźnie, że tego szczęścia w życiu nie jest wart.
niedziela, 22 lutego 2015
Rozdział IX
Tego poranka Harry budzi się jako pierwszy i pierwsze co robi, to
promienny uśmiech do samego siebie, ponieważ u jego boku leży miłość
jego życia wraz z nienarodzonym jeszcze maleństwem.
Zielonooki przygląda się smacznie śpiącemu blondynowi i jednocześnie rozmyśla o tym, jak to jest być w ciąży i jak Niall się z tym czuje, a także o tym, jak wielki wydarzył się cud, za który oboje powinni być wdzięczni wszystkim świętym, tam, u góry. Czuje, że jego najpilniej strzeżone marzenia ukryte w głębi serca, zaczynają się przypadkowo spełniać. Przypomina sobie również wszystkie chwile i dziwne sytuacje, podczas których tłumaczył przed chłopakami Horana i jego niezrozumiałe zachowanie – wszelkie zachcianki, napady złości i ataki paniki czy histerię, a także nagłe zmiany nastroju i bóle – a teraz zdaje sobie sprawę, że za każdym razem bronił sekretu ciąży chłopaka i nic o tym nie wiedział. W jego myślach pojawiają się również sprawy, które będą musieli załatwić w najbliższym czasie, a przede wszystkim to, że będą musieli poinformować o wszystkim swoich rodziców i przyjaciół z zespołu. Kłamstwem byłoby powiedzenie, że Styles się nie bał. Strach doszczętnie wkradł się w jego dusze, jednak starał się go ignorować, by być wsparciem dla Horana w każdej chwili i w każdym momencie. Wmawiał sobie, że bez względu na to, co powiedzą inni, zostaną razem i to on będzie musiał wykazać się odrobiną odwagi i wytrwałości, by ochronić swoją rodzinę – nie mógł tego zawalić, nie teraz, gdy dowiedział się jak poświęcił się dla nich jego ukochany, który dzielnie strzegł ich maleńkiej kruszynki przed całym złem świata i wszystkimi złymi osobami.
-dzień dobry kochanie – Harry szepcze, gdy lazurowe tęczówki ukazują mu się w pełnej krasie – jak wam się spało? – pyta, składając przelotny pocałunek na jego uśmiechniętych wargach
-spało nam się wspaniale, ponieważ ty tu byłeś – odpowiada Niall, układając głowę na klatce piersiowej Stylesa, a ten przygarnia go do siebie ramieniem – a do tej pory nie wysypialiśmy się tu w samotności, bo brakowało nam ciebie i twojego dotyku, twojej obecności – przyznaje się
-to na co mają ochotę moje księżniczki? – mówi wesoło, głaszcząc brzuch chłopaka wolną dłonią – pod warunkiem, że mamy jakieś jedzenie – chichocze
-na jajka i chrupiące, złociste tosty z sokiem pomarańczowym i spokojnie, wszystkie szafki i szuflady są wypełnione po samiusieńkie brzegi – uśmiech nie znika z twarzy blondyna – cieszę się, że tu jesteś
-ja też się cieszę i cieszę się, że was mam – szczerość płynie z głębi jego serca – a teraz pora wstawać i spełnić zachciankę moich wspaniałych miłości. Chodźmy przyszykować te wasze jajka i tosty – uśmiecha się, powoli szykując się do opuszczenia przyjemnego ciepłego łóżka.
Po południu oboje postanawiają wyjść na spacer po okolicy, by skorzystać z pięknej, słonecznej pogody i nieco się dotlenić, a także rozruszać kości.
-Niall, na pewno dobrze się czujesz? Bo wiesz, możemy zostać na tarasie, tu też jest pięknie i są cudowne widoki na horyzont i wszystko.. – loczek mówi zmartwiony
-nie chcę siedzieć kolejnego dnia, bo dupa zrobi mi się płaska i twarda jak deska do prasowania. Wystarczy, że będę miał okropny, obwisły brzuch – jego twarz wykrzywia się w grymasie, a potem chichoczą razem.
-nie przesadzaj, maleństwo musi rosnąć, więc potrzebuje dużo miejsca, a ty wrócisz do formy szybciej niż ci się wydaje, a ja ci już w tym pomogę, nie martw się – porusza brwiami znacząco, a na usta wstępuje mu cwany uśmieszek
-teraz tak mówisz, bo to nie ty dźwigasz to maleństwo, a potem jak mnie zobaczysz po wszystkim, albo wcześniej, za miesiąc lub dwa, to się przestraszysz i uciekniesz, a ja zostanę sam jak palec – Horan dramatyzuje
-słonko – porywa go w ramiona i spogląda w głębie jego niebieskich oczu – musiałbym być skończonym kretynem, by to zrobić, wiesz? Nie wiem, co musiałoby się stać, bym chciał cie zostawić, naprawdę musiałoby mnie zdrowo popieprzyć
-nie przy dziecku. Zakazuje ci przeklinać – blondyn grozi mu – już od małego uczysz naszego potomka brzydkich słów, bardzo nieładnie – kręci głową – wystarczy, że Louis będzie go demoralizował, to w zupełności wystarczy, by dziecko poznało okrucieństwa i zło tego świata
-tak, racja, Lou przeszkoli naszą pociechę z zakresu ponadprogramowego, niedozwolonego słownictwa, to jest pewne, ale ja obiecuję poprawę! – na dowód przysięgi przyciąga go do słodkiego pocałunku
-ale teraz chodźmy już na ten spacer, potrzebuję kontaktu z naturą
-będzie ci tak ciepło? – upewnia się Styles – może weźmiesz na siebie coś jeszcze?
-tak, tak będzie mi ciepło i wyluzuj trochę, bo każę ci stąd wyjechać w tej chwili, to nie zima i minus trzydzieści ze śniegiem po kolana, jest ciepło i świeci słońce, nie widzisz pogody za oknem, głuptasie?
-wiesz, że nie zrobię tego, nie wyjadę stąd, choćbyś wyrzucił mnie za drzwi. Zostanę i będę spał na dworze, na tarasie pod oknem, a ty będziesz mnie miał na sumieniu – szczerzy się – i jak dobrze wiemy, ostatecznie wpuściłbyś mnie z powrotem do środka, bo zrobiłoby ci się szkoda twojego ukochanego i nie mógłbyś znieść widoku, że on ci zamarza w ciemnościach
-a idź ty do diabła, skąd wiesz, że tak bym zrobił?
-bo mnie kochasz, kochany głuptasie – Styles skrada całusa z jego ust
-dobra, dobra, ale koniec końców na dworze i tak jest ciepło, wciąż ciepło, więc tak będzie mi dobrze – zapewnia, a potem ciągnie Harry’ego za rękę i razem wychodzą z domku
-na.. – zaczyna
-tak, zapewniam cię, a teraz już chodźmy, bo wybieramy się jak sójki za morze, a to tylko zwykły spacer w promieniu kilkudziesięciu metrów od tarasu naszego domku.
***
Kolejne wolne dni mijają im zdecydowanie za szybko, bo nim się oglądają rozpoczyna się ostatni tydzień ich przerwy od koncertowania, a tym samym Irlandczyk wkracza w dwudziesty pierwszy tydzień ciąży. I chociaż całe dnie spędzają na przytulaniu, spacerach i cieszeniu się z każdej chwili, gdy ich pociecha daje o sobie znać, podświadomie czują, że ciężkie chwile zbliżają się nieubłaganie i nikt nie może ich zatrzymać, bez względu na to, jak bardzo by tego chcieli. Ale czasami wszystko dzieje się w życiu jednocześnie: rzeczy dobre i złe, miłość i problemy, a niekiedy wszystko wali się na głowę w jednej chwili i nawet najdłuższa, najpiękniej wypowiedziana prośba i błaganie nie sprawią, że będzie można tego uniknąć, bo czasami trzeba przejść przez okrutne piekło, aby można było odnaleźć swoje własne, prywatne i cudowne niebo.
-słoneczko – odzywa się Harry, gdy wylegują się razem na łóżku
-mhm?
-a tak właściwie, wiesz, jakiej płci będzie nasze dziecko? – pyta z lekkim uśmiechem, nie zaprzestając masowania pleców blondyna
-niestety nie, jeszcze nie – zaprzecza – ale mogę ci coś pokazać – mówi, wyciągając rękę do szafki nocnej, na której leży jego portfel i wyciąga z niego niedużą kopertę – zobacz, co prawda nie mamy zdjęcia, gdy maluch był tycią, niemal niedostrzegalną fasolką, ale za późno się zorientowaliśmy, więc pierwsze USG jest z trzeciego miesiąca.
-nie szkodzi- mówi Harry – to pierwsze, ale nie ostatnie zdjęcie – dodaje, szeroko się uśmiechając
-a w ogóle, to chcemy znać płeć dziecka, czy wolimy ją poznać dopiero po wszystkim?
-a jak ty chcesz kochanie?
-to ja zapytałem pierwszy
-ale to ty, a nie ja, nosisz pod sercem nasze światełko życia, więc to ty masz prawo podjęcia ostatecznej decyzji
-dobrze, więc sądzę, a raczej wydaje mi się, że wolałbym poznać płeć, sama ciąża była dużym zaskoczeniem, więc jednak chciałbym być przygotowany wcześniej, zanim dziecko zjawi się na świecie i wróci z nami do domu
-też tak uważam – składa pocałunek na ustach Horana
-przegapiłem wizytę w zeszłym tygodniu – przyznaje się nagle Niall
-co? Dlaczego? A jak coś będzie z maleństwem? – brunet denerwuje się
-nie martw się i nie denerwuj. Jestem w stałym kontakcie z doktor Vi. Umówiła mnie na ten tydzień, więc mam się pojawić w dzień, który będzie mi odpowiadał
-to dobrze
-ale ona chce poznać drugiego ojca dziecka – wahanie było wyczuwalne
w głosie starszego chłopaka
-i pozna, dlaczego miałaby go nie poznać? Choć w sumie, to ona już go zna, ale jeszcze o tym nie wie – śmieje się – i chyba nie myślałeś, że puszcze cie tam samego? Od teraz nie będę odstępował cie na krok – informuje – na ani jeden maleńki kroczek, nie pozwolę na to, bym mógł coś przegapić, lub byś ty musiał się przemęczać
-mam się bać? – blondyn chichocze
-nie dam was skrzywdzić – Harry przyciąga do siebie Nialla – i nigdy, przenigdy was nie zostawię. Ani ciebie, ani tego aniołka, które jest już prawie z nami
-jeszcze trochę, dopiero zaczął się szósty miesiąc – szepcze, splatając swoją dłoń z palcami loczka
-dopiero? Jakie dopiero? Chyba już. Nie wiadomo kiedy ten czas leci
-no właśnie – zgadza się Horan – czas ucieka nam przez palce, całe życie znika tak szybko, jak drobny przesypujący się pyłek w klepsydrze, która odmierza czas, to straszne i przerażające
-jutro powinniśmy wracać – mówi, kreśląc kółeczka i inne wzroki na podbrzuszu niebieskookiego
-nie chce – blondyn mruczy niechętnie
-wiem kochanie, ja też wolałbym zostać tu z wami, ale musimy załatwić kilka spraw, wiesz o tym. Trzeba odwiedzić lekarza i poinformować nasze rodziny, a przede wszystkim chłopaków i na koniec trzeba zgłosić to w zarządzie.. a to już niemal końcówka urlopu
-oni mnie zniszczą – przerywa – mnie, dziecko, a potem ciebie i cały zespół, a potem chłopcy zniszczą nas..
-dlaczego widzisz wszystko w czarnych barwach? Nie wyobrażaj sobie najgorszego, poza tym nie wydaje mi się żeby Zayn, Louis czy Liam mieli odwagę chociażby krzyknąć na ciebie. Będzie dobrze, oni nie zranią ani ciebie, ani mnie i niemowlęcia – pociesza go, choć jego wizje wcale nie są lepsze, bo niewiele różnią się od tych, które ma Irlandczyk, lub dodatkowo, są jeszcze gorsze i okrutniejsze, jednak nie chce tego zdradzać przed ukochanym, by go dodatkowo nie martwić – poradzimy sobie razem, tylko trzeba to wszystko dobrze rozegrać
-i co niby chcesz zrobić?
-mogę poprosić Anne i Robina, by zjawili się u twoich rodziców w Mullingar, jutro rano. Pojedziemy do nich spokojnie porozmawiać, wytłumaczyć i wyjaśnić całą zaistniałą sytuację, a stamtąd polecimy do Londynu, do naszego wspólnego apartamentu, gdzie spotkamy się z chłopakami, by i oni mogli poznać prawdę, nim plotki okrążą całą kulę ziemską. W końcu lepiej dla nas i dla nich, by dowiedzieli się o wszystkim z rzetelnego źródła a nie z jednej z głupich gazet plotkarskich
-w porządku, masz rację
-ale tylko pod warunkiem, że to nie będzie dla ciebie i dziecka zbyt dużo wrażeń, jak na jeden dzień.. rodzice, podróż, chłopcy
-dam radę, jeśli będziesz obok mnie
-nie ma innej opcji – składa pocałunek na jego zaróżowionym policzku – nigdzie się nie wybieram, czy ci się to podoba, czy nie, nie pozbędziesz się mnie – chichocze – będziemy jak pingwiny, które raz się dopasowują i zostają z sobą na całe życie
-aww, Harry, to wspaniale – irlandzki chłopiec rumieni się i mocniej wtula w ukochanego
-a po jutrze wybierzemy się do lekarza i odwiedzimy zarząd, oni też muszą dowiedzieć się o wszystkim od nas, a nie z Internetu i wszelkich nieprawdziwych plotek. Pewnie będą musieli coś postanowić, w końcu za tydzień wracamy na trasę.
-dzwoniłem do mamy – informuje Styles, gdy Niall wraca z łazienki
-i co?
-wsiądą do samolotu z samego rana, więc spokojnie zdążymy wrócić do Mullingar. Anne da znać Maurze, że wpadają
-a co z chłopakami? – pyta siadając przy stoliku
-udało mi się dodzwonić do wszystkich. I wszyscy zjawią się jutro wieczorem w naszym apartamencie
-boję się – szepcze Niall, wpatrując się w jeden punkt podłogi
-ja też Ni. Ale pamiętaj, że jesteśmy w tym razem, i proszę, pozwól, że to ja będę się martwił, a ty zmartwienia i stres wyrzucisz ze swojej pamięci, ponieważ stres w ciąży szkodzi zarówno dziecku jak i tobie – mówi, kucając przy nim i wpatrując się w jego lśniące tęczówki – obiecujesz?
-zrobię, co w mojej mocy
-dasz radę, jeśli się postarasz i spróbujesz, a ja będę cie wspierał cały czas – zapewnia
-z tobą dam radę ze wszystkim.. – podsumowuje, łapiąc go za dłoń
-dobrze, w takim razie, czy moje księżniczki dobrze się czują? – pyta, na co Horan kiwa twierdząco głową – a czy moje księżniczki mają na coś ochotę?
-w sumie to tak. Zjadłbym tosta z nutellą – uśmiecha się i pochyla do loczka, by skraść całusa, jednak powiększający się z dnia na dzień brzuch utrudnia mu to zadanie, na co oboje chichotają i ostatecznie to Harry podnosi się, by pocałować Nialla – te, maluchu – blondyn zwraca się do brzucha – ja rozumiem wszystko, ale żebym nie miał jak tatusia całować, to już nieładnie z twojej strony, wiesz? – pyta, gładząc brzuch dłonią
-i chyba będę musiał się pogodzić ze smutnym faktem, że mały ktoś zabiera mi niemal całego ciebie i staje miedzy nami, gdy chcę cie całować – Styles śmieje się, znów całując Horana.
-pamiętaj, że moje serce dzieli się tylko na ciebie i kruszynkę – wyjaśnia, skradając kolejny pocałunek z malinowych ust ukochanego, których tak mu brakuje.
Rankiem następnego dnia obojga dopada przerażenie i zdenerwowanie, nad którym starają się zapanować, jednak każda kolejna minuta zbliżająca ich do wyjazdu z Laytown, tylko pogarsza sytuację i wprowadza bardziej nerwową atmosferę.
-Niall, spakowałeś wszystko? – Harry pyta zapinając walizkę
-tak, mam wszystko
-jedziesz w tym, co jesteś?
-tak. Niestety, ale nie mieszczę się w nic, poza dresami
-nie martw się, kupimy coś w Londynie, a zresztą nie ma takiej potrzeby, tobie ma być wygodnie, a nie modnie i seksownie, choć i w dresie taki jesteś
-nie kłam
-nie kłamię. Ja nigdy nie kłamię, zapamiętaj to sobie raz na zawsze
-i tak jestem gruby, wyglądam jak słoń
-chyba, to ty jesteś głupi – poprawia loczek
-chyba ty
-tak, ja też, a teraz już chodź, bo się spóźnimy
-przyjedziemy tu jeszcze?
-kiedy tylko będziemy mieć czas, a ty ochotę. To piękne miejsce – mówi, upewniając się, że niczego nie zapomnieli ze sobą zabrać, a potem zabiera obie torby i wyprowadza Nialla z drewnianego domku
-będę tęsknił za tym miejscem
-nie tęsknił, a wspominał cudowne chwile ze swoim cudownym chłopakiem – rzuca wesoło brunet i całuje go przelotnie, kiedy chowa torby do bagażnika – poza tym, jeszcze tu wrócimy, nasze maleństwo musi poznać to miejsce, bo tu o wszystkim się dowiedziałem, a ty wszystko tu sobie porządkowałeś. Tu zaczął się dla nas jeden z wielu nowych etapów na naszej życiowej drodze – zapewnia – a teraz wsiadaj do auta i zaraz zapinaj pas, tylko uważaj na nasze maleństwo! – poucza, a Niall wzdycha, lecz uśmiecha się bez przerwy.
***
-gotowy? – zdenerwowanie w głosie Harry’ego słychać bez problemu
-co my im powiemy? – pyta przerażony Horan
-prawdę. Całą prawdę i tylko prawdę – odpowiada, zaciskając dłonie na kierownicy, aż bieleją mu kostki
-chyba umrę
-jeśli mi to zrobisz, to ja też umrę. Ale ty tego nie zrobisz, bo za bardzo mnie kochasz. Mnie i maleństwo – mówi, tak by brzmiało to, choć odrobinę wesoło, starając się uspokoić swój głos i miłość swojego życia
-stresuję się bardziej niż przed x-factorem – przyznaje Irlandczyk
-ja też – popiera, wjeżdżając na podjazd domu Horanów – ale teraz chodźmy do środka, bez nerwów. Razem. I pamiętaj, myśl o dziecku, zero stresu.
-łatwo powiedzieć, trudniej zrobić
-jesteśmy razem – zapewnia, całując Nialla i jego brzuch, a potem wysiada z samochodu i otwiera drzwi pasażera. Pomaga wyjść blondynowi i zaraz po tym splata ich palce razem – teraz albo nigdy kochanie – jego serce przyspiesza swoją prace i jest pewny, że wszyscy dookoła zaraz to usłyszą.
Oboje niepostrzeżenie wchodzą do domu i już od progu słyszą chichot swoich rodzicielek, i chociaż strach paraliżuje ich ciała, powoli kierują swoje kroki do salonu, w którym, gdy tylko się pojawiają, zapada grobowa cisza, a wszystkie oczy są zwrócone ku nim. Mija kilka chwil, podczas których wszyscy wpatrują się w siebie w milczeniu i Harry postanawia przerwać to i wyjaśnić wszystko, co rodzina będzie chciała wiedzieć. Obejmuje Nialla w pasie i prowadzi go na wolne miejsce na brązowej sofie, na której oboje zasiadają.
-więc – cisza zostaje przerwana przez loczka – hej i miło was widzieć – zawiesza – to bez owijania w bawełnę, przejdźmy do tego, o co chcecie zapytać, oszczędźmy sobie nerwów, bo to szkodzi i wam i nam, a głównie Niallowi i dziecku – przemawia, zaskoczony sam sobą i swoim nagłym opanowaniem, a potem ponownie splata swoją dłoń z Horanem.
-to.. – odzywa się Gemma, wskazując na brzuch błękitnookiego
-to nasze dziecko, moje i Nialla – wyjaśnia Styles
-jak? – bezgłośne pytanie pada z ust obu rodzicielek
-co, jak? Nie wiecie, skąd się biorą dzieci? Mam wam to wyjaśniać, tak jak uczą w szkole, czy jednak sobie przypomnicie? Ja i Niall jesteśmy razem, a to dziecko jest nasze, więc chyba nie muszę tłumaczyć, co się działo, żeby się tak stało – mówi i czuje lekko piekące policzki, które dopadają i jego miłość – dziecko jest w stu procentach nasze i całkowicie naturalne
-który to miesiąc?
-dwudziesty pierwszy tydzień, zaczął się szósty miesiąc – szepcze Horan, spoglądając na rodzinę, która próbuje poradzić sobie z zaistniałą sytuacją i szokiem, jaki ich ogarnął.
-co zrobicie z tym dzieckiem? – odzywa się Greg
-jak to, co, będziemy je wychowywać – denerwuje się niebieskooki, a Harry natychmiast stara się go uspokoić, równomiernie gładząc go dłonią po plecach
-kto już wie? – pyta Anne
-na razie tylko wy, a potem dowiedzą się Zayn, Liam i Louis. I to zostaje między nami – ostrzega zielonooki – nic nie wiecie i nie mówicie, jak na razie.
Po krótkiej wymianie zdań, ponownie zapada cisza, którą przerywa cichy płacz Anne i Maury, które w jednej chwili pojawiają się przy swoich synach, by ich przytulić.
-jestem tak bardzo szczęśliwa, kochanie – szepta mama Harry’ego, całując go – z ciebie i z Nialla – dodaje, przytulając również blondyna
-ja również – potwierdza rodzicielka Nialla, ocierając łzy.
Po herbacie i kilkukrotnym odwiedzeniu łazienki, Niall wraz z Harrym zostają zapakowani do samochodu i odwiezieni na lotnisko, gdzie cudem pozostają niezauważeni. Zachowanie ich matek z przerażonych, gwałtownie zmienia się na troskliwe zamartwianie się. W krótkim czasie zmieniły podejście i przestały zwracać uwagę na to, że to ich synowie spodziewają się dziecka, a nie przyszłe synowe.
-Niall, dobrze się czujesz? – dopytuje Anne
-z dzieckiem wszystko w porządku? – pyta Maura, nim chłopak zdąży odpowiedzieć na poprzednie pytanie
-może kupić ci coś, zanim polecicie?
-a może chcesz iść jeszcze do łazienki? – obie kobiety, przekrzykują się kolejnymi pytaniami
-Harry – jęczy Niall, wtulając się w jego pierś – one są okropne, gorsze od ciebie
-takie już są matki – chichocze brunet przytulając Irlandczyka – przyszłe babcie naszej kruszynki
-dacie znać, gdy będziecie czegoś potrzebować?
-tak. Tak jak zapewnialiśmy
-chcę poznać mojego wnuka, lub wnuczkę, jak najszybciej
-oczywiście
-i ja też! – krzyczy Anne
-tak mamo, wiemy. I dziękujemy za zrozumienie – dodaje, gdy żegnają się z obiema kobietami, a potem znikają za bramkami wraz z torbami, kierując się na szarą płytę lotniska. I jednak na coś przydaje się bycie znanym, strefy VIP wiele ułatwiają w kryzysowej sytuacji.
W samolocie zajmują miejsca w pierwszej klasie, na które uparł się loczek, by mogli zachować prywatność podczas lotu. Rozsiadają się na dwuosobowym fotelu, a Niall od razu wtula się w ukochanego.
-jak się czujesz słoneczko? – szepcze zielonooki, całując jego blond czuprynę
-jest okej, z dzieckiem też – wyprzedza pytanie chłopaka
-nie stresujesz się już tak bardzo?
-cieszę się, że mamy to już za sobą, ale wciąż boję się spotkania z chłopakami – odpowiada zgodnie z prawdą
-będzie dobrze – składa kolejny pocałunek na jego roztrzepanych włosach i nawet nie wie, kiedy ukochany zasypia w jego ramionach. Harry uśmiecha się na ten widok i ostrożnie, by go nie obudzić, okrywa jego ciało kocem i spędza resztę podróży ze swoim skarbem w ramionach.
Do wspólnego mieszkania zespołu docierają późnym popołudniem i loczek od razu nakazuje Horanowi wziąć relaksujący prysznic, na który ten po krótkich protestach zgadza się tylko wraz z jego udziałem, dlatego oboje kończą, stojąc pod strumieniem ciepłej wody, myjąc się wzajemnie.
-proszę – Styles wyciąga z szafy Irlandczyka granatowy dres – załóż go
-dzięki – odpowiada, biorąc ubranie w swoje ręce, a Harry znika w łazience, by wysuszyć swoje włosy. Kilka chwil później wraca do sypialni już z ułożonymi lokami, a jego oczom ukazuje się widok sprzątającego walizkę Horana.
-Niall! – krzyczy – co ty wyprawiasz do jasnej cholery?!
-wypakowuję ubrania, a na co ci to wygląda
-zostaw to! Ja to zrobię! Ty miałeś odpoczywać po podróży, przed następnym spotkaniem
-ale mi nic nie jest – kłóci się – poza tym nie jestem jakimś kaleką
-nie marudź. Puszczaj to natychmiast – siłą zabiera z jego rąk koszulki – kładź się do łóżka – wskazuje palcem i czeka, aż Niall wykona jego polecenie – dziękuje
-jesteś straszny – mówi zwijając się w kłębek i wbrew zaprzeczeniom jego powieki szybko przymykają się
-i tak mnie kochasz – składa całusa na jego skroni i okrywa go kocem – a wam przyda się drzemka – szepta, gładząc czule jego ramie, dopóki chłopak nie zasypia.
Styles czeka w salonie na gości, nerwowo zagryzając wargi. Boi się tego spotkania, bardziej, niż tego z rodzicami, ponieważ nie wyobraża sobie innej reakcji chłopaków, niż to, że znienawidzą ich do końca życia, chociaż w głębi duszy dobrze wie, że przyjaciele nie zrobią im tego, dlatego jego serce podchodzi do gardła, gdy z korytarza dobiega go głos trójki przyjaciół, którzy zaraz pojawiają się w salonie.
-hej – witają się radośnie
-hej – odpowiada, czując, że robi się coraz bardziej nerwowy
-coś się stało? – pyta Lou, obserwując loczka – jesteś jakiś dziwny
-nie.. tak.. nie.. ugh – pląta się – po prostu zaczekajcie tu chwilę – prosi i wybiega z salonu wprost do sypialni, w której wcześniej położył spać ukochanego – Niall? – szepta, wchodząc do środka – Niall, promyczku, wstawaj
-są już? – pyta, podnosząc się z materaca, a Harry kiwa głową
-nie przeciągajmy tego, będziemy mieć to z głowy – mówi, całując go i łapiąc za jego dłoń.
Powoli schodzą ze schodów, słysząc wesołe głosy chłopaków, którzy zdążyli się już rozsiąść na kanapach w salonie. Brunet staje w drzwiach, delikatnie ciągnąc zza siebie przerażonego do granic możliwości blondyna. Gdy tylko pokazują się w pełni w pokoju, zapada nieprzyjemna cisza, a trzy pary oczu przyglądają się im z niedowierzaniem.
-o cholera, chyba śnie – wymyka się Liamowi, który natychmiast przeciera oczy
-ja pierdole – odzywa się Malik, nie odrywając od nich wzroku
-co to kurwa ma znaczyć?! – Louis zrywa się z kanapy i wybucha tak nagle i gwałtownie, że Harry ma wrażenie, iż jego najgorsze obawy zaczynają się właśnie spełniać. Do tego wszystkiego Niall zaczyna płakać i Styles czuje się bezradny i bezsilny wobec całej sytuacji, obawiając się najgorszego. Szybko przytula do siebie Horana, by wesprzeć go i przypomnieć, że w całej sytuacji są razem i to się nigdy nie zmieni.
-cii.. słoneczko, daj im chwilę – loczek szepta przy jego uchu – to ogromny szok, dla wszystkich, ja też byłem przerażony, kiedy poznałem prawdę, pamiętasz?
-jezu, przepraszam! – krzyczy Tomlinson, dostrzegając płaczącego blondyna i w jednej chwili znajduje się przy przytulającej się parze – boże, Ni, ja nie chciałem cie straszyć, nie chciałem, żebyś płakał i się denerwował.. – panikuje – to po prostu szok – zaczyna – ja po prostu.. ja nigdy nie spodziewałem się, że zobaczę coś takiego – usprawiedliwia się, posyłając obojgu przepraszające spojrzenia, a potem przytula ich
-usiądźcie sobie – zaprasza Liam
-chyba należą nam się wyjaśnienia – wtrąca wciąż zdezorientowany Malik, a Lou przysiada się do niego i Payne’a, a potem cała trójka czeka, aż para zajmie miejsca naprzeciw nich. Styles wciąż pociesza płaczącego chłopaka, który nawet nie myśli o tym, by odkleić się od jego piersi i pokazać zaczerwienioną twarz, by zmierzyć się z okrutną rzeczywistością
-wiem.. że wszystko zepsułem – mamrocze wtulony w bluzę loczka, który posyła przyjaciołom błagalne spojrzenia
-nic nie zepsułeś Ni – Payne otrząsa się z zamyślenia – po prostu nas zaskoczyłeś. Oboje nas zaskoczyliście, prawdę mówiąc
-ale wy mnie teraz znienawidzicie – blondyn szlocha dalej, a Harry wciąż przytula go i kreśli kółeczka na jego plecach, by się uspokoił
-za co mamy cie znienawidzić? – pyta Zayn – ja nie widzę w tym żadnego problemu i cieszę się, że zostanę wujkiem! – dodaje już wesoło
-który to miesiąc? – wtrąca Liam
-zaczął się szósty – informuje Harry
-że co? Ukrywaliście to tyle czasu? – pyta zdziwiony Tomlinson
-wypraszam sobie, ja wiem o tym niecałe dwa tygodnie, a Niall jakieś trzy miesiące
-ładnie to tak oszukiwać tatuśka i wujków, Niall? – chichocze Lou, a blondyn spogląda na siedzących naprzeciw chłopaków z lekkim uśmiechem i wciąż mokrymi od łez policzkami
-nie jesteście źli? – upewnia się, przecierają powieki mankietem granatowej, dresowej bluzy
-po prostu zapomnijmy o całej sprawie i cieszmy się tym, co trwa teraz – podsumowuje Malik, posyłając Irlandczykowi szeroki uśmiech – zgoda?
Kiedy wspólny wieczór trwa w najlepsze na nieprzerwanych rozmowach, przytulaniu Nialla i rozmawianiu z dzieckiem, a także na dokładnym omawianiu szczegółów z czterech tygodni przerwy każdego z nich, Horan wbrew sobie zaczyna niekontrolowanie ziewać i pocierać oczy, dlatego zielonooki mimo sprzeciwów chłopaka odprowadza go do sypialni i utula do snu.
-Harry, ale ja chciałbym jeszcze z wami posiedzieć – marudzi
-słoneczko, nie uważasz, że to za dużo wrażeń, jak na jeden dzień? Potrzebujecie snu i odpoczynku, żeby mieć siłę
-ale nie zostawia się tak gości, a tym bardziej przyjaciół
-ale w twojej sytuacji to zrozumiałe, nie wolno ci się przemęczać. Podróż i wyznania to i tak zbyt wiele jak dla was
-uh, no dobrze – mówi ciszej, a jego powieki robią się coraz cięższe – kocham cię – ziewa ponownie, lekko się uśmiechając
-ja was też, bardzo mocno, a teraz słodkich snów kochanie – szepcze – wrócę jeszcze na trochę do chłopaków, a potem wprost do was, chyba nie jesteś zły?
-nie – uśmiecha się
-nie smuć się, zobaczysz się z nimi jutro rano, zostaną tu z nami, a teraz śpijcie dobrze – całuje go na pożegnanie i wyłącza światło – przyjdę niedługo – szepcze i znika za drzwiami.
-zaskoczyłeś nas stary – odzywa się Malik, gdy Harry wraca do salonu i rozsiada się na sofie
-jeszcze nie raz was zaskoczę – śmieje się w odpowiedzi
-długo jesteście razem? – pyta Liam
-a mówią, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła Li – nie przestaje się uśmiechać, a jego myśli wracają do pamiętnego dnia, w którym wyznali sobie z Horanem miłość
-niby tak, ale wiesz, jakby nie patrzeć, jesteśmy w jednym zespole, jesteśmy jak rodzina, a poza tym to duży szok dla nas, więc chyba możesz nam zdradzić chociaż coś? – uśmiecha się
-dobra, już dobra. Pamiętasz, gdy wszyscy razem wpadliście na genialny pomysł pogodzenia nas ze sobą i zamknęliście naszą dwójkę w garderobie? Wtedy w czasie Take Me Home Tour, kiedy wszyscy sądziliście, że jesteśmy pokłóceni, bo przestaliśmy się do siebie w ogóle odzywać?
-żartujesz sobie ze mnie?
-w żadnym wypadku – wzrusza ramionami – w sumie to powinienem podziękować waszej trójce, bo gdyby nie wy, nie wiem ile by trwało nasze ukrywanie uczuć i jakby się to skończyło, gdyby nie wasza interwencja
-do usług – szczerzy się Tomlinson – zawsze możesz na nas liczyć
-właśnie Harry, możecie na nas z Niallem liczyć, pomożemy wam ze wszystkim – odzywa się Zayn – cokolwiek by to miało nie być, postaramy się wam pomóc na tyle, ile będziemy stanie
-więc gdybyśmy mogli coś dla was zrobić, dajcie po prostu znać – dodaje Payne – i wtedy razem coś wymyślimy
-właściwie – zaczyna Styles – moglibyście jutro pojechać z nami do zarządu, bo boję się ich reakcji, a Niall stresuje się tym o wiele bardziej, choć nie powinien tego robić wcale, jak sami dobrze o tym wiecie
-nie ma sprawy – odpowiadają zgodnie
–trzeba strzec naszego bratanka lub bratanicy przed tymi okrutnymi ludźmi! – dodaje Lou z uśmiechem – a w razie gdyby coś, chętnie im wygarnę i powiem, co myślę, bo nie mają prawa krzywdzić naszej szalonej rodzinki
-dzięki – Styles posyła im wdzięczny uśmiech – nie wiem, co bym bez was zrobił
-a potem będziemy jego lub ją rozpieszczać – mówi Lou, a jego oczy błyszczą radośnie i tak, jakby zamieszkały w nich dwa nieprzewidywalne chochliki
-tego się właśnie obawiam najbardziej – odpowiada zielonooki, wstając z sofy, a chłopcy chichoczą wesoło – dobranoc chłopaki
-a! Harry! – poważny ton Tomlinsona zatrzymuje go w drzwiach
-tak?
-to była wpadka, co nie? – pyta i cała trójka wybucha niepohamowanym śmiechem
-idioci, no po prostu idioci, moje dziecko będzie miało niepoważnych i niedojrzałych wujków – rzuca rozbawiony – nie siedźcie za długo – poucza – a teraz idę, dobranoc – dodaje a potem znika na schodach.
-wziąłeś kartę zdrowia? – Harry pyta po raz kolejny, gdy siedzą już w samochodzie
-tak
-a.. – zaczyna, lecz Horan nie daje mu skończyć
-Liam, błagam cię, ruszaj już, bo naprawdę się spóźnimy – lamentuje
-nie irytuj się, po prostu się martwię
-wiem Harry, wiem – odpowiada, chwytając jego dłoń i kładąc na brzuchu
-lubi jeździć samochodem – uśmiecha się szeroko, gdy czuje delikatne kopnięcia
-a ja myślę, że lubi, gdy razem dotykamy brzucha – skrada całusa z ust Stylesa – i po prostu jest szczęśliwa, że ma nas przy sobie
-Liam? Daleko jeszcze? – jęczy Malik, zakrywając oczy
-kawałek, a co?
-w drodze powrotnej to Lou jedzie z tyłu! Tyle tu miłości, że zaraz zwymiotuję tęczą jak szalony, baśniowy jednorożec – wzdycha
-ty po prostu nam zazdrościsz – loczek pokazuje mu język
-tak, tak, a pingwiny latają – dodaje sarkastycznie, lecz z uśmiechem
-jeszcze będziesz nas błagał, żebyś mógł zostać ojcem chrzestnym naszego dziecka
-to się okaże – odpowiada
-tak? No to patrz – odzywa się Niall, ciągnąc nadgarstek Zayna i przykłada jego dłoń do swojego brzucha, by mógł poczuć jak dziecko kopie. Chwile później na jego ustach formuje się szeroki uśmiech
-aw!
-ej, ja też chcę! – mówi oburzony Lou
-jak będziemy w domu – chichocze Irlandczyk – wtedy będziecie mogli się przywitać i pogadać z waszą bratanicą lub bratankiem – uśmiecha się do wszystkich
-dobra, to teraz wy dwaj wypad, a my będziemy tu czekać – informuje Liam, gdy podjeżdżają na tyły kliniki
-dzięki Li – mówią razem i chwilę po tym znikają w drzwiach ceglastego budynku.
Oboje są nieco zdenerwowani, a jednocześnie podekscytowani wizytą u lekarza. Blondyn łapie Harry’ego za rękę i prowadzi go pod odpowiedni gabinet, w którym był już kilkakrotnie, a chwilę później słyszą wyczytane nazwisko Irlandczyka, dlatego razem wchodzą do środka.
-dzień dobry – wita się Horan, zamykając drzwi
-witaj Niall – kobieta uśmiecha się – o, witaj Harry
-dzień dobry – uśmiech się nieśmiało
-bardzo się cieszę, że przyprowadziłeś do mnie zaginionego tatusia – chichocze – wasze dziecko będzie takie urocze, wiecie? – pyta, wskazując dwa fotele przy biurku – dobrze, to najpierw kilka pytań – informuje przeglądając kartę – jakieś niepokojące obawy?
-żadnych – zapewnia Niall
-wszystko w porządku, tak? Żadnego bólu brzucha?
-odpukać. Żadnego – potwierdza
-dobrze.. – rozmyśla – mamy koło szóstego miesiąca, więc dziecko na tym etapie powinno częściej dawać o sobie znać
-i daje – Styles uśmiecha się – z każdym dniem coraz bardziej
-dobrze, bardzo dobrze. To zanim USG – czy w waszych rodzinach występowały jakieś ciężkie i poważne choroby?
-nie
-ani u mnie – zaprzecza loczek
-dobrze, w takim razie rozbieraj się i na kozetkę – wskazuje palcem, a Harry wydaje się być lekko zdziwiony – spokojnie kochanie, nie będę dotykać twoje chłopaka tam, gdzie nie powinnam – chichocze, a potem cała trójka zasiada przy ultrasonografie – uważaj, to zimne – ostrzega jak zawsze, jednak mimo to Niall wzdryga się, kiedy chłodny żel zostaje rozprowadzony na jego ciepłej skórze. Chwilę później czarny ekran komputera zmienia się w wiele czarno-białych plamek, a po kilku delikatnych ruchach ultrasonografu po brzuchu blondyna na monitrze pojawia się ich dziecko – zobaczcie – stuka palcem w ekran – to wasze maleństwo. Chcecie znać płeć? – pyta i spogląda na trzymającą się za ręce parę
-tak – odpowiadają równocześnie
-dobrze – milknie – no, pokaż nam się kruszynko – mówi, poruszając urządzeniem po całym podbrzuszu chłopaka – więc..- odzywa się po kilku chwilach – zostaniecie tatusiami cudownej księżniczki – uśmiecha się pogodnie, włączając głośniki, by mogli posłuchać bicia serduszka dziewczynki. Gdy w całym gabinecie rozbrzmiewa rytmiczny dźwięk uderzeń serduszka dziecka, z oczu Nialla ciekną łzy szczęścia, a Styles nie pozostaje mu dłużny, wzruszając się równie mocno, a potem całuje Horana – proszę – podaje kopertę – to zdjęcia USG z szóstego miesiąca. Widzimy się najpóźniej za półtora miesiąca – dodaje wyłączając urządzenie i podając białe ręczniczki – polecam dużo odpoczynku i żadnego większego wysiłku, a tym bardziej stresu. Nerwy nie są wskazane, ani wam ani waszej córeczce. Cieszcie się chwilami spokoju, zanim waszym życiem zawładnie ten maleńki aniołek i cóż, dalej zostańcie przy zdrowej diecie, teraz potrzeba wam wielu witamin.
-dobrze, dziękujemy – odzywa się Harry
-pamiętajcie, wszystko wszystkim, ale to, że jesteście razem i macie siebie jest najważniejsze w tym wszystkim – klepie ich po ramionach – miłością możecie zdziałać wiele – dodaje, a młodzi rodzice uśmiechają się do niej nieśmiało – będziecie świetnymi tatuśkami. Zobaczycie. A tobie Niall, służy bycie w ciąży, cały promieniejesz – chwali, na co ten rumieni się i wtula w zielonookiego.
-no i?! – krzyczy Lou, gdy tylko para pojawia się w samochodzie
-będziecie wujkami małej królewny – mówi Harry, pokazując im zdjęcia USG – będziemy mieli córeczkę! – woła radośnie do przyjaciół i przytula Nialla
-to by się w sumie zgadzało – Liam odzywa się po chwili zamyślenia
-ale co? – pyta Styles
-no, u ciebie w rodzinie też pierwsza urodziła się dziewczyna, a ty dopiero po Gemmie, czyli wasze następne dziecko powinno być chłopcem, a gdybyś to ty był w ciąży, mielibyście syna, bo u Nialla byli dwaj chłopcy
-naukowiec się znalazł, może jeszcze dokładną datę i godzinę poczęcia nam podasz nasza mądralo? – pyta, a za chwilę wraz z Paynem i Tomlinsonem patrzą zdezorientowani na śmiejących się w najlepsze zakochanych, którzy w swojej pamięci odtwarzają pamiętną noc i bez problemu mogliby odpowiedzieć na pytanie Malika
–biedne dzieciątko, będzie miało szalonych rodziców - podsumowuje Zayn żartem, wciąż się uśmiechając, gdy ruszają z parkingu kliniki – ale mimo wszystko, będę miał drugą córkę chrzestną! – woła szczerząc się wesoło
-a kto ci powiedział, że będziesz chrzestnym? – oburza się Tomlinson – może ja nim będę, hm?
-cisza – chichocze Niall – wszyscy nimi będziecie i będzie spokój, a mała będzie miała cudownych wujków i tatuśków. Oczywiście nie zapominając o swoim cudownym tacie – zwraca się w stronę Stylesa, a ten składa pocałunek na jego ustach.
Kiedy pół godziny później cała piątka kroczy w ciszy przez korytarz zarządu, wszyscy bez słowa ustępują im z drogi i posyłają dziwne spojrzenia, jednak oni nie zwracają na to uwagi. Przed samymi drzwiami gabinetu, w którym zaplanowano spotkanie, Zayn, Liam i Louis stają przed parą i posyłając im pokrzepiające uśmiechy, wchodzą do środka jako pierwsi, nie pokazując jeszcze przestraszonego Nialla i Harry’ego, za którymi zamykają się drzwi.
-co tak pilnie was do nas sprowadza? – odzywa się jeden z mężczyzn, a trójka chłopaków powoli rozsuwa się na boki
-o kurwa – przekleństwo wylatuje z ust faceta siedzącego na krześle obok – co to są za pieprzone żarty? – krzyczy coraz głośniej
-geje do cholery?!
-facet w ciąży? Horan, do chuja, gdzieś ty dupy dawał!
-nie krzyczcie i nie przeklinajcie do jasnej cholery! – Tomlinson staje w obronie przyjaciół
-Harry, Niall, co to ma znaczyć? – pyta Simon, który zdecydowanie nie wgląda na ucieszonego nowiną, a jego mina wyraża jedynie obojętność i rozczarowanie, ale pozostaje spokojny i dość opanowany – nie krzyczy jak pozostali zgromadzeni
-ślepi jesteście, czy co? – Louis traci panowanie, jednak Liam stara się go uspokoić
-to nie jest żadne to, tylko dziecko. Dziecko moje i Nialla – przerywa Harry, mocno obejmując Horana w tali – i nie życzę sobie żadnych głupich komentarzy i krytyki, a tym bardziej niemoralnych propozycji pozbycia się dziecka, bo i tak tego nie zrobimy – stara się być opanowany i wspierać swojego ukochanego, który z nerwów jest bliski płaczu – nie obchodzą nas wasze opinie, ani innych ludzi, a jeśli nie pasuje wam męska miłość i nasze dziecko, po prostu odejdziemy – kończy stanowczo
-a my – Malik wskazuje na siebie i dwójkę pozostałych przyjaciół – razem z nimi – popiera go
-wiec lepiej dobrze się zastanówcie, co chcecie teraz zrobić, bo stracicie swój olbrzymi zarobek, jeśli zerwiemy kontrakt. I nie, nie straszcie nas konsekwencjami odejścia, znamy je bardzo dobrze i stać nas na to, a jeszcze będziecie nam dopłacać, gdy odejdziemy – Louis wyprzedza słowa zarządu
-co planujecie? – pyta Cowell
-ujawnić się naszym fanom na najbliższym koncercie, grać dalej, bez rozpadu zespołu i wychowywać nasze dziecko – odpowiada Styles zgodnie z prawdą
-a jak wy to sobie niby wyobrażacie? Dziecko i trasy, granie i kariera?
-o to nie musicie się martwić – wtrąca Zayn – oni sobie poradzą, a was nie powinno obchodzić jak to zrobią, jeśli wciąż będziecie mieć z tego całego zespołu swój zysk – kończy, a w tym momencie jego spojrzenie mogłoby wypalać dziury – jeśli to wszystko, to żegnam – dodaje i odwraca się do drzwi
-co zrobicie, kiedy dziecko się już urodzi?
-nic, będzie się działo to, co powinno – odzywa się Harry, bo jego przerażony wciąż chłopak, pozostaje milczący, ponieważ gdy ktoś mówi ci, że jesteś beznadziejny również w to wierzysz i zamykasz się w sobie
-a co z koncertami?
-i tak mamy przerwy co jakiś czas, to normalne w naszej karierze, więc jeśli kilka dni będzie bez występów i spotkań z fanami nic nikomu się nie stanie
-żadnych głupich zagrywek – Louis ostrzega gniewnie, a potem wychodzą z gabinetu i drzwi zamykają się za nimi z hukiem, zostawiając w środku zaskoczonych ich stanowczą rozgrywką mężczyzn. A kiedy echo uderzenia rozprasza się na długim pustym korytarzu, Niall tak po prostu staje w bezruchu i zaczyna płakać
-oh Ni – Harry zamyka go w uścisku, czując, że zaraz sam się rozpłacze – wszystko jest dobrze, już wszystko okej, nic się nie dzieje – szepcze, a przyjaciele przytulają ich przyjaźnie, by obojgu dodać otuchy – nie martw się, proszę, jesteś najpiękniejszy i najwspanialszy na calusieńkim świecie, nie przejmuj się opinią tych idiotów – dodaje – masz nas, jesteśmy tu razem i wszystko się poukłada, nie płacz słoneczko – całuje go, by zająć czymś jego umysł pełny czarnych, złych myśli – kocham cię i jestem z tobą, pamiętaj, to nasze wspólne życie i wspólna sprawa
-co powiesz na lody dla osłody? – Lou pyta ciepło, posyłając Horanowi delikatny uśmiech i klepie go pocieszająco po plecach – dużą porcję z dodatkowymi owocami dla naszej księżniczki, zgoda?
Zielonooki przygląda się smacznie śpiącemu blondynowi i jednocześnie rozmyśla o tym, jak to jest być w ciąży i jak Niall się z tym czuje, a także o tym, jak wielki wydarzył się cud, za który oboje powinni być wdzięczni wszystkim świętym, tam, u góry. Czuje, że jego najpilniej strzeżone marzenia ukryte w głębi serca, zaczynają się przypadkowo spełniać. Przypomina sobie również wszystkie chwile i dziwne sytuacje, podczas których tłumaczył przed chłopakami Horana i jego niezrozumiałe zachowanie – wszelkie zachcianki, napady złości i ataki paniki czy histerię, a także nagłe zmiany nastroju i bóle – a teraz zdaje sobie sprawę, że za każdym razem bronił sekretu ciąży chłopaka i nic o tym nie wiedział. W jego myślach pojawiają się również sprawy, które będą musieli załatwić w najbliższym czasie, a przede wszystkim to, że będą musieli poinformować o wszystkim swoich rodziców i przyjaciół z zespołu. Kłamstwem byłoby powiedzenie, że Styles się nie bał. Strach doszczętnie wkradł się w jego dusze, jednak starał się go ignorować, by być wsparciem dla Horana w każdej chwili i w każdym momencie. Wmawiał sobie, że bez względu na to, co powiedzą inni, zostaną razem i to on będzie musiał wykazać się odrobiną odwagi i wytrwałości, by ochronić swoją rodzinę – nie mógł tego zawalić, nie teraz, gdy dowiedział się jak poświęcił się dla nich jego ukochany, który dzielnie strzegł ich maleńkiej kruszynki przed całym złem świata i wszystkimi złymi osobami.
-dzień dobry kochanie – Harry szepcze, gdy lazurowe tęczówki ukazują mu się w pełnej krasie – jak wam się spało? – pyta, składając przelotny pocałunek na jego uśmiechniętych wargach
-spało nam się wspaniale, ponieważ ty tu byłeś – odpowiada Niall, układając głowę na klatce piersiowej Stylesa, a ten przygarnia go do siebie ramieniem – a do tej pory nie wysypialiśmy się tu w samotności, bo brakowało nam ciebie i twojego dotyku, twojej obecności – przyznaje się
-to na co mają ochotę moje księżniczki? – mówi wesoło, głaszcząc brzuch chłopaka wolną dłonią – pod warunkiem, że mamy jakieś jedzenie – chichocze
-na jajka i chrupiące, złociste tosty z sokiem pomarańczowym i spokojnie, wszystkie szafki i szuflady są wypełnione po samiusieńkie brzegi – uśmiech nie znika z twarzy blondyna – cieszę się, że tu jesteś
-ja też się cieszę i cieszę się, że was mam – szczerość płynie z głębi jego serca – a teraz pora wstawać i spełnić zachciankę moich wspaniałych miłości. Chodźmy przyszykować te wasze jajka i tosty – uśmiecha się, powoli szykując się do opuszczenia przyjemnego ciepłego łóżka.
Po południu oboje postanawiają wyjść na spacer po okolicy, by skorzystać z pięknej, słonecznej pogody i nieco się dotlenić, a także rozruszać kości.
-Niall, na pewno dobrze się czujesz? Bo wiesz, możemy zostać na tarasie, tu też jest pięknie i są cudowne widoki na horyzont i wszystko.. – loczek mówi zmartwiony
-nie chcę siedzieć kolejnego dnia, bo dupa zrobi mi się płaska i twarda jak deska do prasowania. Wystarczy, że będę miał okropny, obwisły brzuch – jego twarz wykrzywia się w grymasie, a potem chichoczą razem.
-nie przesadzaj, maleństwo musi rosnąć, więc potrzebuje dużo miejsca, a ty wrócisz do formy szybciej niż ci się wydaje, a ja ci już w tym pomogę, nie martw się – porusza brwiami znacząco, a na usta wstępuje mu cwany uśmieszek
-teraz tak mówisz, bo to nie ty dźwigasz to maleństwo, a potem jak mnie zobaczysz po wszystkim, albo wcześniej, za miesiąc lub dwa, to się przestraszysz i uciekniesz, a ja zostanę sam jak palec – Horan dramatyzuje
-słonko – porywa go w ramiona i spogląda w głębie jego niebieskich oczu – musiałbym być skończonym kretynem, by to zrobić, wiesz? Nie wiem, co musiałoby się stać, bym chciał cie zostawić, naprawdę musiałoby mnie zdrowo popieprzyć
-nie przy dziecku. Zakazuje ci przeklinać – blondyn grozi mu – już od małego uczysz naszego potomka brzydkich słów, bardzo nieładnie – kręci głową – wystarczy, że Louis będzie go demoralizował, to w zupełności wystarczy, by dziecko poznało okrucieństwa i zło tego świata
-tak, racja, Lou przeszkoli naszą pociechę z zakresu ponadprogramowego, niedozwolonego słownictwa, to jest pewne, ale ja obiecuję poprawę! – na dowód przysięgi przyciąga go do słodkiego pocałunku
-ale teraz chodźmy już na ten spacer, potrzebuję kontaktu z naturą
-będzie ci tak ciepło? – upewnia się Styles – może weźmiesz na siebie coś jeszcze?
-tak, tak będzie mi ciepło i wyluzuj trochę, bo każę ci stąd wyjechać w tej chwili, to nie zima i minus trzydzieści ze śniegiem po kolana, jest ciepło i świeci słońce, nie widzisz pogody za oknem, głuptasie?
-wiesz, że nie zrobię tego, nie wyjadę stąd, choćbyś wyrzucił mnie za drzwi. Zostanę i będę spał na dworze, na tarasie pod oknem, a ty będziesz mnie miał na sumieniu – szczerzy się – i jak dobrze wiemy, ostatecznie wpuściłbyś mnie z powrotem do środka, bo zrobiłoby ci się szkoda twojego ukochanego i nie mógłbyś znieść widoku, że on ci zamarza w ciemnościach
-a idź ty do diabła, skąd wiesz, że tak bym zrobił?
-bo mnie kochasz, kochany głuptasie – Styles skrada całusa z jego ust
-dobra, dobra, ale koniec końców na dworze i tak jest ciepło, wciąż ciepło, więc tak będzie mi dobrze – zapewnia, a potem ciągnie Harry’ego za rękę i razem wychodzą z domku
-na.. – zaczyna
-tak, zapewniam cię, a teraz już chodźmy, bo wybieramy się jak sójki za morze, a to tylko zwykły spacer w promieniu kilkudziesięciu metrów od tarasu naszego domku.
***
Kolejne wolne dni mijają im zdecydowanie za szybko, bo nim się oglądają rozpoczyna się ostatni tydzień ich przerwy od koncertowania, a tym samym Irlandczyk wkracza w dwudziesty pierwszy tydzień ciąży. I chociaż całe dnie spędzają na przytulaniu, spacerach i cieszeniu się z każdej chwili, gdy ich pociecha daje o sobie znać, podświadomie czują, że ciężkie chwile zbliżają się nieubłaganie i nikt nie może ich zatrzymać, bez względu na to, jak bardzo by tego chcieli. Ale czasami wszystko dzieje się w życiu jednocześnie: rzeczy dobre i złe, miłość i problemy, a niekiedy wszystko wali się na głowę w jednej chwili i nawet najdłuższa, najpiękniej wypowiedziana prośba i błaganie nie sprawią, że będzie można tego uniknąć, bo czasami trzeba przejść przez okrutne piekło, aby można było odnaleźć swoje własne, prywatne i cudowne niebo.
-słoneczko – odzywa się Harry, gdy wylegują się razem na łóżku
-mhm?
-a tak właściwie, wiesz, jakiej płci będzie nasze dziecko? – pyta z lekkim uśmiechem, nie zaprzestając masowania pleców blondyna
-niestety nie, jeszcze nie – zaprzecza – ale mogę ci coś pokazać – mówi, wyciągając rękę do szafki nocnej, na której leży jego portfel i wyciąga z niego niedużą kopertę – zobacz, co prawda nie mamy zdjęcia, gdy maluch był tycią, niemal niedostrzegalną fasolką, ale za późno się zorientowaliśmy, więc pierwsze USG jest z trzeciego miesiąca.
-nie szkodzi- mówi Harry – to pierwsze, ale nie ostatnie zdjęcie – dodaje, szeroko się uśmiechając
-a w ogóle, to chcemy znać płeć dziecka, czy wolimy ją poznać dopiero po wszystkim?
-a jak ty chcesz kochanie?
-to ja zapytałem pierwszy
-ale to ty, a nie ja, nosisz pod sercem nasze światełko życia, więc to ty masz prawo podjęcia ostatecznej decyzji
-dobrze, więc sądzę, a raczej wydaje mi się, że wolałbym poznać płeć, sama ciąża była dużym zaskoczeniem, więc jednak chciałbym być przygotowany wcześniej, zanim dziecko zjawi się na świecie i wróci z nami do domu
-też tak uważam – składa pocałunek na ustach Horana
-przegapiłem wizytę w zeszłym tygodniu – przyznaje się nagle Niall
-co? Dlaczego? A jak coś będzie z maleństwem? – brunet denerwuje się
-nie martw się i nie denerwuj. Jestem w stałym kontakcie z doktor Vi. Umówiła mnie na ten tydzień, więc mam się pojawić w dzień, który będzie mi odpowiadał
-to dobrze
-ale ona chce poznać drugiego ojca dziecka – wahanie było wyczuwalne
w głosie starszego chłopaka
-i pozna, dlaczego miałaby go nie poznać? Choć w sumie, to ona już go zna, ale jeszcze o tym nie wie – śmieje się – i chyba nie myślałeś, że puszcze cie tam samego? Od teraz nie będę odstępował cie na krok – informuje – na ani jeden maleńki kroczek, nie pozwolę na to, bym mógł coś przegapić, lub byś ty musiał się przemęczać
-mam się bać? – blondyn chichocze
-nie dam was skrzywdzić – Harry przyciąga do siebie Nialla – i nigdy, przenigdy was nie zostawię. Ani ciebie, ani tego aniołka, które jest już prawie z nami
-jeszcze trochę, dopiero zaczął się szósty miesiąc – szepcze, splatając swoją dłoń z palcami loczka
-dopiero? Jakie dopiero? Chyba już. Nie wiadomo kiedy ten czas leci
-no właśnie – zgadza się Horan – czas ucieka nam przez palce, całe życie znika tak szybko, jak drobny przesypujący się pyłek w klepsydrze, która odmierza czas, to straszne i przerażające
-jutro powinniśmy wracać – mówi, kreśląc kółeczka i inne wzroki na podbrzuszu niebieskookiego
-nie chce – blondyn mruczy niechętnie
-wiem kochanie, ja też wolałbym zostać tu z wami, ale musimy załatwić kilka spraw, wiesz o tym. Trzeba odwiedzić lekarza i poinformować nasze rodziny, a przede wszystkim chłopaków i na koniec trzeba zgłosić to w zarządzie.. a to już niemal końcówka urlopu
-oni mnie zniszczą – przerywa – mnie, dziecko, a potem ciebie i cały zespół, a potem chłopcy zniszczą nas..
-dlaczego widzisz wszystko w czarnych barwach? Nie wyobrażaj sobie najgorszego, poza tym nie wydaje mi się żeby Zayn, Louis czy Liam mieli odwagę chociażby krzyknąć na ciebie. Będzie dobrze, oni nie zranią ani ciebie, ani mnie i niemowlęcia – pociesza go, choć jego wizje wcale nie są lepsze, bo niewiele różnią się od tych, które ma Irlandczyk, lub dodatkowo, są jeszcze gorsze i okrutniejsze, jednak nie chce tego zdradzać przed ukochanym, by go dodatkowo nie martwić – poradzimy sobie razem, tylko trzeba to wszystko dobrze rozegrać
-i co niby chcesz zrobić?
-mogę poprosić Anne i Robina, by zjawili się u twoich rodziców w Mullingar, jutro rano. Pojedziemy do nich spokojnie porozmawiać, wytłumaczyć i wyjaśnić całą zaistniałą sytuację, a stamtąd polecimy do Londynu, do naszego wspólnego apartamentu, gdzie spotkamy się z chłopakami, by i oni mogli poznać prawdę, nim plotki okrążą całą kulę ziemską. W końcu lepiej dla nas i dla nich, by dowiedzieli się o wszystkim z rzetelnego źródła a nie z jednej z głupich gazet plotkarskich
-w porządku, masz rację
-ale tylko pod warunkiem, że to nie będzie dla ciebie i dziecka zbyt dużo wrażeń, jak na jeden dzień.. rodzice, podróż, chłopcy
-dam radę, jeśli będziesz obok mnie
-nie ma innej opcji – składa pocałunek na jego zaróżowionym policzku – nigdzie się nie wybieram, czy ci się to podoba, czy nie, nie pozbędziesz się mnie – chichocze – będziemy jak pingwiny, które raz się dopasowują i zostają z sobą na całe życie
-aww, Harry, to wspaniale – irlandzki chłopiec rumieni się i mocniej wtula w ukochanego
-a po jutrze wybierzemy się do lekarza i odwiedzimy zarząd, oni też muszą dowiedzieć się o wszystkim od nas, a nie z Internetu i wszelkich nieprawdziwych plotek. Pewnie będą musieli coś postanowić, w końcu za tydzień wracamy na trasę.
-dzwoniłem do mamy – informuje Styles, gdy Niall wraca z łazienki
-i co?
-wsiądą do samolotu z samego rana, więc spokojnie zdążymy wrócić do Mullingar. Anne da znać Maurze, że wpadają
-a co z chłopakami? – pyta siadając przy stoliku
-udało mi się dodzwonić do wszystkich. I wszyscy zjawią się jutro wieczorem w naszym apartamencie
-boję się – szepcze Niall, wpatrując się w jeden punkt podłogi
-ja też Ni. Ale pamiętaj, że jesteśmy w tym razem, i proszę, pozwól, że to ja będę się martwił, a ty zmartwienia i stres wyrzucisz ze swojej pamięci, ponieważ stres w ciąży szkodzi zarówno dziecku jak i tobie – mówi, kucając przy nim i wpatrując się w jego lśniące tęczówki – obiecujesz?
-zrobię, co w mojej mocy
-dasz radę, jeśli się postarasz i spróbujesz, a ja będę cie wspierał cały czas – zapewnia
-z tobą dam radę ze wszystkim.. – podsumowuje, łapiąc go za dłoń
-dobrze, w takim razie, czy moje księżniczki dobrze się czują? – pyta, na co Horan kiwa twierdząco głową – a czy moje księżniczki mają na coś ochotę?
-w sumie to tak. Zjadłbym tosta z nutellą – uśmiecha się i pochyla do loczka, by skraść całusa, jednak powiększający się z dnia na dzień brzuch utrudnia mu to zadanie, na co oboje chichotają i ostatecznie to Harry podnosi się, by pocałować Nialla – te, maluchu – blondyn zwraca się do brzucha – ja rozumiem wszystko, ale żebym nie miał jak tatusia całować, to już nieładnie z twojej strony, wiesz? – pyta, gładząc brzuch dłonią
-i chyba będę musiał się pogodzić ze smutnym faktem, że mały ktoś zabiera mi niemal całego ciebie i staje miedzy nami, gdy chcę cie całować – Styles śmieje się, znów całując Horana.
-pamiętaj, że moje serce dzieli się tylko na ciebie i kruszynkę – wyjaśnia, skradając kolejny pocałunek z malinowych ust ukochanego, których tak mu brakuje.
Rankiem następnego dnia obojga dopada przerażenie i zdenerwowanie, nad którym starają się zapanować, jednak każda kolejna minuta zbliżająca ich do wyjazdu z Laytown, tylko pogarsza sytuację i wprowadza bardziej nerwową atmosferę.
-Niall, spakowałeś wszystko? – Harry pyta zapinając walizkę
-tak, mam wszystko
-jedziesz w tym, co jesteś?
-tak. Niestety, ale nie mieszczę się w nic, poza dresami
-nie martw się, kupimy coś w Londynie, a zresztą nie ma takiej potrzeby, tobie ma być wygodnie, a nie modnie i seksownie, choć i w dresie taki jesteś
-nie kłam
-nie kłamię. Ja nigdy nie kłamię, zapamiętaj to sobie raz na zawsze
-i tak jestem gruby, wyglądam jak słoń
-chyba, to ty jesteś głupi – poprawia loczek
-chyba ty
-tak, ja też, a teraz już chodź, bo się spóźnimy
-przyjedziemy tu jeszcze?
-kiedy tylko będziemy mieć czas, a ty ochotę. To piękne miejsce – mówi, upewniając się, że niczego nie zapomnieli ze sobą zabrać, a potem zabiera obie torby i wyprowadza Nialla z drewnianego domku
-będę tęsknił za tym miejscem
-nie tęsknił, a wspominał cudowne chwile ze swoim cudownym chłopakiem – rzuca wesoło brunet i całuje go przelotnie, kiedy chowa torby do bagażnika – poza tym, jeszcze tu wrócimy, nasze maleństwo musi poznać to miejsce, bo tu o wszystkim się dowiedziałem, a ty wszystko tu sobie porządkowałeś. Tu zaczął się dla nas jeden z wielu nowych etapów na naszej życiowej drodze – zapewnia – a teraz wsiadaj do auta i zaraz zapinaj pas, tylko uważaj na nasze maleństwo! – poucza, a Niall wzdycha, lecz uśmiecha się bez przerwy.
***
-gotowy? – zdenerwowanie w głosie Harry’ego słychać bez problemu
-co my im powiemy? – pyta przerażony Horan
-prawdę. Całą prawdę i tylko prawdę – odpowiada, zaciskając dłonie na kierownicy, aż bieleją mu kostki
-chyba umrę
-jeśli mi to zrobisz, to ja też umrę. Ale ty tego nie zrobisz, bo za bardzo mnie kochasz. Mnie i maleństwo – mówi, tak by brzmiało to, choć odrobinę wesoło, starając się uspokoić swój głos i miłość swojego życia
-stresuję się bardziej niż przed x-factorem – przyznaje Irlandczyk
-ja też – popiera, wjeżdżając na podjazd domu Horanów – ale teraz chodźmy do środka, bez nerwów. Razem. I pamiętaj, myśl o dziecku, zero stresu.
-łatwo powiedzieć, trudniej zrobić
-jesteśmy razem – zapewnia, całując Nialla i jego brzuch, a potem wysiada z samochodu i otwiera drzwi pasażera. Pomaga wyjść blondynowi i zaraz po tym splata ich palce razem – teraz albo nigdy kochanie – jego serce przyspiesza swoją prace i jest pewny, że wszyscy dookoła zaraz to usłyszą.
Oboje niepostrzeżenie wchodzą do domu i już od progu słyszą chichot swoich rodzicielek, i chociaż strach paraliżuje ich ciała, powoli kierują swoje kroki do salonu, w którym, gdy tylko się pojawiają, zapada grobowa cisza, a wszystkie oczy są zwrócone ku nim. Mija kilka chwil, podczas których wszyscy wpatrują się w siebie w milczeniu i Harry postanawia przerwać to i wyjaśnić wszystko, co rodzina będzie chciała wiedzieć. Obejmuje Nialla w pasie i prowadzi go na wolne miejsce na brązowej sofie, na której oboje zasiadają.
-więc – cisza zostaje przerwana przez loczka – hej i miło was widzieć – zawiesza – to bez owijania w bawełnę, przejdźmy do tego, o co chcecie zapytać, oszczędźmy sobie nerwów, bo to szkodzi i wam i nam, a głównie Niallowi i dziecku – przemawia, zaskoczony sam sobą i swoim nagłym opanowaniem, a potem ponownie splata swoją dłoń z Horanem.
-to.. – odzywa się Gemma, wskazując na brzuch błękitnookiego
-to nasze dziecko, moje i Nialla – wyjaśnia Styles
-jak? – bezgłośne pytanie pada z ust obu rodzicielek
-co, jak? Nie wiecie, skąd się biorą dzieci? Mam wam to wyjaśniać, tak jak uczą w szkole, czy jednak sobie przypomnicie? Ja i Niall jesteśmy razem, a to dziecko jest nasze, więc chyba nie muszę tłumaczyć, co się działo, żeby się tak stało – mówi i czuje lekko piekące policzki, które dopadają i jego miłość – dziecko jest w stu procentach nasze i całkowicie naturalne
-który to miesiąc?
-dwudziesty pierwszy tydzień, zaczął się szósty miesiąc – szepcze Horan, spoglądając na rodzinę, która próbuje poradzić sobie z zaistniałą sytuacją i szokiem, jaki ich ogarnął.
-co zrobicie z tym dzieckiem? – odzywa się Greg
-jak to, co, będziemy je wychowywać – denerwuje się niebieskooki, a Harry natychmiast stara się go uspokoić, równomiernie gładząc go dłonią po plecach
-kto już wie? – pyta Anne
-na razie tylko wy, a potem dowiedzą się Zayn, Liam i Louis. I to zostaje między nami – ostrzega zielonooki – nic nie wiecie i nie mówicie, jak na razie.
Po krótkiej wymianie zdań, ponownie zapada cisza, którą przerywa cichy płacz Anne i Maury, które w jednej chwili pojawiają się przy swoich synach, by ich przytulić.
-jestem tak bardzo szczęśliwa, kochanie – szepta mama Harry’ego, całując go – z ciebie i z Nialla – dodaje, przytulając również blondyna
-ja również – potwierdza rodzicielka Nialla, ocierając łzy.
Po herbacie i kilkukrotnym odwiedzeniu łazienki, Niall wraz z Harrym zostają zapakowani do samochodu i odwiezieni na lotnisko, gdzie cudem pozostają niezauważeni. Zachowanie ich matek z przerażonych, gwałtownie zmienia się na troskliwe zamartwianie się. W krótkim czasie zmieniły podejście i przestały zwracać uwagę na to, że to ich synowie spodziewają się dziecka, a nie przyszłe synowe.
-Niall, dobrze się czujesz? – dopytuje Anne
-z dzieckiem wszystko w porządku? – pyta Maura, nim chłopak zdąży odpowiedzieć na poprzednie pytanie
-może kupić ci coś, zanim polecicie?
-a może chcesz iść jeszcze do łazienki? – obie kobiety, przekrzykują się kolejnymi pytaniami
-Harry – jęczy Niall, wtulając się w jego pierś – one są okropne, gorsze od ciebie
-takie już są matki – chichocze brunet przytulając Irlandczyka – przyszłe babcie naszej kruszynki
-dacie znać, gdy będziecie czegoś potrzebować?
-tak. Tak jak zapewnialiśmy
-chcę poznać mojego wnuka, lub wnuczkę, jak najszybciej
-oczywiście
-i ja też! – krzyczy Anne
-tak mamo, wiemy. I dziękujemy za zrozumienie – dodaje, gdy żegnają się z obiema kobietami, a potem znikają za bramkami wraz z torbami, kierując się na szarą płytę lotniska. I jednak na coś przydaje się bycie znanym, strefy VIP wiele ułatwiają w kryzysowej sytuacji.
W samolocie zajmują miejsca w pierwszej klasie, na które uparł się loczek, by mogli zachować prywatność podczas lotu. Rozsiadają się na dwuosobowym fotelu, a Niall od razu wtula się w ukochanego.
-jak się czujesz słoneczko? – szepcze zielonooki, całując jego blond czuprynę
-jest okej, z dzieckiem też – wyprzedza pytanie chłopaka
-nie stresujesz się już tak bardzo?
-cieszę się, że mamy to już za sobą, ale wciąż boję się spotkania z chłopakami – odpowiada zgodnie z prawdą
-będzie dobrze – składa kolejny pocałunek na jego roztrzepanych włosach i nawet nie wie, kiedy ukochany zasypia w jego ramionach. Harry uśmiecha się na ten widok i ostrożnie, by go nie obudzić, okrywa jego ciało kocem i spędza resztę podróży ze swoim skarbem w ramionach.
Do wspólnego mieszkania zespołu docierają późnym popołudniem i loczek od razu nakazuje Horanowi wziąć relaksujący prysznic, na który ten po krótkich protestach zgadza się tylko wraz z jego udziałem, dlatego oboje kończą, stojąc pod strumieniem ciepłej wody, myjąc się wzajemnie.
-proszę – Styles wyciąga z szafy Irlandczyka granatowy dres – załóż go
-dzięki – odpowiada, biorąc ubranie w swoje ręce, a Harry znika w łazience, by wysuszyć swoje włosy. Kilka chwil później wraca do sypialni już z ułożonymi lokami, a jego oczom ukazuje się widok sprzątającego walizkę Horana.
-Niall! – krzyczy – co ty wyprawiasz do jasnej cholery?!
-wypakowuję ubrania, a na co ci to wygląda
-zostaw to! Ja to zrobię! Ty miałeś odpoczywać po podróży, przed następnym spotkaniem
-ale mi nic nie jest – kłóci się – poza tym nie jestem jakimś kaleką
-nie marudź. Puszczaj to natychmiast – siłą zabiera z jego rąk koszulki – kładź się do łóżka – wskazuje palcem i czeka, aż Niall wykona jego polecenie – dziękuje
-jesteś straszny – mówi zwijając się w kłębek i wbrew zaprzeczeniom jego powieki szybko przymykają się
-i tak mnie kochasz – składa całusa na jego skroni i okrywa go kocem – a wam przyda się drzemka – szepta, gładząc czule jego ramie, dopóki chłopak nie zasypia.
Styles czeka w salonie na gości, nerwowo zagryzając wargi. Boi się tego spotkania, bardziej, niż tego z rodzicami, ponieważ nie wyobraża sobie innej reakcji chłopaków, niż to, że znienawidzą ich do końca życia, chociaż w głębi duszy dobrze wie, że przyjaciele nie zrobią im tego, dlatego jego serce podchodzi do gardła, gdy z korytarza dobiega go głos trójki przyjaciół, którzy zaraz pojawiają się w salonie.
-hej – witają się radośnie
-hej – odpowiada, czując, że robi się coraz bardziej nerwowy
-coś się stało? – pyta Lou, obserwując loczka – jesteś jakiś dziwny
-nie.. tak.. nie.. ugh – pląta się – po prostu zaczekajcie tu chwilę – prosi i wybiega z salonu wprost do sypialni, w której wcześniej położył spać ukochanego – Niall? – szepta, wchodząc do środka – Niall, promyczku, wstawaj
-są już? – pyta, podnosząc się z materaca, a Harry kiwa głową
-nie przeciągajmy tego, będziemy mieć to z głowy – mówi, całując go i łapiąc za jego dłoń.
Powoli schodzą ze schodów, słysząc wesołe głosy chłopaków, którzy zdążyli się już rozsiąść na kanapach w salonie. Brunet staje w drzwiach, delikatnie ciągnąc zza siebie przerażonego do granic możliwości blondyna. Gdy tylko pokazują się w pełni w pokoju, zapada nieprzyjemna cisza, a trzy pary oczu przyglądają się im z niedowierzaniem.
-o cholera, chyba śnie – wymyka się Liamowi, który natychmiast przeciera oczy
-ja pierdole – odzywa się Malik, nie odrywając od nich wzroku
-co to kurwa ma znaczyć?! – Louis zrywa się z kanapy i wybucha tak nagle i gwałtownie, że Harry ma wrażenie, iż jego najgorsze obawy zaczynają się właśnie spełniać. Do tego wszystkiego Niall zaczyna płakać i Styles czuje się bezradny i bezsilny wobec całej sytuacji, obawiając się najgorszego. Szybko przytula do siebie Horana, by wesprzeć go i przypomnieć, że w całej sytuacji są razem i to się nigdy nie zmieni.
-cii.. słoneczko, daj im chwilę – loczek szepta przy jego uchu – to ogromny szok, dla wszystkich, ja też byłem przerażony, kiedy poznałem prawdę, pamiętasz?
-jezu, przepraszam! – krzyczy Tomlinson, dostrzegając płaczącego blondyna i w jednej chwili znajduje się przy przytulającej się parze – boże, Ni, ja nie chciałem cie straszyć, nie chciałem, żebyś płakał i się denerwował.. – panikuje – to po prostu szok – zaczyna – ja po prostu.. ja nigdy nie spodziewałem się, że zobaczę coś takiego – usprawiedliwia się, posyłając obojgu przepraszające spojrzenia, a potem przytula ich
-usiądźcie sobie – zaprasza Liam
-chyba należą nam się wyjaśnienia – wtrąca wciąż zdezorientowany Malik, a Lou przysiada się do niego i Payne’a, a potem cała trójka czeka, aż para zajmie miejsca naprzeciw nich. Styles wciąż pociesza płaczącego chłopaka, który nawet nie myśli o tym, by odkleić się od jego piersi i pokazać zaczerwienioną twarz, by zmierzyć się z okrutną rzeczywistością
-wiem.. że wszystko zepsułem – mamrocze wtulony w bluzę loczka, który posyła przyjaciołom błagalne spojrzenia
-nic nie zepsułeś Ni – Payne otrząsa się z zamyślenia – po prostu nas zaskoczyłeś. Oboje nas zaskoczyliście, prawdę mówiąc
-ale wy mnie teraz znienawidzicie – blondyn szlocha dalej, a Harry wciąż przytula go i kreśli kółeczka na jego plecach, by się uspokoił
-za co mamy cie znienawidzić? – pyta Zayn – ja nie widzę w tym żadnego problemu i cieszę się, że zostanę wujkiem! – dodaje już wesoło
-który to miesiąc? – wtrąca Liam
-zaczął się szósty – informuje Harry
-że co? Ukrywaliście to tyle czasu? – pyta zdziwiony Tomlinson
-wypraszam sobie, ja wiem o tym niecałe dwa tygodnie, a Niall jakieś trzy miesiące
-ładnie to tak oszukiwać tatuśka i wujków, Niall? – chichocze Lou, a blondyn spogląda na siedzących naprzeciw chłopaków z lekkim uśmiechem i wciąż mokrymi od łez policzkami
-nie jesteście źli? – upewnia się, przecierają powieki mankietem granatowej, dresowej bluzy
-po prostu zapomnijmy o całej sprawie i cieszmy się tym, co trwa teraz – podsumowuje Malik, posyłając Irlandczykowi szeroki uśmiech – zgoda?
Kiedy wspólny wieczór trwa w najlepsze na nieprzerwanych rozmowach, przytulaniu Nialla i rozmawianiu z dzieckiem, a także na dokładnym omawianiu szczegółów z czterech tygodni przerwy każdego z nich, Horan wbrew sobie zaczyna niekontrolowanie ziewać i pocierać oczy, dlatego zielonooki mimo sprzeciwów chłopaka odprowadza go do sypialni i utula do snu.
-Harry, ale ja chciałbym jeszcze z wami posiedzieć – marudzi
-słoneczko, nie uważasz, że to za dużo wrażeń, jak na jeden dzień? Potrzebujecie snu i odpoczynku, żeby mieć siłę
-ale nie zostawia się tak gości, a tym bardziej przyjaciół
-ale w twojej sytuacji to zrozumiałe, nie wolno ci się przemęczać. Podróż i wyznania to i tak zbyt wiele jak dla was
-uh, no dobrze – mówi ciszej, a jego powieki robią się coraz cięższe – kocham cię – ziewa ponownie, lekko się uśmiechając
-ja was też, bardzo mocno, a teraz słodkich snów kochanie – szepcze – wrócę jeszcze na trochę do chłopaków, a potem wprost do was, chyba nie jesteś zły?
-nie – uśmiecha się
-nie smuć się, zobaczysz się z nimi jutro rano, zostaną tu z nami, a teraz śpijcie dobrze – całuje go na pożegnanie i wyłącza światło – przyjdę niedługo – szepcze i znika za drzwiami.
-zaskoczyłeś nas stary – odzywa się Malik, gdy Harry wraca do salonu i rozsiada się na sofie
-jeszcze nie raz was zaskoczę – śmieje się w odpowiedzi
-długo jesteście razem? – pyta Liam
-a mówią, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła Li – nie przestaje się uśmiechać, a jego myśli wracają do pamiętnego dnia, w którym wyznali sobie z Horanem miłość
-niby tak, ale wiesz, jakby nie patrzeć, jesteśmy w jednym zespole, jesteśmy jak rodzina, a poza tym to duży szok dla nas, więc chyba możesz nam zdradzić chociaż coś? – uśmiecha się
-dobra, już dobra. Pamiętasz, gdy wszyscy razem wpadliście na genialny pomysł pogodzenia nas ze sobą i zamknęliście naszą dwójkę w garderobie? Wtedy w czasie Take Me Home Tour, kiedy wszyscy sądziliście, że jesteśmy pokłóceni, bo przestaliśmy się do siebie w ogóle odzywać?
-żartujesz sobie ze mnie?
-w żadnym wypadku – wzrusza ramionami – w sumie to powinienem podziękować waszej trójce, bo gdyby nie wy, nie wiem ile by trwało nasze ukrywanie uczuć i jakby się to skończyło, gdyby nie wasza interwencja
-do usług – szczerzy się Tomlinson – zawsze możesz na nas liczyć
-właśnie Harry, możecie na nas z Niallem liczyć, pomożemy wam ze wszystkim – odzywa się Zayn – cokolwiek by to miało nie być, postaramy się wam pomóc na tyle, ile będziemy stanie
-więc gdybyśmy mogli coś dla was zrobić, dajcie po prostu znać – dodaje Payne – i wtedy razem coś wymyślimy
-właściwie – zaczyna Styles – moglibyście jutro pojechać z nami do zarządu, bo boję się ich reakcji, a Niall stresuje się tym o wiele bardziej, choć nie powinien tego robić wcale, jak sami dobrze o tym wiecie
-nie ma sprawy – odpowiadają zgodnie
–trzeba strzec naszego bratanka lub bratanicy przed tymi okrutnymi ludźmi! – dodaje Lou z uśmiechem – a w razie gdyby coś, chętnie im wygarnę i powiem, co myślę, bo nie mają prawa krzywdzić naszej szalonej rodzinki
-dzięki – Styles posyła im wdzięczny uśmiech – nie wiem, co bym bez was zrobił
-a potem będziemy jego lub ją rozpieszczać – mówi Lou, a jego oczy błyszczą radośnie i tak, jakby zamieszkały w nich dwa nieprzewidywalne chochliki
-tego się właśnie obawiam najbardziej – odpowiada zielonooki, wstając z sofy, a chłopcy chichoczą wesoło – dobranoc chłopaki
-a! Harry! – poważny ton Tomlinsona zatrzymuje go w drzwiach
-tak?
-to była wpadka, co nie? – pyta i cała trójka wybucha niepohamowanym śmiechem
-idioci, no po prostu idioci, moje dziecko będzie miało niepoważnych i niedojrzałych wujków – rzuca rozbawiony – nie siedźcie za długo – poucza – a teraz idę, dobranoc – dodaje a potem znika na schodach.
-wziąłeś kartę zdrowia? – Harry pyta po raz kolejny, gdy siedzą już w samochodzie
-tak
-a.. – zaczyna, lecz Horan nie daje mu skończyć
-Liam, błagam cię, ruszaj już, bo naprawdę się spóźnimy – lamentuje
-nie irytuj się, po prostu się martwię
-wiem Harry, wiem – odpowiada, chwytając jego dłoń i kładąc na brzuchu
-lubi jeździć samochodem – uśmiecha się szeroko, gdy czuje delikatne kopnięcia
-a ja myślę, że lubi, gdy razem dotykamy brzucha – skrada całusa z ust Stylesa – i po prostu jest szczęśliwa, że ma nas przy sobie
-Liam? Daleko jeszcze? – jęczy Malik, zakrywając oczy
-kawałek, a co?
-w drodze powrotnej to Lou jedzie z tyłu! Tyle tu miłości, że zaraz zwymiotuję tęczą jak szalony, baśniowy jednorożec – wzdycha
-ty po prostu nam zazdrościsz – loczek pokazuje mu język
-tak, tak, a pingwiny latają – dodaje sarkastycznie, lecz z uśmiechem
-jeszcze będziesz nas błagał, żebyś mógł zostać ojcem chrzestnym naszego dziecka
-to się okaże – odpowiada
-tak? No to patrz – odzywa się Niall, ciągnąc nadgarstek Zayna i przykłada jego dłoń do swojego brzucha, by mógł poczuć jak dziecko kopie. Chwile później na jego ustach formuje się szeroki uśmiech
-aw!
-ej, ja też chcę! – mówi oburzony Lou
-jak będziemy w domu – chichocze Irlandczyk – wtedy będziecie mogli się przywitać i pogadać z waszą bratanicą lub bratankiem – uśmiecha się do wszystkich
-dobra, to teraz wy dwaj wypad, a my będziemy tu czekać – informuje Liam, gdy podjeżdżają na tyły kliniki
-dzięki Li – mówią razem i chwilę po tym znikają w drzwiach ceglastego budynku.
Oboje są nieco zdenerwowani, a jednocześnie podekscytowani wizytą u lekarza. Blondyn łapie Harry’ego za rękę i prowadzi go pod odpowiedni gabinet, w którym był już kilkakrotnie, a chwilę później słyszą wyczytane nazwisko Irlandczyka, dlatego razem wchodzą do środka.
-dzień dobry – wita się Horan, zamykając drzwi
-witaj Niall – kobieta uśmiecha się – o, witaj Harry
-dzień dobry – uśmiech się nieśmiało
-bardzo się cieszę, że przyprowadziłeś do mnie zaginionego tatusia – chichocze – wasze dziecko będzie takie urocze, wiecie? – pyta, wskazując dwa fotele przy biurku – dobrze, to najpierw kilka pytań – informuje przeglądając kartę – jakieś niepokojące obawy?
-żadnych – zapewnia Niall
-wszystko w porządku, tak? Żadnego bólu brzucha?
-odpukać. Żadnego – potwierdza
-dobrze.. – rozmyśla – mamy koło szóstego miesiąca, więc dziecko na tym etapie powinno częściej dawać o sobie znać
-i daje – Styles uśmiecha się – z każdym dniem coraz bardziej
-dobrze, bardzo dobrze. To zanim USG – czy w waszych rodzinach występowały jakieś ciężkie i poważne choroby?
-nie
-ani u mnie – zaprzecza loczek
-dobrze, w takim razie rozbieraj się i na kozetkę – wskazuje palcem, a Harry wydaje się być lekko zdziwiony – spokojnie kochanie, nie będę dotykać twoje chłopaka tam, gdzie nie powinnam – chichocze, a potem cała trójka zasiada przy ultrasonografie – uważaj, to zimne – ostrzega jak zawsze, jednak mimo to Niall wzdryga się, kiedy chłodny żel zostaje rozprowadzony na jego ciepłej skórze. Chwilę później czarny ekran komputera zmienia się w wiele czarno-białych plamek, a po kilku delikatnych ruchach ultrasonografu po brzuchu blondyna na monitrze pojawia się ich dziecko – zobaczcie – stuka palcem w ekran – to wasze maleństwo. Chcecie znać płeć? – pyta i spogląda na trzymającą się za ręce parę
-tak – odpowiadają równocześnie
-dobrze – milknie – no, pokaż nam się kruszynko – mówi, poruszając urządzeniem po całym podbrzuszu chłopaka – więc..- odzywa się po kilku chwilach – zostaniecie tatusiami cudownej księżniczki – uśmiecha się pogodnie, włączając głośniki, by mogli posłuchać bicia serduszka dziewczynki. Gdy w całym gabinecie rozbrzmiewa rytmiczny dźwięk uderzeń serduszka dziecka, z oczu Nialla ciekną łzy szczęścia, a Styles nie pozostaje mu dłużny, wzruszając się równie mocno, a potem całuje Horana – proszę – podaje kopertę – to zdjęcia USG z szóstego miesiąca. Widzimy się najpóźniej za półtora miesiąca – dodaje wyłączając urządzenie i podając białe ręczniczki – polecam dużo odpoczynku i żadnego większego wysiłku, a tym bardziej stresu. Nerwy nie są wskazane, ani wam ani waszej córeczce. Cieszcie się chwilami spokoju, zanim waszym życiem zawładnie ten maleńki aniołek i cóż, dalej zostańcie przy zdrowej diecie, teraz potrzeba wam wielu witamin.
-dobrze, dziękujemy – odzywa się Harry
-pamiętajcie, wszystko wszystkim, ale to, że jesteście razem i macie siebie jest najważniejsze w tym wszystkim – klepie ich po ramionach – miłością możecie zdziałać wiele – dodaje, a młodzi rodzice uśmiechają się do niej nieśmiało – będziecie świetnymi tatuśkami. Zobaczycie. A tobie Niall, służy bycie w ciąży, cały promieniejesz – chwali, na co ten rumieni się i wtula w zielonookiego.
-no i?! – krzyczy Lou, gdy tylko para pojawia się w samochodzie
-będziecie wujkami małej królewny – mówi Harry, pokazując im zdjęcia USG – będziemy mieli córeczkę! – woła radośnie do przyjaciół i przytula Nialla
-to by się w sumie zgadzało – Liam odzywa się po chwili zamyślenia
-ale co? – pyta Styles
-no, u ciebie w rodzinie też pierwsza urodziła się dziewczyna, a ty dopiero po Gemmie, czyli wasze następne dziecko powinno być chłopcem, a gdybyś to ty był w ciąży, mielibyście syna, bo u Nialla byli dwaj chłopcy
-naukowiec się znalazł, może jeszcze dokładną datę i godzinę poczęcia nam podasz nasza mądralo? – pyta, a za chwilę wraz z Paynem i Tomlinsonem patrzą zdezorientowani na śmiejących się w najlepsze zakochanych, którzy w swojej pamięci odtwarzają pamiętną noc i bez problemu mogliby odpowiedzieć na pytanie Malika
–biedne dzieciątko, będzie miało szalonych rodziców - podsumowuje Zayn żartem, wciąż się uśmiechając, gdy ruszają z parkingu kliniki – ale mimo wszystko, będę miał drugą córkę chrzestną! – woła szczerząc się wesoło
-a kto ci powiedział, że będziesz chrzestnym? – oburza się Tomlinson – może ja nim będę, hm?
-cisza – chichocze Niall – wszyscy nimi będziecie i będzie spokój, a mała będzie miała cudownych wujków i tatuśków. Oczywiście nie zapominając o swoim cudownym tacie – zwraca się w stronę Stylesa, a ten składa pocałunek na jego ustach.
Kiedy pół godziny później cała piątka kroczy w ciszy przez korytarz zarządu, wszyscy bez słowa ustępują im z drogi i posyłają dziwne spojrzenia, jednak oni nie zwracają na to uwagi. Przed samymi drzwiami gabinetu, w którym zaplanowano spotkanie, Zayn, Liam i Louis stają przed parą i posyłając im pokrzepiające uśmiechy, wchodzą do środka jako pierwsi, nie pokazując jeszcze przestraszonego Nialla i Harry’ego, za którymi zamykają się drzwi.
-co tak pilnie was do nas sprowadza? – odzywa się jeden z mężczyzn, a trójka chłopaków powoli rozsuwa się na boki
-o kurwa – przekleństwo wylatuje z ust faceta siedzącego na krześle obok – co to są za pieprzone żarty? – krzyczy coraz głośniej
-geje do cholery?!
-facet w ciąży? Horan, do chuja, gdzieś ty dupy dawał!
-nie krzyczcie i nie przeklinajcie do jasnej cholery! – Tomlinson staje w obronie przyjaciół
-Harry, Niall, co to ma znaczyć? – pyta Simon, który zdecydowanie nie wgląda na ucieszonego nowiną, a jego mina wyraża jedynie obojętność i rozczarowanie, ale pozostaje spokojny i dość opanowany – nie krzyczy jak pozostali zgromadzeni
-ślepi jesteście, czy co? – Louis traci panowanie, jednak Liam stara się go uspokoić
-to nie jest żadne to, tylko dziecko. Dziecko moje i Nialla – przerywa Harry, mocno obejmując Horana w tali – i nie życzę sobie żadnych głupich komentarzy i krytyki, a tym bardziej niemoralnych propozycji pozbycia się dziecka, bo i tak tego nie zrobimy – stara się być opanowany i wspierać swojego ukochanego, który z nerwów jest bliski płaczu – nie obchodzą nas wasze opinie, ani innych ludzi, a jeśli nie pasuje wam męska miłość i nasze dziecko, po prostu odejdziemy – kończy stanowczo
-a my – Malik wskazuje na siebie i dwójkę pozostałych przyjaciół – razem z nimi – popiera go
-wiec lepiej dobrze się zastanówcie, co chcecie teraz zrobić, bo stracicie swój olbrzymi zarobek, jeśli zerwiemy kontrakt. I nie, nie straszcie nas konsekwencjami odejścia, znamy je bardzo dobrze i stać nas na to, a jeszcze będziecie nam dopłacać, gdy odejdziemy – Louis wyprzedza słowa zarządu
-co planujecie? – pyta Cowell
-ujawnić się naszym fanom na najbliższym koncercie, grać dalej, bez rozpadu zespołu i wychowywać nasze dziecko – odpowiada Styles zgodnie z prawdą
-a jak wy to sobie niby wyobrażacie? Dziecko i trasy, granie i kariera?
-o to nie musicie się martwić – wtrąca Zayn – oni sobie poradzą, a was nie powinno obchodzić jak to zrobią, jeśli wciąż będziecie mieć z tego całego zespołu swój zysk – kończy, a w tym momencie jego spojrzenie mogłoby wypalać dziury – jeśli to wszystko, to żegnam – dodaje i odwraca się do drzwi
-co zrobicie, kiedy dziecko się już urodzi?
-nic, będzie się działo to, co powinno – odzywa się Harry, bo jego przerażony wciąż chłopak, pozostaje milczący, ponieważ gdy ktoś mówi ci, że jesteś beznadziejny również w to wierzysz i zamykasz się w sobie
-a co z koncertami?
-i tak mamy przerwy co jakiś czas, to normalne w naszej karierze, więc jeśli kilka dni będzie bez występów i spotkań z fanami nic nikomu się nie stanie
-żadnych głupich zagrywek – Louis ostrzega gniewnie, a potem wychodzą z gabinetu i drzwi zamykają się za nimi z hukiem, zostawiając w środku zaskoczonych ich stanowczą rozgrywką mężczyzn. A kiedy echo uderzenia rozprasza się na długim pustym korytarzu, Niall tak po prostu staje w bezruchu i zaczyna płakać
-oh Ni – Harry zamyka go w uścisku, czując, że zaraz sam się rozpłacze – wszystko jest dobrze, już wszystko okej, nic się nie dzieje – szepcze, a przyjaciele przytulają ich przyjaźnie, by obojgu dodać otuchy – nie martw się, proszę, jesteś najpiękniejszy i najwspanialszy na calusieńkim świecie, nie przejmuj się opinią tych idiotów – dodaje – masz nas, jesteśmy tu razem i wszystko się poukłada, nie płacz słoneczko – całuje go, by zająć czymś jego umysł pełny czarnych, złych myśli – kocham cię i jestem z tobą, pamiętaj, to nasze wspólne życie i wspólna sprawa
-co powiesz na lody dla osłody? – Lou pyta ciepło, posyłając Horanowi delikatny uśmiech i klepie go pocieszająco po plecach – dużą porcję z dodatkowymi owocami dla naszej księżniczki, zgoda?
Subskrybuj:
Posty (Atom)